Podróż oniryczna

Mikromusic, L.U.C, Pati Yang, Skalpel i Digit All Love. Ta krótka lista wybitnych muzyków ma swój wspólny mianownik – Wrocław. Nie wiem, na czym polega fenomen tego miasta, jednak to tam rozkwita polska twórczość niezależna. Klimat jazzu, downtempa i trip-hopu musi być chyba rozpylany w powietrzu lub dodawany do piwa w barze, co skutkuje tak wieloma zespołami sprawnie poruszającymi się w wymienionych stylistykach. A co z tymi, którzy wybrali artystyczne podziemie? Na zespół Quantifier trudno w ogóle trafić. Informacje na ich temat to marzenie.

Chyba, że ja ostatnio nie ogarniam, jak się używa google’a. Przyjmijmy jednak, że aż taką lamą nie jestem, informacji nie ma i ch*j, i musimy opierać się wyłącznie na wrażeniach słuchowych. Odpalamy więc sobie płytkę Dark Street (którą za tak zwane co łaska można zdobyć z bandcampa zespołu) i dajemy się wkręcić w brzmiącą jak soundtrack opowieść pisaną jazzową trąbką, oniryczną ulotnością trip-hopu i chilloutem starego gramofonu. Z tego krążka właśnie pochodzi utwór, o którym dzisiaj.

Suburban Night ma wszystko, żeby miłośnika wymienionych powyżej klimatów rozłożyć na czynniki pierwsze. Subtelny, śpiewny rhodes, odległy kontrabas i trąbka przyprawiająca o ciary. To, co teraz napiszę będzie może przesadnie subiektywne i pretensjonalne, jednak przesłuchanie tego utworu bez jakiejkolwiek refleksji uważam za mistrzostwo świata w muzycznej nieczułości. Jednak co dodaje smaczku tej kompozycji, to połączenie jej ze scenami z krótkiego filmu Tramwaj, wyreżyserowanego w 1966 roku przez Kieślowskiego.

Połączenie subtelności tego niemego, czarno-białego kina z poetyką kompozycji jest tak sugestywne, że mam ochotę wsiąść do tramwaju i przez chwilę poczuć się jak bohater filmu Kieślowskiego. Dark Street Quantifier w ogólności wybitnie nadaje się do nocnych podróży i powrotów do domu. Magia zamknięta w każdym utworze stwarza wrażenie uczestniczenia w czymś nieokreślonym, a płyta staje się soundtrackiem naszego prywatnego doznania.

Paweł Hałabuda

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.