Violet festivity – relacja z Tatarak Music Festival 2015 cz. 2

Po imprezowym i energetycznym piątku festiwalowa sobota upływała na relaksie i plażowaniu przy dobrej muzyce. Jednak im bliżej było wieczoru, atmosfera gęstniała coraz bardziej. Na terenie festiwalu zebrał się spory tłum. I nic dziwnego, w końcu czekały nas koncerty Baascha, Mooryca oraz zabawa przy muzyce Thyladomid i Agents of Time. Jednak mimo wielu świetnych koncertów, drugi dzień festiwalu należał zdecydowanie do Ani Dąbrowskiej.

 

To właśnie Ani udało się zgromadzić prawdziwe tłumy pod sceną główną. Zauważalne było również większe zróżnicowanie wiekowe festiwalowiczów. Początkowo zdawało się, że wiele osób wykupiło bilety jednodniowe specjalnie na ten koncert. Moje podejrzenia jednak szybko okazały się bezpodstawne. Wystarczyło później zajrzeć na beat stage, żeby przekonać się, że jest wprost przeciwnie. Leżaczki w strefie chillu również przeżywały oblężenie. Zwłaszcza że tuż obok przygrywał duet MiT. Początkowo jego publiczność składała się wyłącznie z osób czekających w kolejce po drinki, lecz bardzo szybko rozkręciła się tam spontaniczna impreza.

Co ciekawe, kilka godzin wcześniej Haman i TomTo nie mieli tyle szczęścia. Przypadło im niełatwe zadanie otwierania drugiego dnia festiwalu, podczas gdy większość festiwalowiczów zaczynała dopiero powoli docierać na Piaski. I chociaż panowie swoją muzyką zachęcali, żeby spróbować sił na parkiecie, to wczesna pora nie pozwoliła, by impreza rozkręciła się na dobre. Tym bardziej ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, że rozstawiają sprzęt tuż obok mojego leżaka. Wystarczyło kilka ich tanecznych nut, by ludzie obok poderwali się z siedzenia. Panowie tworzą świetny duet. Tańczyłabym.

Na main stage’u również nic nie zapowiadało, że na Piaskach zjawi się tak wiele osób. Oxford Drama był kolejnym niedocenionym wykonawcą tego wieczoru. Wrocławski duet składa się z dwudziestodwuletniej Małgorzaty Dryjańskiej i jej rówieśnika Marcina Mrówki. Przyznam szczerze, że muzykę Oxford Drama odkryłam na krótko przed Tatarakiem i od razu mnie urzekła. Tym bardziej więc oczekiwałam ich występu na żywo. I chociaż pod sceną zgromadziła się garstka publiczności, to wszyscy wyglądali na wyjątkowo zasłuchanych. Połączenie synthpopowych melodii z relaksującym wokalem Gosi uspokajało i okazało się idealnym rozpoczęciem wieczoru. Jednocześnie przełamująca ten spokój gitara nie pozwalała się nudzić. Faktycznie ich utwory mają beat, który zmusza przynajmniej do tupania nóżką, i w żadnym wypadku nie twierdzę, że ich kawałki nie nadają się do świetnej zabawy. Jednak muzycy doskonale zachowują balans między tanecznym podkładem a warstwą bardziej emocjonalną, przez którą prowadzi wokal. I to właśnie ta warstwa często o wiele bardziej pochłania uwagę słuchaczy.

Koncert Ani Dąbrowskiej stanowił wyjątek wśród repertuaru zdominowanego przez różnorodne oblicza muzyki elektronicznej. Równocześnie jednak doskonale wpasował się w raczej melodyjny i spokojny klimat, który zagościł na main stage’u po szalonym i pełnym energii piątku. Syntezatory zeszły na drugi plan i ustąpiły miejsca szerokiemu instrumentarium. Szybko okazało się, że jazzujące, lecz chwytliwe piosenki Ani mają w Ostrowie wielu fanów, którzy znają na pamięć wszystkie teksty. To widocznie cieszyło artystkę, która chętnie korzystała z pomocy rozśpiewanej i roztańczonej publiczności. Ania ma piękny głos i na scenie, w otoczeniu instrumentów dętych i gitary, wygląda jak jedna z wokalistek Nouvelle Vague. Wciąż balansuje między popem a jazzem, choć momentami udaje jej się z powodzeniem łączyć te dwa światy.

Przy muzyce Baascha występ Ani Dąbrowskiej wydawał się wręcz sielankowy. Nastrojowość jego muzyki szybko rozwiała wspomnienia o radiowych przebojach. Produkcje Baascha mają w sobie pewną pociągającą tajemniczość. Słuchanie jego utworów jest jak spacer ciemnymi uliczkami, którymi nie powinno się chodzić samemu. Z powodzeniem mógłby grać swoje “Simple Dark Romantic Songs na Castle Party. Równie nastrojowy, chociaż nieco lżejszy okazał się występ Mooryca. Żadna inna muzyka nie mogła brzmieć lepiej o drugiej w nocy. Dźwięk wypełniał cały namiot, a ulotny wokal nadawał mu romantyczne zabarwienie.

Beat stage czekał z kolei na spragnionych tanecznych beatów i sobotniego szaleństwa. Tego dnia organizatorzy zapewnili wiele wrażeń. Od początku zadbali o nie wspominani wcześniej MiT oraz połowa Warsaw Calling wspierana przez MaLa. Do Ostrowa przyjechała też silna reprezentacja Diynamic: po świetnym występie Magdaleny przyszedł czas na utalentowanego Thyladomida. Publiczność szczerze pokochała jego set. Na najbardziej wytrwałych czekała nagroda w postaci występu włoskiego tria Agents of Time. Ich muzyka jest równie tajemnicza, co niepokojąca. Precyzyjnie skomponowane kawałki łączą bowiem ambient i techno. Ich dźwięki okazały się tak uzależniające, że nim występ się skończył, nad zalewem wzeszło już słońce.

DSC_7557

DSC_7593

DSC_7661

DSC_7701

DSC_7741

DSC_7814

DSC_7847

tekst: Anna Ślusareńka, zdjęcia: Teodor Klincewicz

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *