Zredefiniować gatunek

Musicale nie są ulubioną przez widzów formą. Zawieszone gdzieś pomiędzy filmem a muzyką nie zachwycają fabularnie (Dreamgirls), muzycznie (Mamma mia!) albo są po prostu niezbyt udanym połączeniem (Across The Universe). Musicalem łatwo na ekranie znudzić, gdy narracja jest podwajana przez wykonywane piosenki lub gdy akcja jest zbyt leniwa, ponieważ scenarzysta chciał upakować zbyt dużo ścieżki dźwiękowej. Zrażonym do musicali albo płaczącym z powodu niewykorzystanego potencjału tego gatunku zdecydowanie polecam Moulin Rouge! — obraz, który definiuje dobry film muzyczny.

Historię Baz Luhrmann zaserwował nam banalną — wielka miłość biednego poety i prostytutki, która potrzebuje pieniędzy, żeby spełnić swoje marzenie o aktorskiej karierze. Zapewnić jej to ma bogaty książę, który w zamian za sponsoring chce, by Satine została jego kochanką. Opowieść niczym nie różni się od tej znanej nam z melodramatów, w dodatku już na początku dostajemy jej zakończenie. To z miejsca pozbawia nas chęci wyczekiwania na fabularne zaskoczenie i pozwala delektować się formą filmu, będącą zdecydowanie jego największą zaletą. W Moulin Rouge! Luhrmann postawił musical po swojej stronie. Skorzystał z gatunku pozbawiając go większości wad, w tym tych największych — nudy i sztuczności. Biorąc pod uwagę ilość środków, jakie Luhrmann przedsięwziął w tym filmie można nawet pokusić się o stwierdzenie, że bardziej skomplikowana fabuła utrudniłaby jedynie odbiór. Reżyser zaprasza nas na prawdziwą ucztę wizualną, kolorami i sprawnym aktorstwem ukrywając banalność historii. Głównie sprawił jednak, że musical sam broni się jako forma. Prostotę pokonują przede wszystkim piosenki, które znacznie ubogacają narrację, jednocześnie jej nie rozwlekając. Co więcej, zgrabnie przeplatają się one z dialogami, dopowiadając to, co istotne. Tworzą też całe sceny, jak choćby wspaniałe El Tango De Roxanne pełne właściwych argentyńskiemu tańcowi emocji. Utwory z łatwością znajdują swoje miejsce w akcji i prowadzą przez film, dzięki czemu historia, choć przewidywalna, nie nudzi w żadnym momencie.

Luhrmann stworzył musical jako znakomite połączenie filmu i muzyki, ale Moulin Rouge! to też majstersztyk w każdej z tych form z osobna. W części filmowej zwraca uwagę świetne aktorstwo, zwłaszcza duet Ewana McGregora i Nicole Kidman. Dzięki magnetyzmowi i naturalności stworzyli niezapomnianą kreację pary kochanków, przejmującą widza od pierwszej do ostatniej minuty. Jednak tym, co przyciąga uwagę najbardziej jest wspaniała ścieżka dźwiękowa. Może się nawet wydawać, że film, pomimo całej swojej genialności, stanowi jedynie tło dla niej. Zacząć należałoby od zaskakującego doboru wykorzystanych kawałków: od Smells Like Teen Spirit i Material Girl, po The Show Must Go On Queenów i znakomite One Day I’ll Fly Away Randy Crawford. Miejsce znalazło się też dla Góreckiego Lamb. Wobec takiego doboru twórcy muzyki zostali postawieni przed trudnym zadaniem ujednolicenia charakteru tych utworów. Trzeba powiedzieć, że spisali się znakomicie. Kawałki zostały pokazane w zupełnie nowym świetle, większość z nich dziś jest kojarzona z filmem bardziej niż z pierwotnym wykonaniem. Majstersztykiem jest tutaj wspomniane już El Tango De Roxanne, będące niesamowitą kreacją zarówno pod względem muzycznym, jak i filmowym. Ścieżka ujmuje też naturalnością. Choć głosy aktorów są trochę ulepszone, to wciąż wyczuwalna jest bardzo ludzka niedoskonałość (której trudno doświadczyć chociażby fanom przebojowego Glee). Mocnym punktem jest też napisane specjalnie dla filmu Come What May, które może się wydawać jednak trochę przesłodzone.

Moulin Rouge! to zdecydowanie klasyka gatunku — choć zdefiniowanego przez Luhrmanna na nowo. Muzyka w nim to wreszcie sposób na opisanie świata i przekazanie ładunku emocjonalnego. Film składa się w całość, nie potyka na dialogach czy kulawej fabule. Niektórym może nie spodobać się młodzieńczy idealizm Christiana i sposób, w jaki jest on burzony, rodem ze Szkoły Uczuć. Warto jednak dać się porwać magii Paryża z przełomu wieków, ubranej w bardzo współczesne (także muzyczne) szaty. Film zdecydowanie na to zasługuje, jeśli nie ze względu na wreszcie udaną próbę oswojenia musicalu, to przynajmniej ze względu na mistrzowską ścieżkę dźwiękową.

Marta Kubacka

Moulin Rouge!

reżyseria: Baz Luhrmann

premiera: 9 maja 2001 (świat), 5 października 2001 (Polska)

produkcja: Australia, USA

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.