We are the mods!

Na początek kilka faktów o “Kwadrofonii: jest to film brytyjski. Opowiada o zbuntowanej młodzieży. Akcja toczy się w latach 60. W tle gra muzyka The Who, a główny bohater, jakżeby inaczej, ma na imię Jimmy. Czy to brzmi jak zachęta? Bo dla mnie to jak zaproszenie na dobra imprezę. Skoro już mowa o imprezach – gdy będziecie jakąś urządzać, upewnijcie się, że nie wpadnie na nią Jimmy z kumplami. Ci kolesie naprawdę nie wiedzą, jak się zachować. Będą podkręcać głośniej muzykę, łykać tablety i podrywać wasze dziewczyny. W końcu są modsami. Wspominałam już o tym?

Modsi, rockersi – faktycznie było coś takiego… Ale jeżeli nie do końca się w tym orientujecie, nie martwcie się. Teraz o ironio, i tak pakuje się ich do jednego worka. Średnio zaangażowane politycznie subkultury nie zapadają w pamięć. Raczej kolejne pokolenie znudzonych dzieciaków, które nie ma się przeciw czemu buntować. Ale żeby obyło się bez komplikacji – oto przewodnik w pigułce. Modsa rozpoznać łatwo, jego nienagannie skrojony garnitur i wymuskana fryzurka od razu zwracają uwagę. Do tego w komplecie oczywiście parka i skuter, a im więcej ma bajerów tym lepiej. Poza tym lubią podrygiwać do bigbitu czy ska. Rockers to raczej oldschool – skórzana kurtka, wojskowe buty i motocykl. Na głowie fryzura a´la Elvis, bo takie rock´n´rollowe brzmienia sobie ukochali. W sercu nienawiść do modsów, którą ci drudzy szczerze odwzajemniali.

Ale walka subkultur to tylko tło dla głównego wątku, jakim jest dorastanie i przemiana głównego bohatera. A więc przyjrzyjmy się bliżej Jimmy´emu, bo warto. Jest to postać złożona psychologicznie, chociaż raczej nie ma poczwórnej osobowości, jak to było w wypadku protagonisty rock opery The Who, do której film luźno nawiązuje. James Cooper jest bezczelny – pewnie, arogancki – bez dwóch zdań, nieco dziwaczny – w końcu gra go Phil Daniels, ale ma również na tyle charyzmy, że staje się naturalnym przywódcą w swojej paczce. Gdzie się zabawić, skąd wziąć narkotyki, kiedy dostarczą nowy garnitur, jak zwrócić na siebie uwagę TEJ dziewczyny – to jego jedyne problemy. Poza tym jest całkowicie oddany swojej subkulturze. W końcu, jak sam mówi, albo jesteś modsem, albo nikim.

A Jimmy chce być kimś, chociaż sam jeszcze nie wie kim. Dlatego przekonany o swojej oryginalności ubiera się i zachowuje jak wszyscy dookoła. Uniwersalne błędne koło, w które wpadają młodzi ludzie niezależnie od czasów, w których przyszło im żyć. Nienawidzisz swojej pracy? Cóż… jak my wszyscy. Rodzice cię nie rozumieją? No co ty! Nienawidzą muzyki, której słuchasz i każą ci ją ściszać, ciągle cię kontrolują, są tobą rozczarowani. No i przyszłość nie jest już tym, czym była wcześniej. Teraz jest straszna i niepewna.

Takie właśnie problemy pojawiają się w sielankowym życiu Jimmy’ego i zostawiają wyraźne rysy. Zaczynają się tez wątpliwości, które są jak pęknięcia na wyrysowanym przez niego obrazku rzeczywistości. I wreszcie spada na niego pierwsza bomba, która chyba równie dobitnie zaskakuje widza. Na scenę wkracza Ace w swoim błyszczącym srebrnym garniturze i robi spore zamieszanie. Z miejsca staje się idolem wszystkich modsów. A gra go nie kto inny jak… młody Sting. Ale jeszcze sporo się wydarzy, zanim wiara Jimmy´ego zostanie zachwiana, a w finałowej scenie wybrzmi niezapomniane “Love regin o‘er me.

Więc jeszcze raz, o czym to jest? Przemiana i dorastanie zbuntowanego nastolatka? Ale przecież to już było w każdej wersji językowej. No i racja, że sam Disney zrobił o tym przynajmniej z dziesięć filmów. Ale typowość nie jest tu problemem i warto dać szansę pełnometrażowemu debiutowi Franca Roddama.

Anna Ślusareńka

Kwadrofonia (Quadrophenia)

reżyseria: Franc Roddam

premiera: 14 maja 1979 (świat)

produkcja: Wielka Brytania

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.