Spotkania poza granicami – Brave Festival 2015

Zatrzymajcie się! Oddajcie się opowieściom. Pozwólcie się zabrać do krain najodleglejszych, a odkryjecie, że są wam bliskie. W trakcie tegorocznej edycji Brave Festival afrykańscy grioci zabrali nas w niezapomnianą podróż. Doświadczyliśmy w niej mocy historii łączących przeszłość z chwilą obecną oraz opowieści uniwersalnych  takich, dla których tysiące kilometrów nie stanowią żadnej bariery.

 

Festiwal został zainaugurowany przez koncert kuratorki, Sony Jobarteh. W przemowie poprzedzającej występ pochodząca z gambijskiego klanu wirtuozów kory artystka przybliżyła publiczności postać griota. Wyjaśniła jego rolę w utrzymywaniu i przekazywaniu tradycji, zwróciła również uwagę na potrzebę innowacyjności, która pozwala docierać do współczesnego odbiorcy. Sama Jobarteh wypracowała formułę, w której dźwięki instrumentów splatają się z jej pięknym, ciepłym głosem. W owej formule korze i bębnowi towarzyszą perkusja oraz gitara, a inspiracje muzyką afrykańską są równie ważne jak dziedzictwo Zachodu. Należy odnotować, że w prywatnych, pełnych emocji historiach Jobarteh, w których artystka opowiada o poszukiwaniu tożsamości na styku kultur, wielokrotnie powraca wątek kobiecości. Zresztą już sięgając po korę, Sony przełamała tabu, gdyż od setek lat instrument ten zarezerwowany był wyłącznie dla mężczyzn. Poruszająca piosenka Mamamuso, do wykonania której artystka zaprosiła słuchaczy, stanowiła wezwanie skierowane do kobiet, żeby uwierzyły w swoją siłę i podążały za marzeniami. Griotka zaproponowała także wspólny śpiew utworu poświęconego ludowi jej ojczyzny, obiecując przy tym, że zostanie on zarejestrowany i będzie częścią jej teledysku. Pomysł spotkał się z wielkim entuzjazmem publiczności. Dokonała się niezapomniana wymiana kulturowa – rodacy artystki w pewnym sensie uobecnili się we Wrocławiu dzięki piosenkom Jobarteh, z kolei twarze i głosy publiczności Teatru Polskiego niebawem pojawią się w Gambii za sprawą technologii wideo.

A już następnego dnia mogliśmy wybrać się w swoistą podróż do Mali. Najpierw dzięki Abou Diarra odkryliśmy urzekające dźwięki n’goni, czyli afrykańskiej odmiany lutni silnie związanej z tradycjami myśliwskimi. Zestawienie tego instrumentu z gitarami oraz perkusją zaowocowało energiczną mieszanką malijskich brzmień, bluesa i jazzu. Utwory opowiadające w szalonym rytmie o podróży i miłości przeplatały się ze spokojniejszymi piosenkami podejmującymi problemy, z którymi zmagają się mieszkańcy Afryki. Warto też dodać, że charyzmatyczny wokalista od samego początku dbał o kontakt z publicznością, nic więc dziwnego, że wkrótce porwał ją do tańca.

Na tym jednak nie skończyło się festiwalowe odkrywanie Mali. Na scenie Impartu pojawił się Vieux Farka Touré, syn legendarnego gitarzysty i pieśniarza. W jego utworach czerpiących z najlepszych afrykańskich tradycji dało się wyczuć wpływy bluesa, reggae i soulu. Te emanujące pozytywną energią kawałki stały się jawnym zaproszeniem do tańca. Na scenie oprócz wykonawców pojawili się członkowie zespołu Abou Diarra, a wkrótce dołączyło również sporo osób z publiczności. Wspólne szalone pląsy i śpiewy zwieńczyły wieczór.

