Wenecka pochwała piękna

Bardzo często zdarza się tak, że piękne filmy są jednocześnie pozbawione głębszej treści, a oglądanie takich wydmuszek staje się nużące. Rzadko jednak jakaś oprawiona w sensualne zdjęcia produkcja potrafi pochłonąć widza bez reszty. Duet Kolski-Reinhart udowadnia, że da się to zrobić.

Jana Jakuba Kolskiego, jednego z najwrażliwszych współczesnych reżyserów polskich, kojarzy się ze poetyką realizmu magicznego, mimo że nakręcił w niej dopiero dwa filmy. Zaczęło się od głośnego Jasminum, które urzekało namacalnością zapachów, o jakich mówili bohaterowie. Godna pozazdroszczenia była czułość, z jaką podszedł do snucia historii za pomocą figury dziecka, bowiem poruszał prymarne wartości takie jak choćby miłość czy przyjaźń i przypominał o ich ważności. Kontynuując tę drogę w 2010 roku nakręcił Wenecję, która zebrała w Gdyni wszystkie najważniejsze nagrody. I nic dziwnego, gdyż opowieść o wyobrażonej w piwnicy podupadłego dworku Wenecji urzeka zmysłowością i subtelnym prowadzeniem narracji.

Marzenia głównego bohatera Marka o wyjeździe do miasta masek zostają skonfrontowane z nagłym wybuchem wojny. Chłopiec zostaje odesłany do ciotki na wieś, co wyzwala w nim tęsknotę za rodzicami, samotność i niepogodzenie się z utratą złudzeń. Aby jakoś ułożyć się z nieprzychylną rzeczywistością, w zalanej wodą i skąpanej w złocistych promieniach słońca piwnicy wyobraża sobie prawdziwą Wenecją. Oczywiście, to nadal są stare deski, jakieś przetwory czy butelki z winem domowej roboty, ale gromadzący się wśród nich krewni, poprzebierani jak na karnawał, ulegają iluzji Marka. To samo dzieje się z widzem, bowiem plastyczność i sensualność zdjęć autorstwa Artura Reinharta nie pozwala pozostać obojętnym na wrażenie prawdziwych gondoli i snów. Kolski opowiadając o pięknie, porusza jednak problem oddziaływania wojny na jednostki, a także proste zasady współżycia z drugim człowiekiem. Podkreśla ulotność chwil, jednocześnie pochylając się nad ich niekłamaną wartością.

Zadziwiające jest to, że w gruncie rzeczy prosta fabuła, oparta na próbie odnalezienia swojego miejsca w wojennej rzeczywistości przez małego chłopca, stanowi oś budującą niepowtarzalny klimat filmu. Wenecja staje się synonimem piękna tak wszechobecnego, że muszącego w końcu zginąć. Metaforyzując ją, Kolski nadał treściom swojego dzieła dodatkowy sens. To już nie tylko pouczenie o ludzkich wartościach – to refleksja nad ważnością dziecięcych wyobrażeń i potrzeb. I zmuszenie widza do przyjrzenia się temu idealnemu pięknu, którymi bije każde precyzyjne ujęcie, oplecione intymnym, mglisto-złocistym światłem. Czy zawsze musi ono przeminąć?

Monika Pomijan

Wenecja

reżyseria: Jan Jakub Kolski

premiera: 11 czerwca 2010 (Polska)

produkcja: Polska

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.