Włoskie kino na topie

W niedzielę zakończyła się trzecia edycja przeglądu Cinema Italia Oggi. W warszawskim Kinie Muranów można było zobaczyć nowe filmy z Półwyspu Apeninśkiego oraz powrócić do klasycznych Wałkoni Federico Felliniego. Dodatkową atrakcją był seans Wielkiego piękna Paolo Sorrentino, które – sądząc po żywiołowej reakcji publiczności po zakończeniu projekcji oraz niesłabnącej popularności, jaką cieszy się ten obraz – z pewnością stanie się swoistym filmowym evergreenem. Różnorodne – i w znakomitej większości trafne – propozycje przygotowane przez organizatorów przeglądu pozostawiają jednoznaczne wrażenie: po niedawnym kryzysie nie pozostał ślad, a włoskie kino znów zachwyca swoim niepowtarzalnym wdziękiem.

 

Pierwszym filmem, który zaprezentowano widzom, byli wspomniani Wałkonie. Dzieło z 1953 roku zdobyło Srebrnego Lwa na Festiwalu w Wenecji i nominację do Oscara za najlepszy scenariusz (autorstwa Felliniego, Ennio Flaiano i Tullio Pinelliego). To właśnie od Wałkoni rozpoczęła się wielka kariera włoskiego mistrza. Jego następnymi filmami były już La Strada, Niebieski ptak i Noce Cabirii. Jak zaproponowała Anna Osmólska-Mętrak, która poprowadziła prelekcje do wszystkich seansów, Wałkoni można potraktować jako swoisty przedświt wielkiej kariery autora Słodkiego życia. Ujęcie seansu w takim kontekście pozwalało spojrzeć z innej perspektywy na późniejszą twórczość Felliniego, a także w pewien sposób polemizowało z fabułą Wałkoni, którego bohaterowie przecież konsekwentnie uchylają się od udziału w dorosłym życiu, nie wspominając już o osiąganiu w nim sukcesów.

Produkcją wybraną na właściwe otwarcie imprezy był quasidokument o życiu i twórczości autora Wałkoni. Myliłby się jednak ktoś, kto sądziłby, że mieliśmy do czynienia z nudną hagiografią. Autorem filmu otwarcia był bowiem sam Ettore Scola, wybitny reżyser oraz wieloletni przyjaciel i współpracownik Felliniego. Jego obraz, zatytułowany Federico! (oryginalny tytuł brzmi Che strano chiamarsi Federico!, co w ścisłym tłumaczeniu znaczy: Jak dziwnie nazywać się Federico!), jest zabawną i wzruszającą historią działalności artystycznej reżysera Słodkiego życia. Autor skupia się głównie na początkach twórczości swojego przyjaciela i opowiada o niej przez pryzmat wzajemnej relacji. Scola igra z konwencją dokumentalną, w którą wplata niesamowite historie, fabularyzuje autentyczne wydarzenia i przez autorskie okulary zagląda za kulisy tworzenia filmów. Czarno-białe zdjęcia zostały tu przeplecione z krwistymi odcieniami zachodu słońca i opatrzone komentarzem narratora. Film Scoli to piękna pochwała fantazji i nie przypadkiem wspomniany narrator z czułością nazywa Felliniego największym Pinokiem włoskiego kina. Federico! jest melancholijną opowieścią o skromnych ludziach i wielkich pasjach. Włoskie kino w najlepszym wydaniu.

Federico!

Zachwyt publiczności Cinema Italia Oggi wzbudziło również Wielkie piękno. Wypełniona po brzegi czerwona sala Kina Muranów dała się uwieść magii słonecznego Rzymu oraz urokowi osobistemu przewodnika po Wiecznym Mieście, Jepa Gambardelli. Reżyser Paolo Sorrentino oraz grający główną rolę Toni Servillo ponownie zachwycili poszukiwaniami tytułowego wielkiego piękna. Świadoma podróż wiodąca przez estetykę, epikureizm i dekadencję nieodmiennie zachwyca oraz wzrusza puentą – ostatecznym odnalezieniem della grande bellezza.

Paolo Sorrentino jest kibicem piłkarskim i neapolitańczykiem, a włoscy fani futbolu wielką wagę przywiązują do wspierania klubu z rodzinnego miasta. Dla mieszkańców Półwyspu Apenińskiego pewnie nie było więc zaskoczeniem, gdy reżyser podczas odbierania Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego podziękował… Diego Maradonie, piłkarzowi wielce zasłużonemu dla klubu SSC Napoli. Jak się okazało, ta okoliczność nastręczyła radnym Rzymu dodatkowych wątpliwości co do nadania reżyserowi tytułu honorowego obywatela Wiecznego Miasta! Jednak mimo miejsko-piłkarskich antagonizmów oraz sprzeciwu prawicowych włodarzy, którzy protestowali przeciwko ich zdaniem fałszywemu zobrazowaniu Rzymu w Wielkim pięknie, Sorrentino ostatecznie otrzymał zaszczytny tytuł. Dodatkowo w sferze planów znajduje się utworzenie trasy turystycznej śladami Jepa Gambardelli.


Wielkie piękno

Z całą pewnością można więc stwierdzić, że piłka nożna jest wielką pasją Włochów. Jak wiadomo, kino jest odbiciem rzeczywistości, więc podczas Cinema Italia Oggi nie mogło zabraknąć akcentu piłkarskiego. Podczas tegorocznego przeglądu był nim rewelacyjny obraz Sędzia Paolo Zucci. Dzieło zostało nakręcone na podstawie filmu krótkometrażowego tegoż samego reżysera (i o tym samym tytule), za które otrzymał nagrodę David di Donatello. Akcja pełnometrażowego debiutu Zucci rozgrywa się na Sardynii, choć mogłaby mieć miejsce wszędzie, gdzie ludzie kochają piłkę tak jak bohaterowie Sędziego. Powiedzieć, że rozgrywki marnej ligi okręgowej stanowią dla nich świętość, to chyba mało. W dyskusję na temat lokalnych rozgrywek włącza się nawet żałobniczka w podeszłym wieku! Między tradycyjnymi płaczami wznoszonymi w czasie konduktu pogrzebowego kobieta doradza, jaką taktykę należy obrać przy okazji zbliżającego się meczu. Nie ma też przypadku w scenie, w której niewidomy trener jednej z drużyn oraz jego zawodnicy, omawiając taktykę kluczowego spotkania, siedzą przy stole w pozach niechybnie przywodzących na myśl Ostatnią wieczerzę Leonarda. Sam reżyser co rusz puszcza oko do widzów-kibiców, którzy we fryzurze i zaroście jednego z głównych bohaterów na pewno rozpoznają znakomitego piłkarza Roberto Baggio. Zucca w zabawny sposób daje też do zrozumienia, że strzał z rzutu karnego w stylu Panenki jednak nie zawsze musi przynieść bramkę. Piłka nożna w Sędzim poza pasją ma również mocne podstawy w socjologii. Reżyser dobitnie pokazuje siłę potrzeby przynależności do grupy, a jego film można zestawiać z najlepszymi piłkarskimi dziełami Kena Loacha. Obaj autorzy abstrahują w swoich obrazach od wielkich pieniędzy, którymi rządzi się nowoczesny futbol i oddają piłkę pasjonatom (sam Loach jest kibicem klubu grającego w niskiej lidze angielskich rozgrywek). O ile jednak u brytyjskiego reżysera sam futbol często jest chłodną, znojną walką, o tyle u Zucci jest gorący i pełen pasji.

Sędzia

Poza debiutem Zucci widzowie Cinema Italia Oggi mogli również zobaczyć pierwszy film innego młodego reżysera, Alessio Cremoniniego. Obraz zatytułowany Border to ciekawa i trzymająca w napięciu opowieść o trójce uchodźców z Syrii. Bohaterami są dwie młode muzułmanki zakrywające twarze nikabami oraz mężczyzna, który uciekł z shabiha, bojówki rządu Assada. Dramatyczna droga do tytułowej granicy obfituje w zwroty akcji, a ważny i aktualny temat mocno angażuje. Jednak znaczącą wadą Border jest słabe aktorstwo. Reżyser, dysponując ograniczonym budżetem, zatrudnił do swojego filmu naturszczyków. Aby nadać postaciom wiarygodności, autor postanowił zaangażować Syryjczyków mieszkających we Włoszech. Mimo tych starań amatorzy nie byli w stanie udźwignąć ciężaru tematu, który skądinąd odważnie i z wrażliwością podjął Cremonini. Do mniej udanych produkcji należy też zaliczyć Benura Massimo Andreiego. Film z jednej strony sprawnie wykorzystuje schemat Innego, który wkracza w zastaną rzeczywistość, z drugiej  nawiązuje do tradycji commedia all’italiana, łączącej narrację komediową z tragiczną. Przybyszem w Benurze jest Białorusin Milan, który trafia do domu skromnego rzymskiego rodzeństwa – brata i siostry. Mężczyzna (oczywiście gorący kibic piłkarski) całe dnie spędza pod Koloseum, gdzie w przebraniu centuriona za opłatą fotografuje się z turystami. Kobieta zaś, segregując w domu skarpetki, pracuje w sekstelefonie. Benur częściowo bawi i wywołuje smutek, niemniej jednak reżyser nie uniknął błędów związanych z tradycją kina opartą na założeniu, że nie ma niczego śmieszniejszego niż tragedia oraz nie ma niczego bardziej tragicznego niż komedia. Otóż częściowo razi autorskie traktowanie postaci Milana. Bohater, dobrze wykształcony inżynier, nawet po dwóch miesiącach pobytu we Włoszech rozpoczyna każde zdanie od swojego imienia. Sprawia to wrażenie, jakby ten zdolny człowiek wciąż mówił Kali jeść, Kali pić. Tak skonstruowane dialogi zupełnie nie bawią, a mogą wręcz drażnić protekcjonalnym stosunkiem do postaci imigranta.

