Sądzę, że Brave nieustannie nas na coś przygotowuje. Wywiad z Grzegorzem Bralem.

Rytuał, muzyka, teatr – to słowa, które przyświecają Brave Festival od początku jego istnienia. Podczas tegorocznej edycji wszystkie wydarzenia skupią się wokół tematu Święte ciało. O tym, co dokładnie kryje się za tym hasłem i dlaczego nie ma być zawsze przyjemnie, 5kilo kultury opowiedział Grzegorz Bral, dyrektor festiwalu.

 

Dlaczego Święte ciało? Wydawałoby się, że w naszej kulturze pojęcie świętości jest bardzo odległe od ciała, fizyczności. Skąd potrzeba badania tej sfery?

Badanie, egzaminowanie, sprawdzanie samego siebie jest naczelną zasadą dojrzewania i wzrastania. Jeśli nie weryfikujemy na bieżąco tego, co mówimy i robimy, jesteśmy mechanicznymi i nieprzewidywalnymi robotami. Przyglądając się swoim motywacjom możemy się pozytywnie i konstruktywnie zmieniać. Świętość w żadnej kulturze nie jest odległa od ciała. Ciało jest z natury wielkim darem. Jest dowodem na to, że istniejemy, a przez to źródłem wielkiego lęku przed przemijaniem. Tegoroczną edycją chciałbym przybliżyć inne zainteresowanie ciałem. Przy pomocy różnych technik ciała badamy i komunikujemy się ze sobą na głębokich poziomach. Koffi Koko mówi, że w afrykańskiej tradycji medytacja dokonuje się w tańcu. To poprzez taniec łączymy się z boską energią. W tradycji tybetańskiej medytacja jest statyczna – umysłem badamy subtelne energie ciała. Gdzie indziej istnieją inne jeszcze techniki samopoznania, ale wszędzie ciało jest w taki czy inny sposób zaangażowane.

Czy polska publiczność jest na to gotowa?

Sądzę, że to dobre pytanie: pytanie o gotowość do konfrontacji, do zadawania trudnych pytań, a może w konsekwencji gotowość do porzucenia dotychczasowych, sztywnych wyobrażeń na swój temat i przyjęcia innych, bardziej otwartych możliwości. Nie ma chyba jednoznacznej odpowiedzi. Są chwile, w których jesteśmy gotowi usłyszeć kawałek prawdy, w innych wolimy się samooszukiwać i uznawać własny model za jedyny i najważniejszy. Nawet nad gotowością musimy trochę popracować. Sądzę, że Brave nieustannie nas na coś przygotowuje – na inność.

Co dla Pana znaczy hasło festiwalu?

Święte ciało? Oglądałem kiedyś Anastenarides, czyli Greków, którzy bosymi stopami tańczą na ogniu. Ja na ten ogień niestety wejść nie mogłem, gdyż by mnie spalił. Dlaczego oni mogli? Bo w jakimś sensie ich ciało weszło w sferę świętości, chociaż to może nie najlepsza definicja. Przemieniło się i było zdolne stać się odporne na ogień. Innymi słowy, ci tancerze rozumieli coś, czego ja nie rozumiem. Kiedy w najstarszym istniejącym rytuale Sarpam Thullam namalowany piaskiem na podłodze kolorowy pyton ożywa i wchodzi w ciała tancerek, ich ciała przestają być świeckie, stają się… inne. Może znowu użycie słowa święte nie jest zręczne, niemniej jednak dochodzi do jakiejś rzeczywistej transgresji. Mówiąc w skrócie: święte ciało to dla mnie metafora oznaczająca, że różne kultury wiedzą coś bardzo tajemniczego i niezwykłego na temat ciała.

Bardzo ważnym elementem festiwalu są warsztaty prowadzone przez osoby pochodzące z różnych krajów i kultur. Jak ich doświadczenia i działania odnoszą się do głównego hasła tegorocznego festiwalu? Czego możemy się od nich nauczyć?

Sądzę, że na pewno nie będzie tam żadnego doświadczenia świętego ciała, a jedynie popróbowanie na własnej skórze różnych technik ruchowych i fizycznych związanych z wydarzeniami festiwalowymi. Poszerzamy horyzonty naszej wiedzy na temat ruchu, ciała i wysiłku.

Kim, w kilku słowach, jest uczestnik Brave Festival?

No właśnie, trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością jest to widz uczestniczący w pokazach i performansach. Ale jest to też świadek fragmentów i okruchów rytuałów, które udaje nam się przyciągać. Jest też z pewnością kimś, kto ma ochotę na głębszą refleksję o kulturze i samym sobie. Wreszcie, jest kimś, kto nie tyle kupuje bilet, ile przeznacza swoje pieniądze na pomoc osieroconym dzieciom w Tybecie i na ich edukację.

Często określa Pan Brave Festival mianem antyfestiwalu. Bo nie ma być tylko wygodnie ani przyjemnie. Wydarzenie ma skłaniać do refleksji. Co chciałby Pan osiągnąć tą edycją?

Zarówno tą, jak i innymi edycjami chciałbym osiągnąć bardzo głęboki edukacyjny wymiar festiwalu. Czyli nie chodzi tylko o zabawę lub przyjemność, ale przede wszystkim o możliwość doświadczenia różnorodności naszego świata. Sądzę bowiem, że wszelkie przejawy kultury są na świecie potrzebne i niezbędne i nie możemy ograniczyć się do kurczowego trzymania się tylko jednego sposobu widzenia i doświadczania świata. Demokracja, którą mamy wreszcie w Polsce, pozwala nam poznawać bogactwo świata. Otwartość Wrocławia i gotowość na przyjmowanie tego, co mało znane, powoduje, że wzbogacamy własną kulturę oraz sposób życia. Brave to bardzo prosty projekt: poznajmy trochę innych, będziemy sami bogatsi!

rozmawiała Nina Dudziak

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *