Utopie – relacja z BETON Film Festival 2015

BETON Film Festival to nietypowy punkt na mapie warszawskich imprez filmowych: pomyślany raczej jako wydarzenie dla przedstawicieli środowiska architektów i miłośników eksperymentalnych form, już w drugiej edycji rozrósł się do pełnoprawnego festiwalu, odbywającego się w komfortowych kinowych warunkach.

 

Gospodarzem zeszłorocznego, pionierskiego BETONu był pawilon SARP przy ulicy Foksal, co – pomimo darmowego wstępu – niejako izolowało imprezę od normalnego kinowego obiegu. Tym razem goście festiwalu zgromadzili się w warszawskim kinie Luna – pozwoliło to nie tylko na zwiększenie potencjalnej frekwencji, ale również na poszerzenie programu. Nie zmieniła się jednak jego zasadnicza koncepcja: w centrum uwagi po raz kolejny stały kwestie związane z architekturą oraz relacjami między człowiekiem a kreowaną przez niego (ale także przez naturę) przestrzenią. Swoje miejsce w programie miały również filmy artystyczne (na co dzień funkcjonujące raczej w obiegu związanym ze sztuką współczesną), klasyki kina w rodzaju Czarnoksiężnika z Krainy Oz czy Metropolis oraz nieco zapomniane futurystyczne produkcje, takie jak Milcząca gwiazda (pierwszy polski film science-fiction) i monumentalny Świat na drucie Rainera Wernera Fassbindera. Nawet jeśli związek niektórych propozycji z tematem przewodnim był nieco naciągany (jak w przypadku psychologicznego i kameralnego Locke’a), to ich wybór bronił się choćby na zasadzie żartu czy swobodnego skojarzenia. Co więcej, takie luźne podejście do idei stojącej za festiwalem pozwoliło na pokazanie takich tytułów, jak doceniona na wielu festiwalach, a w Polsce nieco przegapiona Manakamana.

Metropolis

Jednym z głównych punktów BETONu była retrospektywa Dariusza Kowalskiego – artysty wizualnego i dokumentalisty polskiego pochodzenia, na co dzień mieszkającego i pracującego w Wiedniu. Oprócz jego bardziej eksperymentalnych prac, takich jak badający architekturę i puls wiedeńskiego metra Ortem czy składający się z materiałów pochodzących z kamer monitoringu (i w ten sposób zgłębiający kwestię prywatności w przestrzeni miejskiej) Optical Vacuum, pokazano dokument Kierunek: Nowa Huta, nawiązujący do kroniki filmowej pod tym samym tytułem, zrealizowanej w 1951 przez Andrzeja Munka. Oba filmy zaprezentowano w jednym bloku, co pozwoliło na skonfrontowanie utopijnej wizji kierownictwa PZPR, wierzącego w możliwość zbudowania od podstaw idealnego socrealistycznego miasta przeznaczonego dla ludu pracującego, z dzisiejszą perspektywą. Kowalski spotyka się zarówno ze starszymi mieszkańcami, pamiętającymi heroiczny okres budowy Nowej Huty oraz pracę w kombinacie metalurgicznym, jak i z młodszym pokoleniem, żyjącym niejako na gruzach tamtego miasta – część z nich to klasyczne ofiary transformacji ustrojowej, dla których naturalną przestrzenią są zrujnowane magazyny i zaniedbane blokowiska. Inni w dzisiejszych realiach radzą sobie dużo lepiej, wykorzystując coraz częstsze peerelowskie sentymenty do zarabiania pieniędzy – jednym z bohaterów jest przewodnik po Nowej Hucie, który przybliża zagranicznym turystom tę mniej znaną część Krakowa.

Temat utopii przewijał się także w innych dziełach pokazanych na festiwalu – m.in. w obu tytułach prezentowanych na otwarcie imprezy: Alpi Armina Linkego oraz Hinterlandzie Marie Voignier. W pierwszym przypadku jest on jedynie zaznaczony, ale jego rozegranie jest niezwykle symptomatyczne: dokumentalny esej przybliżający kilkanaście aspektów życia w tytułowych górach rozpoczyna się od wizyty w sztucznym stoku narciarskim, próbującym odtworzyć alpejskie warunki. Pokazuje to, w jaki sposób rejony turystyczne, motywy architektoniczne czy wręcz obiekty naturalne stają się dziś globalnymi markami, czymś, co można kupić – o ile oczywiście posiada się wystarczające środki. Historia sztucznej tropikalnej wyspy pod Berlinem opowiedziana w Hinterlandzie jest zupełnie inna (obiekt powstał jako hangar dla sterowców i długo szukano jego nowego zastosowania), ale również traktuje o pragnieniu skopiowania i posiadania na własność czegoś, co do tej pory wymagało kosztownej i czasochłonnej podróży.

Hinterland

A skoro mowa o utopiach – choć BETON Film Festival jest niewątpliwie wydarzeniem nowatorskim i obiecującym, to jego tegoroczna edycja również przyjęła nieco wyidealizowaną formę. Rozciągnięcie programu na cztery dni i wypełnienie go atrakcjami od rana do wieczora spowodowało, że na wielu pokazach sala świeciła pustkami (pewnym kuriozum były seanse w ramach przeznaczonej teoretycznie dla dzieci sekcji BETONIK w czwartkowy i piątkowy poranek). Być może zastosowanie bardziej zwartej formuły, zmuszającej widzów do dokonywania wyborów (pokazy właściwie się nie pokrywały, ponadto przerwy między nimi były stanowczo zbyt długie jak na festiwalowe standardy), zwiększyłoby atrakcyjność wydarzenia dla postronnego widza, niekoniecznie zainteresowanego architekturą czy filmem eksperymentalnym. Pozostaje mieć nadzieję, że w przyszłych latach organizatorzy wyciągną wnioski z niedociągnięć i BETON znajdzie swoje stałe miejsce w kalendarzu warszawskich imprez, już jako w pełni profesjonalny i chętnie odwiedzany festiwal filmowy.

Marcin Sarna

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.