Za granie rockabilly albo reggae się nie weźmiemy, bo myślę, że nie wyszłoby nam to dobrze…. Wywiad z Patrykiem Zwolińskim z Blindead.

Blindead już od jakiegoś czasu można zaliczyć do światowej czołówki post-metalu (tak, nie jest to najpopularniejszy gatunek muzyczny). Nie grają łatwej muzyki, ale gdy jakiś czas temu odwiedzili Basen w Warszawie, wypełnili całą salę. Mimo konkurencji w postaci półdarmowego juwenaliowego Kultu.

 

Grupa z Trójmiasta (+ włoski basista), do której przylgnęła łatka polskiego Neurosis, po raz kolejny dostała świetne recenzje za swoją nową płytę. Jako metalowy zespół zaskakują, grając np. na OFF Festival razem Tides from Nebula czy zgarniając nominację do Fryderyka. Z każdą kolejną płytą idą gdzieś indziej, gdzieś dalej. Każda jest dopracowana we wszystkich aspektach, poczynając od okładki, przez przygotowane przez Romana Przylipiaka wizualizacje koncertowe, po rozmaite dodatki (do poprzedniego albumu dołączone było opowiadanie Piotra Kofty). Jednak rozmowę zaczęliśmy od czegoś zgoła innego.

Mniej muzyczni znajomi pytali mnie Idziesz na koncert, co właściwie oni grają? Dużo się w waszej muzyce zmieniło, jak opisalibyście ją teraz?

Wiesz, jeżeli chodzi o znajomych albo ludzi, którzy o nas nie słyszeli, to generalnie mówię, że teraz gramy muzykę okołorockową i bardzo często opisuję, jaki jest skład i jakie są instrumenty, to też pomaga. Oczywiście gitara, gitara basowa, perkusja plus sample i klawisze – to może dać już pewien pogląd w połączeniu z tym, że jest to w jakiś sposób muzyka rockowa. Kiedyś była bardziej metalowa, żeby opisać to prosto. Natomiast gdybym miał to zaszufladkować i dać temu jakiś jeden stempelek, to chyba ten stempelek byłby pod tytułem moja muzyka, nic więcej nie byłbym w stanie dorzucić.

Wasz nowy album jest inny niż poprzednie, ale wciąż bardzo złożony, zarówno muzycznie, jak i pod względem koncepcji. To świadoma i zaplanowana decyzja, czy wyszło tak zupełnie spontanicznie?

Muzycznie ta płyta jest lżejsza, mniej metalowa, mniej przesterów – ta kwestia wyszła zupełnie spontanicznie. Koledzy z zespołu tworzyli te dźwięki na zasadzie, że jeden z drugim złapał po prostu za inną, czy inaczej nastrojoną gitarę i nagle stwierdził Wow, jak ja dawno nie grałem na klasycznie nastrojonej gitarze, na normalnym instrumencie, nie na 7-strunowych makaronach. Zaczęli tak dłubać i tworzyć i okazało się, że można inaczej zrobić muzykę, która będzie się w naszą szufladkę zespołową doskonale wpisywać. Że będzie to ten sam zespół, ale ekspresja w muzyce zupełnie inna. Natomiast jeżeli chodzi o tekst, to trudno mówić o przypadku. Znalazłem temat, który zacząłem drążyć, nie chciałem, żeby był błahy albo jednotorowy. Staram się wyjść poza główny nurt, znaleźć jakieś gałązki, czasem może korzenie. Jak coś mi się spodoba, to tak grzebię przy tym.

Właśnie, cała warstwa konceptualna jest fascynująca, jest tam wiele ukrytych motywów, zagadek. Mógłbyś nas w to trochę wprowadzić?

Mamy tam wiele rzeczy. Gdyby zacząć to dokładnie rozkładać, czasu by nam nie starczyło, można by się wdać w naprawdę długą dyskusję. I nie do końca potrzebną, bo lepiej, żeby każdy sam sobie szukał i eksplorował, jeżeli to go interesuje. Najprostsza do wykrycia jest warstwa duchów – płyta zaczyna się od cytatu z Edgara Alana Poe. To jest takie dobijanie się z zaświatów, pukanie, potem po kolei odwiedzanie gościa przez duchy, trochę tak jak te 12 duchów w Opowieści wigilijnej (śmiech). Każdy utwór jest pisany w innej osobie i o innej osobie, np. matka jest Wielką Niedźwiedzicą i miastem, które zostało pochłonięte przez piaski pustyni, bo miasto też może być dla kogoś jak matka. Ja już pewnie sam nie pamiętam wszystkiego, co tam wrzuciłem, chciałem mieć trochę odniesień do Lovecrafta i innych podwodnych macek… Zawsze powtarzam, że jest wolność, fajnie, jak ktoś mnie pyta, o co chodzi, ale jeżeli ktoś to zrozumie zupełnie do góry nogami i będzie się z tym wspaniale czuł, to dokładnie o to chodzi.

Skąd w takim razie czerpiecie inspiracje i pomysły? Jest tego bardzo dużo i aż chciałoby się wiedzieć, czym się zajmujesz w wolnym czasie.

