Złoty chłopiec Kanye West

Kanye West – Yeezus (2013) Def Jam Recordings

Geniusz z osobowością narcystyczną. Utalentowany facet, który częściej zapamiętywany jest z powodu swojego kontrowersyjnego zachowania niż dzięki swoim dokonaniom. Nie, to nie Tony Stark. To Kanye West, który, podobnie jak komiksowy bohater, zaczyna powoli wyprzedzać swoją epokę.

 

Do faktu, iż raper posiada ogromny potencjał, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Każda z jego płyt w błyskawicznym tempie zdobywała popularność wśród fanów oraz przychylność recenzentów (ci rozpływają się nad jego twórczością już od The College Dropout). Jednak Kanye to postać złożona, znana ze swojego nieszablonowego zachowania. Jego konflikty z mediami, bójki z paparazzi, niepoprawnie politycznie wypowiedzi (m.in. krytyczne wypowiedzi na temat prezydenta Busha) czy też wtargnięcia na scenę w trakcie ceremonii rozdawania nagród Grammy i MTV, stały się nieodłączną częścią jego wizerunku. Jednak West, mimo wszystkich zawirowań, nie ma problemu z regularnym nagrywaniem płyt. Dodajmy, płyt trzymających niezwykle wysoki poziom.

Sam Yeezus przed premierą nie budził szczególnie wielkich kontrowersji. O wiele więcej mówiło się o przyszłym ojcostwie Westa niż o nadchodzącym wielkimi krokami krążku. Do mediów przebijały się się informacje o współpracy z licznymi artystami m.in. z Daft Punkiem oraz Hudsonem Mohawkiem. Nieco szumu zrobiło się wokół albumu także w momencie wycieknięcia materiału na kilka dni przed premierą. Już wtedy można było usłyszeć na jego temat niezwykle pochlebne opinie. Trudno się z nimi nie zgodzić. Yeezus to  produkcja z najwyższej półki, wykraczająca poza hip-hopowe ramy.

Szczególną rolę w przekraczaniu barier gatunkowych odegrał wspomniany wyżej duet Francuzów. To on był odpowiedzialny za produkcję trzech utworów oraz współtworzenie Send It Up wraz z Gesafflesteinem. Trzeba od razu przyznać, że Daft Punk tym razem postarał się o fajerwerki. Świadczą o tym już pierwsze dźwięki On Sight, utworu nafaszerowanego zabrudzonym dźwiękiem syntezatorów. Następne dwa kawałki również spełniają się w roli elektronicznych wymiataczy. Kapitalnie brzmi Black Skinhead z coraz szybciej wybijanym tempem, do którego umiejętnie ze swoim flow dostosował się Kanye. Send It Up natomiast zaskakuje połączeniem syntezatorów z syrenowym bitem. Na tak szalonym podkładzie niezwykle dobrze wypada King L ze swoim wyważonym i spokojnym głosem. 

Kontynuując wątek elektronicznych inspiracji koniecznie trzeba wspomnieć o drugim ogniwie – Hudsonie Mohawku. To on był odpowiedzialny za produkcję jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego numeru na płycie, czyli Blood on the Leaves. Do tego utworu wrzucono absolutnie wszystko (sampel z Niny Simone, bity zaczerpnięte prosto od TNGHT, mnóstwo autotune’a), a mimo to nie czuć przerostu formy. Jest to zdecydowanie zasługa Westa, który do zwykłego bangera dorzucił emocjonalny przekaz.

Oprócz gości ze świata elektroniki w produkcję zaangażowali się m. in. No Id, Rick Rubin oraz Mike Dean. Zresztą sam Kanye nie jest w tej kwestii amatorem. Za przykład może służyć New Slaves. Zaskakująca jest sama konstrukcja tego utworu. Aż do ostatniej minuty słuchacz czuje się osaczony. Wtedy to następuje swobodne przejście do motywu z Dziewczyny o Perłowych Włosach Omegi. Podobny przeskok pomiędzy melodiami następuje także w kończącym płytę Bound 2 z gościnnym udziałem Kid Cudiego. Oprócz niego warto zwrócić uwagę na występ Bon Ivera oraz Chief Keefa w minimalistycznym jak na Yeezusa, Hold My Liqour. Jest to najbardziej wyważony utwór na całej płycie.

Całości materiału dopełniają teksty. Kanye nie owija w bawełnę. Prosto z mostu atakuje obecne społeczeństwo, media, stawia się zarówno na pozycji rebelianta, jak i na pozycji boga. Ostatecznie West kończy jednak płytę pozytywnym Bound 2, będącym całkowitym przeciwieństwem tego, co raper prezentował przez cały album. Pokazuje tym także, iż jest w stanie bez najmniejszych problemów wrócić do stylu, jaki prezentował na swoich pierwszych płytach.

Na samym początku pisałem, iż Kanye to osobowość niesamowicie kontrowersyjna. Jednak broni się tym, iż jego muzyka to poziom dla wielu nieosiągalny. Yeezus złotemu chłopcu zapewni parę lat nietykalności, chociaż mam nadzieje, że raper nie zamierza odcinać kuponów od swojej kariery.

Daniel Kiełbasa

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *