Ruchome obrazki

Stoisz przed ogromnym obrazem Paula Signaca Port w Marsylii oświetlanym przez niedbałe muzealne światło. Żywe kolory zlewają się ze sobą i migocą. Masz wrażenie, jakby delikatnie różowe chmury faktycznie płynęły po niebie, a wiatr łopotał żaglami i mącił wodę, w której odbija się zachód słońca. Słychać obijające się o burtę drobne fale, skrzek mew…

 

Tymczasem nie patrzysz już na marsylski port, lecz na leżącą nad rzeką, ocienioną drzewami altanę, pobyt w której umilają swym śpiewem ptaki. To pełnia pogodnego dnia, podczas której można dokładnie obserwować grę światła na pastelowych skałach w oddali i feerię barw kwiatów przy spacerowej ścieżce. To już nie Signac, tej wizji dużo bliżej do Moneta – podobnie jak tej przedstawiającej uroczy fioletowo-błękitny domek-wysepkę wiszący nad połacią łąk w tych samych odcieniach kolorystycznych. Impresjonizm, postimpresjonizm i neoimpresjoznim to słowa-klucze podczas półgodzinnego seansu wspaniałej japońskiej animacji Iblard Jikan. Jej twórca, Inoue Naohisa, zaprasza do fascynującego, odrealnionego świata przypominającego z jednej strony obrazy wielkich mistrzów chwytania wrażenia, z drugiej zaś nasycone błyskotkami ilustracje dawnych wydań bajek Andersena, a z jeszcze innej – niektóre pomysły Hayao Miyazakiego, zwłaszcza te ze Spirited Away.

Nienachalna muzyka jest przewodnikiem po miejscach zawieszonych nad ziemią, samotnych stacjach kolejowych, rozproszonych światłem nocnych uliczkach, okwieconych ogrodach, leżących nad wodą romantycznych altanach i dzielnicach z pracowniami zabawek. Choć z pozoru wydaje się, że sekwencje te nie mają ze sobą nic wspólnego, szybko da się zauważyć pojedyncze pomosty w rodzaju starej kolejki bardzo przypominającej tę ze Spirited Away czy powracającej wielokrotnie młodej bohaterki. Choć brak tu dialogów, da się wyczuć w tej opowieści przede wszystkim hołd dla potęgi ludzkiej wyobraźni – dla skrywanej i hołubionej dziecięcości, która pozwala widzieć świat wciąż jako kolorową przygodę. Postawiony w centrum człowiek przemierza przestrzenie pełne dziwnych wież, niekończących się ścieżek, skąpanych w deszczu łąk i osamotnionych peronów, lecz zawsze towarzyszy mu to, co impresjoniści i neoimpresjoniści – a później nawet surrealiści – próbowali utrwalić na płótnie: piękno. Naohisa w swej olśniewającej, malarskiej impresji, gdzie ruchomych elementów jest stosunkowo niewiele, zatrzymuje się nad drobiazgami, emocjonuje się detalami. I do tego samego zachęca widza. Trudno przejść obojętnie wobec proponowanej potęgi kolorów, tak bliskiej obrazom Moneta, van Gogha, a później Seurata czy Signaca, gdzie czas się zatrzymał. Japończyk też próbuje go okiełznać, pozwalając rzadko pojawiającym się postaciom swej opowieści snuć się, dosłownie przepływać między poszczególnymi lokacjami. Również powracająca jak refren jednowagonowa kolejka zdaje się być swoistym zegarem. Odwozi niewidzialnych pasażerów do odosobnionych miejsc, których pastelowe kolory wydają się lekko przygaszone. Ich romantyczny niebyt, biel altan zdaje się mówić sama za siebie. To momenty wytchnienia i zauroczenia.

Przystankiem, a przynajmniej miejscem, które się mija kolejką, jest ozdobiony ogromną witryną sklep, który przypomina pracownię zabawek i jednocześnie manufakturę słodyczy. Nic więc dziwnego, że dzieci się przed nim zatrzymują. Zatrzymuje się też Naohisa, a z nim – widz. Czy to w dzień, kiedy mieni się wszystkimi kolorami tęczy, centralny w stosunku do innych fioletowo-błękitno-złocistych sklepów, czy nocą, gdy rzuca hipnotyzujące światło – zawsze jawi się jako piękne marzenie. Przyglądając się mu ma się to samo wrażenie żywości proponowanej wizji, co w przypadku obrazu Signaca. Tutaj zresztą też słychać skrzek mew. Różnica jest jedna – kolejka z Iblard Jikan faktycznie sunie po torach, chłopiec w końcu odchodzi od witryny, zaś statki w marsylskim porcie, skąpanym w świetle zachodzącego słońca, trwać tak będą już na zawsze. Naohisa składa więc jeszcze jeden, najważniejszy hołd – dla sztuki filmowej, która nie tylko jest wytworem ludzkiej wyobraźni, ale przede wszystkim ożywia ją, z zatrzymanej w czasie impresji tworząc wciąż wydarzającą się historię. Jakiekolwiek światy ci się przyśnią, zobaczysz je w Iblard Jikan.

Monika Pomijan

Iblard Jikan

reżyseria: Inoue Naohisa

premiera: 4 lipca 2007 (świat)

produkcja: Japonia

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.