Więcej niż miłość w kosmosie

SOLARIS THEATRICAL ONE SHEET MECHANICAL • ART MACHINE JOB# 5136 • 10/09/02W Interstellar Christophera Nolana poruszona dr Brand grana przez Anne Hathaway mówiła o miłości, która pokonuje czas i przestrzeń. To i inne tak bezpośrednie odwołania do siły uczuć w poważnym filmie sience-fiction wielu zdziwiły, ale nie wpłynęły negatywnie na sukces widowiska. Rewersem filmu Nolana jest Solaris Stevena Soderbergha z 2002 roku. Być może jeden z najbardziej niedocenionych współczesnych filmów sience-fiction.

 

A śmierć utraci swoją władzę*, tytuł poematu Dylana Thomasa, powraca w Solaris wielokrotnie. To wiersz tego samego walijskiego poety, którego Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy, deklamowane głębokim głosem Michaela Caine’a, stanowiło efektowną ilustrację Interstellar. U Nolanów wiersz sugerował głębię, był natchnionym ozdobnikiem. U Soderbergha to nie tylko metafora filmu, ale istotny element fabuły. Początek miłosnej gry dwojga kochanków i słowa na zmiętej kartce w zaciśniętej, nieruchomej dłoni. Linijki tekstu, w których zaklęto los bohaterów — zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość.

Film na podstawie najsłynniejszej powieści Stanisława Lema opowiada o psychiatrze Krisie Kelvinie (George Clooney), który przybywa na krążącą wokół planety Solaris stację badawczą. Agencja kosmiczna, która go przysłała, straciła kontakt z mieszkańcami statku. Wśród nich był dr Gibarian – badacz, który swój ostatni komunikat na Ziemię skierował do Krisa. Zaszyta w swoich kajutach załoga nie chce z psychiatrą rozmawiać, wszyscy zdają się coś ukrywać. Pierwsza noc na stacji przynosi Kelvinowi pierwszy sen, wspomnienie żony Rhei (Natasha McElhone). Granica między wyobrażeniem a rzeczywistością zaciera się. Kelvina nawiedza jego gość

Solaris 1

Solaris Soderbergha od początku nie miało dobrej prasy. Zaczęło się od przepychanek między reżyserem a MPAA, instytucją, która, przyznając ograniczenia wiekowe, decyduje o losach filmów na amerykańskim rynku. Poszło o kilka sekund sceny seksu, w której widać pośladki George’a Clooneya. Ostatecznie montaż pozostał niezmieniony, film otrzymał niższą kategorię wiekową niż zapowiadana, ale incydent nadał prześmiewczy ton debacie o filmie, zanim produkcja trafiła na ekrany.

Gdy zadebiutowała w kinach, spotkała się z pozytywnym odzewem kilku znaczących krytyków – chwalił ją m.in. J. Hoberman, a Roger Ebert przyznał jej 3,5 na 4 gwiazdki. Jest tu kilka niespodzianek i zaskoczeń – pisał w swojej recenzji – ale Solaris to nie Obcy. To pole do dyskusji nad istotą ludzkiej tożsamości. Inni krytycy potraktowali film wzruszeniem ramion, a widownia, która dopisała wyjątkowo słabo, w badaniach opinii amerykańskich widzów Cinemascore przyznała Solaris najgorszą ocenę F. W końcu Soderberghowi dostało się od samego Stanisława Lema, który krytykował rozbudowany wątek romantyczny. Według autora sednem powieści jest planeta Solaris i spotkanie z nieznanym, dlatego – ironicznie komentował w Tygodniku Powszechnym — książka nazywa się Solaris, a nie Miłość w próżni kosmicznej.

solaris Slajder

Piętą achillesową twórczości Lema były związki uczuciowe między bohaterami. Harey (czyli, według angielskiego tłumaczenia książki, Rheya) była postacią znacznie mniej interesującą i mniej złożoną. Dla pisarza jej relacja z Krisem stanowiła ośrodek dla filozoficznych rozważań nad ludzką naturą i niemożnością porozumienia się z obcą, myślącą istotą (czyli oceanem Solaris). Dla reżysera to wehikuł dla opowieści o tożsamości, stracie i zbawieniu. Soderbergh ucieka od naukowego wywodu, zostawiając miejsce na tajemnicę. Stąd konfuzja publiczności, która zamiast kosmicznego thrillera dostała zostawiający z wieloma pytaniami dramat psychologiczny w szatach sience-fiction.     

W kreowaniu intymnego nastroju pomagają świetne zdjęcia Petera Andrewsa… czyli samego reżysera kryjącego się pod pseudonimem. Od deszczowej szarości ziemskiego miasta, przez ciepłe żółcienie w sennych retrospekcjach, po chłodne, niebieskie wnętrza stacji kosmicznej. Miękkie, rozmyte, sensualne obrazy przenikają się w mistrzowskim montażu Mary Ann Bernard (również pseudonim Soderbergha). Granie barwą i niedopowiedzianym dialogiem czyni relację kochanków namacalną, zniuansowaną i prawdziwą. Ogromna w tym zasługa dwójki aktorów, zwłaszcza Nataszy McElhone. Szkoda, że to czujne, głębokie spojrzenie wielkich oczu było i jest obecne w kinie tak rzadko – charyzma tej aktorki jest magnetyczna, wystarczy wspomnieć chociażby jej niewielką, ale świetną rolę w Truman Show Petera Weira.

Solaris 3

Tym, co być może pamięta się z Solaris najdłużej, jest hipnotyczna, ambientowa muzyka Cliffa Martineza. Po seansie twórczość tego kompozytora rozpoznaje się bez trudu – jego elektropopowe kompozycje można było usłyszeć np. na ścieżce dźwiękowej Drive Nicolasa Windinga Refna.

Interstellar jest rozdarte między epickim widowiskiem a intymną opowieścią o sile ludzkich więzi. Soderbergh wybrał jedno z tych podejść – w swoim filmie mówi za bohaterem Lema Nie potrzebujemy innych światów. Potrzebujemy luster. To nie znaczy, że reżyser Solaris rezygnuje z wielkich pytań. Przez jego bohaterów przemawia pragnienie przekroczenia śmierci i nadzieja pokładana w miłości. Miłość zarówno u Nolana, jak i u Soderbergha (a także Tarkowskiego) wydaje się pozarozumowym ogniwem umożliwiającym kontakt, którego nie dostrzegał Lem. Stworzenie Adama, którego jesteśmy świadkami w finale wersji amerykańskiej, możliwe jest tylko dzięki niej.  

*Wiersze And Death Shall Have No Dominion i Do Not Go Gentle Into That Good Night wg tłumaczenia Stanisława Barańczaka.

Krystian Buczek

Solaris

reżyseria: Steven Soderbergh

produkcja: USA

premiera: 19 listopada 2002 (świat), 14 lutego 2003 (Polska)

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.