Border

Do zdecydowanie bardziej udanych filmów należą Cudowne lata Daniele Luchettiego. Reżyser jest uczniem Morettiego i autorem znanym już polskiej publiczności z filmu Mój brat jest jedynakiem. W tym obrazie Luchetti sportretował intymne uczucia trojga młodych ludzi, które przedstawił na tle zmian politycznych i obyczajowych we Włoszech lat 60. i 70. XX wieku. W Cudownych latach reżyser w równie udany sposób przedstawia emocje głównych bohaterów, sytuując je w tym samym czasie. Tym razem jednak w szczególny sposób wyeksponował uznanie prawa do rozwodów oraz rodzący się ruch feministyczny. Narratorem filmu jest wrażliwy chłopiec, który przygląda się trudnym relacjom swoich rodziców. Jego ojciec jest artystą plastykiem niestroniącym od małżeńskiej zdrady, zaś matka… tylko jego żoną. Dopiero gdy padnie pytanie-wytrych o to, czego sama pragnie, w kobiecie zacznie budzić się zdrowy egoizm. Cudowne lata są poruszającą opowieścią o konflikcie między potrzebą wolności a koniecznością obowiązków. Film, mimo że porusza poważny temat, jest opowiedziany w ciepłym i melancholijnym tonie, w którym nie brakuje nut komediowych. Chłopiec, który opowiada historię, szczęśliwie nie zostanie Michelem z Cząstek elementarnych, a jego młodszy brat nie będzie Brunem i, mimo że film nie jest tak drastyczny jak powieść Houllebecqa, to również ma dużą moc oddziaływania.

Cudowne lata

Do udanych filmów pokazanych na Cinema Oggi Italia należy zaliczyć również te, w których poruszany był temat ostatnio szczególnie gorący we Włoszech, czyli polityka. W pierwszym z nich, zatytułowanym Niech żyje wolność!, Roberto Andò ukazał ambiwalentną naturę tej dziedziny. Głównymi bohaterami filmu – granymi przez niezastąpionego Toniego Servillo, który znakomicie wcielił się w podwójną rolę – są bracia bliźniacy. Jeden z nich jest liderem rządzącej partii, która dołuje w sondażach i z pewnością poniesie klęskę w zbliżających się wyborach. Drugim to filozof funkcjonujący na uboczu życia publicznego i – co znaczące w kontekście obrazu polityki przedstawionego w filmie – cierpiący na chorobę dwubiegunową. Bracia od lat nie utrzymują ze sobą kontaktu. Pewnego dnia, bez wzajemnego porozumienia, zamieniają się miejscami – polityk usuwa się z życia publicznego, a humanista zajmuje jego eksponowane stanowisko. Andò w swoim filmie w wyraźny i nie pozbawiony zwiewnego humoru sposób ukazuje, jak politycy rozmijają się z oczekiwaniami wyborców. Słodko-gorzka historia z jednej strony bawi, z drugiej skłania do refleksji nad tym, czego tak naprawdę oczekujemy od naszych reprezentantów w rządzie i ciele ustawodawczym. Ten sam temat podjął Riccardo Milani w przezabawnym Witamy panie prezydencie!. Reżyser rozpoczyna swoją komedię od horrendalnej pomyłki – skromy rybak i bibliotekarz Giuseppe Garibaldi (!) przypadkiem zostaje wybrany… prezydentem Republiki Włoskiej. Następne wydarzenia fabularne są jeszcze bardziej zabawne, gdyż poczciwy, acz nieco niezdarny bohater stara się odnaleźć w realiach wielkiej polityki, a następnie usiłuje zmieniać je od wewnątrz. W roli głównej wystąpił znany aktor komediowy Claudio Bisio, a u jego boku z powodzeniem zagrała Kasia Smutniak, która zbudowała rolę (początkowo) arcypoważnej wicesekretarz, ex-hippiski o znaczącym imieniu Janis. Witamy panie prezydencie! dostarczyło widzom przedniej zabawy i w świetnym stylu zakończyło włoską imprezę.

Witamy panie prezydencie!

Trzecia edycja Cinema Italia Oggi była hipnotyzującym wydarzeniem. Poza seansami wielu znakomitych filmów można było wziąć udział w ciekawych spotkaniach z reżyserami Benura i Border, którzy byli gośćmi przeglądu. Spotkania poprowadziła Anna Osmólska-Mętrak, a tłumaczem był Leszek Kazana. Udział tych znakomitych italianistów zagwarantował przednią organizację wydarzenia, zaś same filmy pokazane na Cinema Italia Oggi bawiły do łez zwiewnym włoskim humorem oraz poruszały niepowtarzalnym melancholijnym urokiem kina z Półwyspu Apenińskiego. Przegląd trwał zaledwie cztery dni i byłoby świetnie, gdyby w przyszłych latach można było poszerzyć jego formułę. Na razie udało się zorganizować replikę warszawskiej edycji i już 11 kwietnia Cinema Italia Oggi zagości w Gdańsku. Pozostaje trzymać kciuki (lub może raczej kibicować) dalszemu rozwojowi tej imprezy.

Bartosz Marzec

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *