W Iluzjonie #3: Giulietta (Masina) i duchy

Giulietta i duchy to pierwszy pełnometrażowy barwny film Federico Felliniego, a zarazem jeden z siedmiu, w których włoski reżyser obsadził swoją żonę, Giuliettę Masinę. Wszystkie z nich można obejrzeć w ramach lutowego cyklu kina Iluzjon, zorganizowanego z okazji 95. rocznicy urodzin aktorki.

 

Choć największym osiągnięciem Masiny jest Złota Palma za kreację w Nocach Cabirii, to furtką do sławy był dla niej udział w La Stradzie z 1954 roku. Jak pisał Roger Ebert, wszystkie jej późniejsze kreacje są w mniejszym lub większym stopniu wariacją na temat roli Gelsominy – prostodusznej dziewczyny zmuszonej do pomocy brutalnemu cyrkowcowi Zampanò. Nie inaczej jest w przypadku Giulietty i duchów. Masina wcieliła się tu w postać swojej imienniczki – kobiety w średniej wieku, poszukującej recepty na problemy małżeńskie w kontakcie z medium spirytystycznym. Odbywający się w jednej z pierwszych scen filmu seans prowadzi myśli Giulietty w kierunku wspomnień z dzieciństwa, które od tej pory nawiedzają ją w postaci tytułowych duchów. Uwolnienie się od nich okazuje się niezwykle trudnym zadaniem, wymagającym od bohaterki zmierzenia się z własnymi potrzebami oraz przewartościowania swojego życia. Brzemienną w skutki radę daje kobiecie spotkany na plaży lekarz, który z w właściwym dla naukowego światopoglądu sceptycyzmem odrzuca wpływ sił nadprzyrodzonych, zamiast tego przekonując Giuliettę, że drogą do szczęścia jest korzystanie z przyjemności życia – ze szczególnym uwzględnieniem miłości, w tym także fizycznej.

Od tej pory akcja toczy się równolegle kilkoma drogami. Nawiedzające Giuliettę wizje przeszłości (wspomnienie dziadka uciekającego z kochanką na dwupłatowcu czy obrazy szkolnego przedstawienia, w którym jako mała dziewczynka odgrywa rolę chrześcijańskiej męczennicy spalonej za wiarę) sąsiadują z surrealistycznymi sesjami organizowanymi przez sąsiadkę Suzy (Sandra Milo). Emanująca zmysłowością kobieta usiłuje otworzyć Giuliettę na świat zmysłowych doznań, podobnie jak Bishma – androginiczny mędrzec proponujący wschodnie, holistyczne spojrzenie na seksualność. Giulietta nie traci jednak kontaktu ze światem – choć jej życie składa się głównie z próżnych zajęć, takich jak spacery po lesie czy wylegiwanie się na plaży, to znajduje ona również czas na spotkania z psychoanalityczką czy wynajęcie detektywa mającego na celu odnalezienie dowodu na niewierność męża. Wątki te przeplatają się ze sobą, tworząc barwną (tak dosłownie, jak i w przenośni) mozaikę. Przez ekran przewija się korowód postaci, które od pierwszego do ostatniego planu są ludźmi z krwi i kości – nieważne, czy chodzi o bohaterów kluczowych dla rozwoju akcji, czy pojawiających się na ekranie zaledwie kilkukrotnie, takich jak hiszpański adorator Giulietty albo opiekujące się domem służące. Po raz kolejny u Felliniego daje o sobie znać jego fascynacja ludźmi: nawet u tych najprostszych widzi on oznaki szaleństwa i chęci życia; nie ma dla niego tematów zbyt małych, by warto było o nich wspomnieć.

W Giulietcie i duchach fikcja miesza się z rzeczywistością, ale w tym przypadku nie jest to wytrych, którego celem jest usprawiedliwienie niekonsekwencji świata przedstawionego. Taki zabieg ma swoje uzasadnienie: Fellini pokazuje w ten sposób, że fantazje bohaterki wynikają z jej dotychczasowych przeżyć. Nawet najśmielsze wizje w gruncie rzeczy pochodzą z jej wnętrza, ujawniając stłumione pragnienia, o jakich być może sama nie miała pojęcia. Nie byłoby to tak oczywiste, gdyby nie wspaniała, dyskretna kreacja Giulietty Masiny – aktorka wyraża emocje oszczędnymi środkami, których siła potęgowana jest przez pracę kamery, koncentrującej się na twarzy bohaterki. Co więcej, kilkukrotnie jest ona oświetlona w taki sposób, że wyraźnie widzimy jedynie jej oczy, a cała reszta pozostaje w cieniu, sugerując, że oto mamy wgląd w głąb jej duszy. Podkreśla to pomysłowa ścieżka dźwiękowa, rozpięta pomiędzy beztroskimi, wesołymi melodiami a bardziej tajemniczą muzyką ilustrującą sceny wizyjne – powrót do rzeczywistości każdorazowo zaznaczany jest charakterystycznym, tanecznym motywem przewodnim.

Jednak tym, co wyróżnia włoskiego reżysera, jest niewątpliwie jego nieposkromiona wyobraźnia wizualna. W Giulietcie i duchach Fellini traktuje ekran nie tylko jak cyrkową arenę (do tego przyzwyczaił widzów już w poprzednich filmach), ale także jak płótno, na którym – po raz pierwszy w karierze na taką skalę – wykorzystuje obszerną paletę kolorystyczną. Na ekranie dominują soczyste barwy charakterystyczne dla Technicoloru: czerwienie, turkusy, żółcie i zielenie – czasem w niemal monochromatycznych zestawach, innym razem w kakofonicznych połączeniach, odzwierciedlających chaos panujący w umyśle bohaterki. Rozmach autorskiej wizji Felliniego powoduje, że ta z pozoru nieskomplikowana historia przeradza się w zniewalająco intensywny, a zarazem pełen humoru spektakl wyrażający typową dla włoskiego reżysera miłość do życia. Obecną tu obfitością pomysłów – postaciami, dekoracjami czy rozwiązaniami narracyjnymi – można by obdzielić kilka innych filmów. Wszystkie te szaleństwa tworzą jednak spójną całość, a ich częścią wspólną – w znany tylko Felliniemu magiczny sposób – okazuje się niepozorna, pogodna twarz Giulietty Masiny.

Marcin Sarna

Film jest pokazywany w ramach cyklu Giulietta Masina – 95. rocznica urodzin w Kinie Iluzjon. Kolejny seans Giulietty i duchów odbędzie się 28 lutego o 20:00, natomiast pełen harmonogram przeglądu dostępny jest na stronie internetowej kina.

Giulietta i duchy

reżyseria: Federico Fellini

premiera: 22 października 1965 (świat)

produkcja: Francja, Włochy, RFN

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.