Shoegaze w czasach Internetu

To pewnie zasługa zakończonego niedawno SpaceFest!, ale przestałem tak bardzo krzywić się na polecane mi przez znajomych płyty otagowane jako #shoegaze czy #space. Jedną z takich polecanek był fiński Kairon;IRSE!, który właśnie wydał swój drugi album Ujubasajuba.

 

Według ocen użytkowników portalu rateyourmusic.com płyta Finów zajmuje ósme miejsce wśród najlepszych wydawnictw 2014 roku. Warto też zaznaczyć, że zespół ten nie ma nawet tysiąca fanów na Facebooku. Są więc dwie przyczyny takiego stanu rzeczy. Albo album jest nieprawdopodobnie wręcz genialny albo nieprawdopodobnie przehajpowany. Prawda – jak to zwykle bywa – leży gdzieś pośrodku.

Kairon;IRSE! gra dosyć standardową odmianę shoegaze, jednak wzbogaconą o elementy postrockowe, rozmarzone wokale (wszystkie po fińsku) i poszerzone instrumentarium (saksofon czy przeszkadzajki). Dzięki temu album nie jest monotonny, słucha się go bardzo przyjemnie. Modelowym przykładem tego ciekawego miksu gatunków jest utwór Swarm. Zaczyna go delikatne wejście gitar, nakręcają wokalizy, by po chwili wszystko rozbiło się w głośną ścianę tremolo gitarowego oraz agresywnej gry perkusji. W tle oczywiście cały czas słychać mnóstwo efektów – różne delaye, echo i pogłosy, które przypominają, że to przecież wydawnictwo shoegaze’owe. Utwór zaskakuje też pod koniec, gdy eteryczne dźwięki grane są na kanwie wybornej linii basu, co tworzy świetny klimat.

Więcej post-rocka niż gapienia się na buty jest w utworze Rulons. Rozpoczynają go dźwięki saksofonu, który napędza cały utwór razem z delikatnymi uderzeniami w talerze. Od połowy kawałka jest już tylko ogień i do przodu. Niesamowita energia, najgłośniejszy utwór na płycie, a końcowe riffy przypominają już metalowe zagrywki, w tle których, z freejazzowym absurdem, wariuje saksofon. To na pewno jeden z najciekawszych numerów – bardzo zróżnicowany kompozycyjnie i instrumentalnie.

fot. Jyri Korkea-Aho

Cały album nie jest już tak równy jak wspomniane utwory. Jest dużo przewidywalnych momentów; dreampopowe wokale momentami doprowadzają do szału, a ściany dźwięku zdecydowanie nie pasują do konstrukcji niektórych numerów. Kairon;IRSE! to też idealny przykład na to, jak nakręcić atmosferę czegoś wyjątkowego w czasach Internetu. Zaczęło się od kilku dobrych recenzji na forach, które powtórzyły większe portale i efekt kuli śnieżnej zrobił swoje. Nazwa zespołu pisana ze średnikiem, oryginalna okładka, dziwne tytuły, do tego wszystkie teksty po fińsku. Marzenie hipstera! W kilka dni z dwustu fanów na Facebooku zrobiło się tysiąc, ale hype chyba opada i dociera do wszystkich świadomość, że nie jest to żadne monumentalne wydawnictwo. To kawałek porywającego, momentami przesłodzonego shoegaze i post-rocka. Tylko tyle i aż tyle.

Finowie mogą zajść daleko. Swoją drogą, ciekawe czy nie zainteresują się nimi na przykład OFF Festival albo SpaceFest! – do tych miejsc pasują jak ulał. Wtedy okazałoby się, czy zespół wykorzystuje na żywo potencjał zawarty na albumie. Kairon;IRSE! dostał od społeczności fory już na samym starcie. Jeśli nie zmarnują tego zaufania, może być tylko lepiej.

Patryk Pomichowski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.