W starym (?) polskim kinie

Zeszłej zimy PKP znów dało się zaskoczyć – awarie trakcji i wielogodzinne opóźnienia pociągów nie były rzadkością. Reakcja władz państwa, w osobie minister Elżbiety Bieńkowskiej, sprowadzona została do – przypominającego najlepsze filmy Stanisława Barei – cytatu: sorry, ale taki mamy klimat. Klimat rzeczywiście ma istotny wpływ na punktualność składów kolejowych, potrafi także stanąć ością w gardle państwowym dygnitarzom. Niekoniecznie musi tu zresztą chodzić o zimowe mrozy. Historia naszego kraju pokazuje, że o wiele bardziej dokuczliwa może być odwilż. Zwłaszcza polityczna i kulturowa.

 

W połowie lat 50. taka zmiana klimatu zakończyła się krótką, choć niezwykle dla władz PRL kłopotliwą epoką Polskiej Szkoły Filmowej. Przez topniejącą taflę stalinizmu przebiły się wówczas takie indywidualności polskiego kina jak choćby Andrzej Wajda, Jerzy Hoffman, Wojciech Jerzy Has, Jerzy Kawalerowicz, Tadeusz Konwicki, Stanisław Różewicz czy Kazimierz Kutz. W swoich filmach przedstawiali oni historie i obraz świata daleko odbiegające od założeń socrealizmu, odwołując się bądź to do romantycznych mitów narodowych, bądź do przeżyć i psychologii jednostek. Wkrótce do tego grona, za sprawą Eroiki i Zezowatego Szczęścia, dołączył ze swoją poetyką Andrzej Munk. Twórca ten – mając za sobą praktykę w dokumentalnym kinie zideologizowanym (Kierunek – Nowa Huta!) – nie mógł jednakże całkowicie odżegnywać się od założeń filmu socrealistycznego. Postanowił więc, w ramach warunków odwilży, zderzyć stalinizm ze światem rzeczywistym. Wówczas także zmiana klimatu odbiła się na kolei i społeczeństwie. Munk wystawił bowiem człowieka na tor, wprost pod rozpędzony pociąg.

Człowiek na torze – na podstawie opowiadania Jerzego Stefana Stawińskiego Tajemnica maszynisty Orzechowskiego – rozpoczyna się właśnie sceną śmierci doświadczonego maszynisty (Kazimierz Opaliński) pod kołami pociągu prowadzonego przez dotychczasowych współpracowników głównego bohatera. W jej następstwie zbiera się komisja mająca ustalić przyczyny wypadku. Wysłuchuje ona zeznań kolejnych pracowników kolei ujawniających głęboki konflikt między tradycjonalistą Orzechowskim a komunistami forsującymi walkę o plan, tj. racjonalizację i nowe metody pracy.

Munk wykorzystał więc wszystkie założenia, jakie posiadał typowy film socrealistyczny. Przedstawił klasyczne dla tego rodzaju kina typy postaci – inicjatorami zmian, a tym samym autorytetami, są zawiadowca stacji Tuszka (Zygmunt Maciejewski) oraz przedstawiciel KW Karaś (Ludosław Kozłowski). Mechanik Zapora (Zygmunt Listkiewicz), który najpierw zostaje pomocnikiem Orzechowskiego, by później zastąpić go w roli maszynisty, to typ adepta, który dojrzewa do myśli socjalistycznej w trakcie trwania filmu. Wrogiem ideologicznym jest wreszcie sam Orzechowski, który sprzeciwia się używaniu gorszej jakości węgla i rygorystycznie przestrzega badań stanu technicznego pociągów, często powodując opóźnienia.

Szybko jednak okazuje się, że odczytanie filmu zgodnie z założeniami socrealizmu jest wręcz niemożliwe. Munk nie portretuje bowiem jednoznacznie negatywnie ani postaci komunistów, ani głównego bohatera. Załamuje charakterystyczne dla tego kina relacje między postaciami. Kazimierz Opaliński uczynił z głównego bohatera człowieka surowego i szorstkiego, reprezentującego przy tym uniwersalne walory duchowe. Orzechowski nie jest orędownikiem techniki i postępu, zależy mu jedynie na ludziach, ich bezpieczeństwie i komforcie. Jest przy tym pasjonatem kolei. To właśnie pasja buduje niewypowiedzianą więź między nim a Zaporą. Młody zetempowiec staje jednocześnie przed poważnym dylematem – w drużynie Orzechowskiego znalazł się bowiem na żądanie zawiadowcy Tuszki, mając za zadanie pogrążyć metody pracy kolejarza i doprowadzić do usunięcia go z kolei. W filmie Munka brak jest więc irytującej jednoznaczności bohaterów. Komunistyczne autorytety uciekają się do niemoralnych praktyk, adept przeżywa rozdarcie emocjonalne między lojalnością do Orzechowskiego – w którym zdaje się powoli dostrzegać prawdziwy autorytet oraz pełnego pasji kompana – a koniecznością podążania ścieżką postępu. Wreszcie sam Orzechowski, który, choć z wierzchu nieprzyjemny i przeciwny nowym standardom, z pewnością nie jest jednostką wrogą i niepotrzebną w społeczeństwie.

Film Andrzeja Munka przełamuje dotychczasowe rozwiązania warsztatowe, przede wszystkim dzięki odwoływaniu się reżysera do własnych doświadczeń dokumentalisty, a także założeń włoskiego neorealizmu. Twórca zrezygnował więc z wątku miłosnego (a wręcz z postaci kobiecych), a nawet z muzyki. Wszystkie zdjęcia zrealizowano w plenerze. Munk zdecydował się także obsadzić w głównych rolach aktorów początkujących, nieznanych szerszej publiczności (wyjątkiem jest Kazimierz Opaliński, a także – znany dziś dobrze – Roman Kłosowski). Polemika z jedyną słuszną prawdą władz PRL widoczna jest także bezpośrednio w konstrukcji filmu. Historia sporu Orzechowskiego z pozostałymi pracownikami kolei opowiedziana została z perspektywy trzech kolejnych narratorów. Zabieg ten był nieobecny w opowiadaniu Stawińskiego. Wyraźnie widać więc nawiązanie do takich klasyków kina, jak Obywatel Kane Orsona Wellesa oraz Rashomon Akiry Kurosawy. Z każdą kolejną perspektywą wydarzeń schemat socrealistyczny wydaje się kruszeć, pokazując, że relacje między ludźmi przebiegają zupełnie inaczej, niejako na uboczu dominującego autorytarnego dyskursu.

Człowiek na torze Andrzeja Munka to film, który trzeba zobaczyć. Nie tylko dlatego, że jest bardzo sprawnie zrealizowany, ale przede wszystkim dlatego, że unika częstych we współczesnym kinie rozliczeniowym jednoznacznych podziałów na dobrych opozycjonistów i złych komunistów. Stara się raczej pokazać rzeczywiste stosunki międzyludzkie uwikłane z konieczności w kwestie polityczne i światopoglądowe. Oglądając Człowieka na torze z pewnością można poczuć klimat tamtych lat, nie ograniczając się przy tym do prostej jego akceptacji. Jest to raczej bardzo odczuwalne zderzenie z rzeczywistością stalinizmu, pozostawiające w myślach natrętnie powracające pytanie Jak się w takim klimacie odnaleźć?

Bartosz Kożuch

Człowiek na torze

Reżyseria: Andrzej Munk

Premiera: 17 stycznia 1957 (świat), 17 stycznia 1957 (Polska)

Produkcja: Polska

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.