Pewnym przerywnikiem w odkrywaniu świata griotów z Afryki był spektakl Pieśni Leara Teatru Pieśni Kozła zagrany w przestrzeni XIII-wiecznego klasztoru. Reżyser Grzegorz Bral wcielił się w rolę opowiadacza wprowadzającego widzów w kolejne sceny przedstawienia. Rezygnując z linearnej narracji, zdecydował się przenieść punkt ciężkości na emocje targające bohaterami dramatu Szekspira. Tradycyjne dialogi zostały zastąpione swoistymi rozmowami muzycznych fraz, śpiewu i krzyku, a towarzyszył im akompaniament kory oraz sierszeniek, czyli mniejszej, polskiej odmiany dud. Dźwięki, momentami rozkołysane i delikatne, przechodziły w agresywne czy wręcz przeszywające. I to właśnie dźwięki tworzące portrety bohaterów wydobywały skrywane przez nich namiętności. W obrazie nieuniknionej tragedii Leara miłość splatała się z rozpaczą i bezsilnością, podobnie jak w szerszej perspektywie państwa pogrążającego się w chaosie. Choć w tej niezwykłej realizacji muzyka grała najważniejszą rolę, uwagę zwracała również choreografia, często budowana w oparciu o kontrast bezruchu i dramatycznej ekspresji. Wobec tego zagęszczenia dźwięków i ruchu świetnie sprawdził się zabieg ograniczenia scenografii do minimum  do półkola ułożonego z krzeseł, które w dodatku momentami służyły jako instrumenty. Przedstawienie Brala to nie był tzw. spektakl do oglądania – jego się doświadczało, znajdując w sobie najbardziej sprzeczne emocje. Od niepokoju, aż po zachwyt.

Festiwalową przygodę kontynuowaliśmy koncertem Coumbane Mint Ely Warakane. Mauretańska griotka wraz ze swoim zespołem wciągnęła nas w poezję pustyni, drzew i wody. Opowiedziała historie wodzów i wojowników zawierające uniwersalne mądrości. Coumbane Mint Ely Warakane swoją postawą i strojem początkowo onieśmielała i wzbudzała szacunek, jednak głębia, a także ciepło jej głosu sprawiły, że to pierwsze wrażenie prędko prysnęło, a pozostało jedynie jej emocjonalne, pełne oddanie się śpiewanym pieśniom.

Kolejnym przystankiem był występ Zanzibar Taarab/ Kidumbak Ensemble. Grupa ta składa się z muzyków, studentów i nauczycieli z Dhow Countries Music Academy ze Stone Town, miasta położonego na wybrzeżu Zanzibaru. Akademia od 2012 odnawia muzyczne tradycje wyspy oraz dhow countries, czyli krajów znanych z rybackiej kultury połowów dokonywanych z małych arabskich żaglówek dhow. Przedstawili oni dwie tradycje: taarabkindumbak. Pierwsza odnosi się do muzyki emocjonalnej, silnie zakorzenionionej w tradycji Zanzibaru. Fuzja stylów i instrumentów, na których jest tworzona, sprawia, że gatunek ten odróżnia się od wszystkich, jakie znamy. Kidumbak zaś to muzyka folkowa, popularna, zresztą często mieszana z taarab. Jest jednak od niej bardziej żywiołowa, a jej twórcy często dokonują słownych improwizowizacji. Koncert ukazał nam niesamowitą tradycję, która ocalała, mimo że była poddana nierzadko agresywnym wpływom kultury iberyjskiej i anglosaskiej.

W końcu przyszła pora na wielką gwiazdę Afryki Zachodniej – Kasse Mady Diabate. Artysta pochodzi z samego serca dawnego imperium Mandingo i należy do jednego z najznamienitszych klanów griotów tworzących w tradycji porte-parole. Wrocławska publiczność miała okazję usłyszeć mocny, a jednocześnie ciepły i wzruszający głos tego pieśniarza. Choć artysta bazował głównie na czułej, wzruszającej melodeklamacji, to jego pieśni były także porywające. Można było odnieść wrażenie, że Diabate przekazuje największe prawdy, uczy oraz przestrzega. Warto też zaznaczyć, że muzycy towarzyszący artyście na scenie – Ballake Sissoko na korze, Lansine Kouyate na balafonie oraz Badie Tounkara na n’goni – pochodzą z tego samego rodu co Diabate.

Zupełnie inny nastrój stworzyli artyści z zespołu Ndima. W jego skład wchodzą Pigmeje Aka, przedstawiciele prastarej kultury mieszkańców lasów równikowych. Oprócz tradycyjnych strojów, rytmów i tańców ukazali bogatą sztukę instrumentalną: wielkie bębny wydrążone z pni, muzyczny łuk mbela z cięciwą, na której gra się ustami, czy wydłużone harfy-cytry wydobywające z siebie wibrujące dźwięki. To wszystko sprawiło, że występ ten był jedyny w swoim rodzaju i na pewno długo pozostanie w pamięci wielu widzów.

Na zakończenie festiwalu uczestniczyłyśmy w dwóch niezwykłych koncertach. Najpierw wspomniana już kuratorka tegorocznej edycji festiwalu zaprosiła do wspólnej gry swojego ojca, a zarazem nauczyciela gry na korze, Sanjally Jobarteha. Niezwykłe zgranie, harmonia, dźwięki kory, a także oryginalny wokal Sony stowrzyły magiczny nastrój. Nawet pęknięta struna w instrumencie Sanjally nie zepsuła tego koncertu, a historie opowiadane przez muzyków przybliżyły nam ich fascynującą kulturę.

