Białe jednorożce są teraz w modzie

W tym miejscu miała zawisnąć dzisiaj zupełnie inna piosenka. Wyszukanych, ambitnych pomysłów miałem na pęczki. Przyszła środa i wszystkie moje misterne plany poszły z dymem. Chciałem czymś zaskoczyć chyba troszeczkę na siłę. Więc panująca u mnie w muzyce zasada: jeśli nie wiesz, czego słuchać, wracaj do klasyki sprowadziła mnie na odpowiednią ścieżkę.

Nie zamieszczę tutaj oczywiście utworu klasycznego, co w moich oczach byłoby chyba zupełnym hipsterstwem, ale coś, co odwołuje się do korzeni hard rocka. Robert Plant i Jimmy Page byliby z tego kawałka dumni. Australijski zespół Wolfmother to taki współczesny Led Zeppelin, tyle że gitarzysta i wokalista występują tu w jednej postaci Andrew Stockdale’a. Nikt już tak nie gra, a wszyscy lubią i doceniają. Ot paradoks. Utwór White Unicorn pochodzi z ich debiutanckiego albumu i jest jednym z singli z płyty.

Piosenka zaczyna się od czystych akordów gitary i wokalu jak z najlepszego repertuaru Planta, by po chwili dosłownie zmiażdżyć nas potężnym fuzz przesterem. W piosence, która odwołuje się do korzeni rocka nie może zabraknąć mięsistej solówki czy też delikatnego przełamania, które w White Unicorn nabiera wyglądu niczym w Riders Of The Storm The Doors. Obraz malowany muzyką przypomina styl rysowania belgijskich komiksów Thorgal – delikatnie zanurzony w fantastycznym świecie i wypełniony stonowaną barwą palety. Jeden z dziennikarzy The Rolling Stone powiedział o tym utworze, że brzmi on jak hymn wikinga w hełmie z rogami i to krótkie zdanie chyba najlepiej opisuje z czym mamy do czynienia.

 

Wszystkich fanów rocka serdecznie zachęcam do zapoznania się z całym albumem Wolfmother!

Tomasz Milewski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.