Tacy my (nie)zwyczajni

W czasach, kiedy o kinie francuskim nie ma się zbyt dobrego zdania i rynek zalewają niezbyt inteligentne komedie romantyczne, Memory Lane przynosi powiew świeżości. Obyczajówka spod znaku art housowego minimalizmu choć z pozoru wydaje się dość ograna, wyjątkowo udanie pokazuje życie składające się ze spraw ważkich i drobiazgów.

 

Lubiana ostatnio przez twórców konwencja splatania ze sobą losów mniej lub bardziej przypadkowych osób w filmie Mikhaela Hersa ma swoje uzasadnienie. W upalnym, sierpniowym Paryżu spotyka się grupa przyjaciół – jedni z nich po prostu tu mieszkają, pozakładali rodziny, inni przyjechali tylko na moment, część zaś nie ma pomysłu na własne życie. Tym, co ich zespoli nie będą o dziwo wspomnienia lat licealnych czy uniwersyteckich, ale każdy na nowo wspólnie spędzony dzień. Konwencja pamiętnika (jeden z bohaterów opowiada o tym minionym lecie) nadaje filmowi aurę wideo kręconego przez amatorów, a przez to intensyfikuje autentyczność i uniwersalizm historii. Zlepek częstokroć przypadkowych scen, z początkZobacz wpisu konfundujący widza, składa się na bardzo ciepłą opowieść, dziejącą się przede wszystkim w warstwie wizualnej.

 

Paryż nie jest tutaj duszną, zmysłową, klaustrofobiczną przestrzenią beznadziejnych zakochanych i poetów przeklętych, ale raczej smętnym, melancholijnym mieszkaniem lęków i trudów codzienności. Nie ma miejsca na wieżę Eiffle’a ani nasłonecznione ChampsÉlysées, są opuszczone tory kolejowe, szare parki i nieatrakcyjne uliczki. To w takich miejscach snują się bohaterowie dzieląc się swoimi troskami i radościami, jednak wydaje się, że to spotkanie po latach wydaje się jednorazową, a przede wszystkim niewystarczającą szansą na odnowienie dawnych kontaktów. Impreza plenerowa w ogrodzie jednego z nich kończy się wymianą uprzejmości, kilkoma piwami i rozejściem się do swoich domów. Choć reżyser mimochodem wspomina o tak wielu osobach, akcja koncentruje się na uaktywniającym się kilka raz narratorze, Vincencie. Miasto widziane jego oczami jest pełne tęsknot, chwilowych uciech (jak spotkanie w pracy dawnych znajomych i możliwość pośmiania się z nich) i później – niewykorzystanych szans. Rodzący się obok dramat kolegi, Raphaela, czy bardzo namacalny ból dwóch sióstr, których ojcu pozostało kilka miesięcy życia, schodzi dla niego na dalszy plan przy osobie Christelle. Rodzące się między nimi uczucie, pokazane w subtelnych gestach i bez niepotrzebnych słów, staje się jednym z najmocniejszych punktów Memory Lane, a scena nocnego spaceru na długo zapada w pamięć.

 

Złożony właśnie z tak prostych motywów film Hersa, w natłoku bohaterów umyka kliszom stając się pełnym empatii obrazem współczesnych dwudziestokilku- bądź trzydziestolatków. W dobie kryzysu przerażająco wypada scena, kiedy jedna z sióstr zastaje Raphaela pogrążonego w depresji i powtarzającego jak mantrę, że boi się wszystkiego, a każdy ranek przeraża go wizją całego próżniaczego dnia. Memory Lane potrafi też wzruszyć, choćby sceną na ławce, kiedy chory ojciec i córka powtarzają sobie, że się kochają, a nawet rozbawić. W przepięknie sfotografowanych scena w slow motion odbija się ulotność tych sierpniowych chwil, bohaterowie więc korzystają ze wszystkich emocji na bieżąco, we wspólnych towarzystwie zatracając się i zapominając o reszcie wiata. C’est la vie, chciałoby się rzec.

Film był pokazywany na 4. Przeglądzie Kina Francuskiego w Warszawie.

Monika Pomijan

Memory Lane

reżyseria: Mikhael Hers

premiera: 8 sierpnia 2010

produkcja: Francja

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.