Następnie na scenę weszła kolejna gwiazda festiwalu, Balla Kouyaté, mistrz balafonu, czyli afrykańskiego odpowiednika ksylofonu. Rodzina Kouyaté to jeden z najbardziej zasłużonych klanów griotów. Ojciec Balla to strażnik pierwszego skonstruowanego balafonu, który przekazywany jest kolejnym pokoleniom. On sam także dba o tradycję i jest nauczycielem gry na tym najważniejszym dla kultury griotów instrumencie. Balla pokazał, jak fuzja gry na balafonie, opowiadań i śpiewu, a także wszelkie wpływy jazzowe oraz rockowe mogą fantastycznie łączyć się, docierając do szerokiej publiczności. Jego niezwykła energia sprawiła, że widzowie ruszyli na scenę i tańczyli razem z artystą w rytm muzyki.

Dość smutnym wydarzeniem było natomiast odwołanie jednego z zaplanowanych występów. Niestety artyści z zespołu Kucha Kassem nie otrzymali stosownych wiz. Ta gambijska grupa miała przedstawić rytuał przyzywania mocy chroniących przed złymi duchami. Niemniej uczestnicy koncertu Sony i Sanjally Jobarteh tuż przed ich występem mieli okazję zobaczyć krótkie wideo przedstawiające fragment wspomnianego rytuału.

Tegoroczna edycja Brave Festival była już jedenastą z kolei i choć wrocławską imprezę niewątpliwie należy zaliczać do najważniejszych tego typu wydarzeń w Polsce, to organizatorzy bynajmniej nie spoczywają na laurach. Już w ubiegłym roku zauważalna była motywacja do dalszego rozwijania programu, a tym razem już wyraźnie odczuwało się nową jakość. Prowodyrką tych zmian jest kuratorka tegorocznej edycji, Sony Jobarteh. Jak sama sama stwierdziła, ta edycja Brave Festival to jej koncert życzeń. Zaprosiła wszystkich muzyków, którzy mieli wpływ na jej rozwój artystyczny, są jej idolami czy przyjaciółmi. Taki klucz organizacyjny mógłby świadczyć o braku pomysłu na program festiwalu, jednak zaangażowanie, jakim wykazała się kuratorka, nadały tegorocznej edycji niezaprzeczalną świeżość, a emocjonalne koncerty zostały docenione przez publiczność. Właśnie widzowie byli najlepszymi recenzentami tej edycji. Aktywne uczestniczenie w koncertach: żywiołowe tańce, głośne śpiewy, emocjonalne okrzyki, a wreszcie oklaski na stojąco stały się najlepszym dowodem na sukces Brave Festival 2015. Oby tak dalej!

5kilo kultury było patronem medialnym festiwalu.

Otwarcie Brave Festival 2015_Sona Jobarteh_1_fot. Mateusz Bral

Otwarcie Brave Festival, Sona Jobarteh (fot. Mateusz Bral)

Abou Diarra_fot. Mateusz BralAbou Diarra i publicznosc tanczaca na scenie_fot. Mateusz Bral

Abou Diarra (fot. Mateusz Bral)

Vieux Farka Toure_2_fot. Mateusz BralVieux Farka Toure_1_fot. Mateusz Bral

Vieux Farka Toure (fot. Mateusz Bral)

Coumbane Mint Ely Warakane_fot. Mateusz Bral

Coumbane Mint Ely Warakane (fot. Mateusz Bral)

Zanizbar Taarab Kidumbak_2_fot. Mateusz BralZanzibar Taarab Kidumbak_4_fot. Mateszu Bral

Zanizbar Taarab Kidumbak (fot. Mateusz Bral)

Kasse Mady Diabate_1_fot. Mateusz Bral

Kasse Mady Diabate (fot. Mateusz Bral)

Ndima_1_fot. Mateusz BralNdima_2_fot.Mateusz Bral

Ndima (fot. Mateusz Bral)

Sona&Sanjally Jobarteh_2_fot.M.BralSona&Sanjally Jobarteh_1_fot.M. Bral
Sona&Sanjally Jobarteh (fot. M.Bral)

Balla Kouyate_1_fot. M.Bral Balla Kouyate_2_fot. M.Bral Balla Kouyate_3_fot. M.Bral

Finał Brave Festival, Balla Kouyate (fot. M.Bral)

tekst: Nina Dudziak, Agnieszka Dul

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Tagged with: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*