Wścieklizna

Infernal War – Axiom (2015) Agonia Records

Trzeci album pochodzącego z Częstochowy Infernal War jest najbardziej rozwścieczonym materiałem roku. To wydawnictwo, które przez blisko trzy kwadranse kruszy i pożera wszystko na swojej drodze, a opętanym hałasem zdziera skórę z kości. Mieszanie death metalu z blackiem to klasyk od lat. Czy Axiom jest więc tylko kolejnym koktajlem o smaku siarki i igieł z norweskich sosen?

 

Warto zacząć od tego, czego Axiom nam nie zaoferuje. Nie ma tu miejsca na czyste wokale czy akustyczne, gitarowe zwolnienia. Próżno też szukać choćby chwili oddechu. Owszem, trafią się czasem jakieś breakdowny, które brzmią dość innowacyjnie w tego rodzaju muzie, ale oprócz tego album nie zwalnia nawet na chwilę, przez co po kilku odsłuchach może niektórym zlać się w ciężką do wytrzymania sieczkę. Nowy materiał nie przynosi też – nad czym mocno ubolewam – żadnych fajerwerków w kwestii solowych popisów. Jeśli już usłyszymy jakiś dźwięk powyżej 12 progu, to będzie to kilkusekundowe szarpanie wajchy bądź szaleńczy tapping zamiast technicznie ułożonej melodii. Na tym nowy album Infernal War na pewno traci, bo takie katowanie samymi riffami przez 45 minut mogą znieść tylko najtwardsi zawodnicy.

Wystarczy o tym, czego nie ma. To przecież – mimo powyższych przytyków – pretendent do metalowego TOP 3 roku. Co więc takiego ma w sobie Axiom, że ciężko się od niego oderwać? Pełzające, złowieszcze riffy w Into dead soil czy The Parallel Darkness, nawiązania do najlepszych czasów Morbid Angel w koncertowym killerze Militant Hate Church czy marszowy i rozpędzony No Forgiveness to najciekawsze patenty. Tak naprawdę, gdyby nie świetna gra perkusyjna Stormblasta, nomen omen ksywka idealnie oddaje styl jego gry, można momentami odnieść wrażenie, jakbyśmy słuchali świeżego i nowatorskiego spojrzenia na thrash metal. Klimatyczne zwolnienia czy szybkie gitarowe tremola dodają dynamicznego kopa całemu wydawnictwu. Przykładem niech będzie tu intro Nihil Prayer, które brzmi jak żywcem wyjęte z Postmortem Slayer. Ukryty hołd czy przypadek?

Sprawiedliwość na pewno trzeba oddać produkcji albumu, która stoi na wysokim poziomie i oferuje nam jednocześnie surowość wydawnictwa blackowego, ale bez zamulenia i podania w formie czarnej ściany dźwięku. Jest dynamicznie, słyszymy każde uderzenie stopy i wysoko brzmiące gitary. Jedynie bas jest trochę gruzowaty i za mocno wycofany, ale da się to przeżyć. Wokale również są zmiksowane świetnie i są jednym z najjaśniejszych punktów albumu. Produkcja to robota M., który stał się już chyba nadwornym inżynierem polskich blackowców – wyjątkowy sound Odrazy, Outre czy Kriegsmaschine to jego zasługa.

Axiom to bez wątpienia kolejna polska bestia, która w ostatnich czasach zrywa się z łańcucha. I choć chwilami można odnieść wrażenie, że Infernal War nie do końca nad nią zapanowali, to nie można nowemu wydawnictwu odmówić pomysłu i niesamowitej ambicji w stworzeniu czegoś, co pogruchocze kości i zerwie skalpy wszystkim, którzy będą chcieli potwora pogłaskać. Album na pewno jest wart tego, by zapoznać się z nim bliżej. Choć prawdopodobnie zostawi was na podłodze, toczących pianę z pyska.

Patryk Pomichowski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.