Muzycznie to wiadomo. Chociaż ostatnio nie do końca, bo już nie chce mi się słuchać muzyki, a na pewno nie rockowo-metalowych rzeczy, gdzieś uciekam w dźwięki klasyczne tudzież jazzowe, jest tego straszne dużo, ta muzyka też jest przebogata. Mam wrażanie, że jak się zamknę w tym pop-rockowo-metalowym świecie, to nie zdążę posłuchać ciekawych brzmień. Dużo osób się tam już powtarza, a są inne pola do odwiedzenia. Mój znajomy powiedział, że te teksty i historie kojarzą mu się z jakąś grą komputerową. To mnie cieszy, bo jestem zapalonym fanem gier, różnych, różnorakich, zawsze mam coś ze sobą, nigdy nie ruszam się bez przyboru grającego. Filmy, wiadomo, nas wszystkich ruszają, a potem co? Chyba odpowiem trywialnie: życie, no! (śmiech). Każdy codziennie zbiera doświadczenia, patrzy, obserwuje, wiele z takich obserwacji potrafi się przerzucić na książkę, płytę, wiersze. Więc nic szczególnie kosmicznego, nie ma tu jakiś rewelacji, że ten gość robi takie-a-takie rzeczy, bo się czegoś tam naoglądał, napatrzył, co to jeszcze nikt tak nigdy nie zrobił. To nie to. Gdzieś w głowie siedzą sobie różne historie. Zobaczymy, mam już pomysł na kolejną płytę.

A muzycznie? Skoro nie rock, to jakie nowe odkrycia muzyczne? Jazzowe?

To nawet nie odkrycia, to klasyki. Ostatnio słucham muzyki dzięki grze. Nie wiem, czy to jazz – mogę się okazać ignorantem, jeżeli chodzi o szufladki – ale muzyka z lat 30., 40., 50., soundtrack do Bioshocka, piosenki z Fallouta. Tu w telefonie mam nazwiska… Django Reinhardt, Billy Holiday…

Pomysł na następną płytę coraz bardziej mnie intryguje…

Nie wiem, na razie nic nie mówię, to po prostu dźwięki, które ostatnio mi się podobają. Ale wiesz, jeśli znajomy, kolega, czy fejsbukowy przyjaciel coś poleci i powie, że jakiś zespół nagrał wyśmienitą płytę, to posłucham. Tak poznałem Spirit, który nas dziś supportuje. Super kapela.

Czym się różni praca nad koncept albumem od pracy nad normalną płytą?

Wymaga bardzo spójnego myślenia. Trzeba układać utwory tak, żeby tworzyły jakąś opowieść, żeby napięcie narastało. To się wydaje trywialne, ale jest bardzo trudne. Jeżeli chodzi o tekst, to nie mam porównania, dawno nie pisałem rzeczy, które byłyby odrębne i osobne. Wydaje mi się, że trudniej pisać utwory, z których każdy traktuje o czymś innym. Szczególnie jeżeli chce się zrobić coś w miarę ambitnego. Napisać na płytę osiem utworów, każdy o czymś innym, jeśli tekst ma trzymać poziom i chce się być z niego zadowolonym… Ja miałbym problem. Wolę się zamknąć w jednym, szerszym temacie, siedzieć w nim i szukać.

Nagrywacie kolejne albumy, z których każdy zbiera rewelacyjne recenzje. Nie widziałem żadnej negatywnej. Czujecie z tego powodu jakąś presję? By wciąż zachwycać?

Zawsze przed pisaniem płyty czy poszczególnych utworów człowiek nie jest pewien, czy poprzednia aby nie była lepsza, czy może coś nie idzie. Coś takiego zawsze siedzi z tyłu głowy, ale nikt z nas się tym nie przejmuje. Staramy się, by każdy album był wyjątkowy, by różnił się od poprzedniej płyty, by znaleźć pole do popisu i do poszukiwań. Czasem to przypadek, czasem zamierzony pomysł pod tytułem jeszcze nigdy takiego utworu nie zrobiliśmy, a przecież lubimy taką muzę. Zespół składa się z otwartych osób i nie chcemy się zamykać w jednym nurcie. Lecz za granie rockabilly albo reggae się nie weźmiemy, bo myślę, że nie wyszłoby nam to dobrze… pewnie byłoby trochę nieszczere (śmiech). Możemy być wyłącznie zadowoleni, że takie są recenzje, że płyty są dobrze odbierane przez fanów. To tylko daje kopa, żeby dalej robić coraz lepsze rzeczy i mamy nadzieję, że nie powinie nam się nóżka.

Zbliża się lato i czas festiwali. Na jaki chcielibyście pojechać najbardziej?

Trudne pytanie. Jeżeli chodzi o zespół, to chcielibyśmy zagrać na jak największym festiwalu, to jest zajebista rzecz, zagrać dla jak największej publiczności. Z drugiej strony gramy wszędzie, gdzie jest to fajnie zorganizowane. Chyba że pytasz fana muzyki, który chciałby oprócz zagrania koncertu też coś zobaczyć? Myślę, że teraz idealny byłby Hellfest we Francji, to jest taki moloch, że przykrywa wszystko inne. Nie wiem, ile tam jest scen, ale zespołów się przewija masa, różnych stylistycznie, prezentujących różne gatunki, chociaż jakoś zamknięte w ramach rocka. Jest tam tego tyle, że można i coś odkryć, i posłuchać ulubionego zespołu po raz drugi.

rozmawiał Teodor Klincewicz

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *