Podczas rozmów o filmie niekiedy można usłyszeć zadziwiające wyznanie. Zdarza się, że gdy interlokutor-kinoman wspomina swój pierwszy ważny kontakt z dziesiątą muzą, opowiada iż zetknął się z Hitchcockiem czy Kubrickiem jeszcze jako dziecko. Niedostatecznie ukształtowany aparat poznawczy uniemożliwiał wtedy zrozumienie języka filmu, jednak mimo tego niedostatku młody odbiorca już przeczuwał, że obcuje z czymś niesamowitym. Okazuje się wtedy, że napięcie emanujące z „Ptaków” czy psychodelia „Mechanicznej pomarańczy” potrafią oddziaływać na poziomie nieświadomości. Sam oglądałem kiedyś „Gości Wieczerzy Pańskiej”, siedząc dosłownie na krawędzi fotela, a scena, w której bohaterka wykreowana przez Ingrid Thulin filmowana w bliskim planie odczytuje treść listu skierowanego do pastora granego przez Gunnara Björnstranda, dziś wręcz kojarzy mi się z koncepcją epifanii twarzy. Między innymi dlatego uważnie wypatruję filmów o szwedzkim mistrzu. Jedną z ostatnich takich pozycji jest dokument zatytułowany „Więcej niż Bergman”.

 

Autorzy, Jane Magnusson i Hynek Pallas, wracają na wyspę Fårö, gdzie bohater ich obrazu osiadł w latach 60. i mieszkał aż do śmierci w 2007 roku. Skalisty kawałek lądu pośród nieprzyjaznego Bałtyku stanowił plan zdjęciowy m.in. „Persony”. Właśnie podczas kręcenia zdjęć do tego arcydzieła Bergman postanowił, że wybuduje dom na Fårö. Dziś znajduje się tam muzeum poświęcone mistrzowi, do którego pielgrzymują kinomani z całego świata. W jednej ze scen dokumentu Alejandro González Iñárritu celnie konstatuje: jeżeli kino byłoby religią, wtedy to miejsce byłoby jak Mekka lub Watykan. Obok Iñárritu, który z zapałem fanboya próbuje odtworzyć ruch kamery podczas kręcenia jednej z kluczowych scen „Persony”, w dokumencie pojawia się plejada gwiazd światowego kina. Reżyserzy i aktorzy opowiadają o swojej recepcji dzieł Bergmana, a także o osobistym stosunku do szwedzkiego reżysera. Z częścią z nich zwiedzamy dom-muzeum na Fårö. Tam uwagę zwraca choćby obraz przedstawiający Augusta Strindberga, a także biały stolik, gdzie reżyser zamieszczał liczne notatki, w tym słynne: Boję się! Boję się! Boję się!. W pokoju wypełnionym filmami nagranymi na nośnikach vhs zatrzymuje się Michael Haneke. Autor „Pianistki” odnajduje swój obraz pośród setek innych, po czym pieczołowicie ogląda kasetę i z ujmującą serdecznością konstatuje, że jest mu nieco żal, iż Bergman nakreślił na etykiecie jego filmu zaledwie cztery gwiazdki (w pięciostopniowej skali).

Autorzy dokumentu sprawnie unikają niebezpieczeństwa związanego z portretowaniem wybitnej postaci. „Więcej niż Bergman” szczęśliwie nie jest ani cukrowaną laurką, ani patetycznym hołdem. Szwedzki reżyser został przedstawiony jako wybitny filmowiec, owszem, bo i inne przedstawienie mogłoby być chyba tylko jakimś erystycznym fikołkiem, ale również jako zwykły kinoman, który miał problem z zaśnięciem, jeżeli nie obejrzał wcześniej jakiegoś junk movie. Poza tym dokument Magnusson i Pallasa zawiera sporą dawkę humoru. Jak zwykle nie zawodzi Lars von Trier, który bez najmniejszego skrępowania rozprawia o możliwym wpływie biologicznej konstrukcji genitaliów Bergmana na jego życie seksualne i zawodowe. Von Trier prezentuje się zresztą jako wielki fan Szweda. Twierdzi wręcz, że widział wszystko, co nakręcił Bergman, łącznie z reklamami. Autor „Melancholii” opowiada, że wielokrotnie pisał listy do mistrza, na które ten jednak nigdy nie odpowiedział. Pewien rodzaj rozczarowania podszytego autentyczną admiracją rysujący się na twarzy von Triera to obraz, który zapamiętuje się po seansie „Więcej niż Bergman”.

Poza opowieściami wspomnianych reżyserów szczególnie ciekawie wypadają zwierzenia Harriet Andersson. Interesujące są także opowieści Woody’ego Allena, który otwarcie przyznaje się do podziwiania filmów szwedzkiego reżysera. Niestety nie wszyscy artyści występujący w dokumencie snują ciekawe opowieści. Łatwo wyobrazić sobie „Więcej niż Bergman” na przykład bez udziału Roberta De Niro czy Takeshiego Kitano. Jednak nawet te drobne rozczarowania stanowią część szerokiego portretu Bergmana, jaki skonstruowali Magnusson i Pallas, kompletując imponującą obsadę filmu.

Niewątpliwą zaletą tego dokumentu są archiwalne zdjęcia. Fotografie z czasów powstawania najważniejszych filmów szwedzkiego reżysera potrafią zachwycić, a dodatkowo służą jako środek budowania chronologicznej narracji. Właśnie na starych zdjęciach pojawiają się informacje, przedstawione za pomocą starannie dobranego fontu, obwieszczające kolejne przełomy w karierze Szweda. Spoglądając na początek tej drogi, można stwierdzić, że był ów taki jak zwykle. Zaczęło się od dziecięcego zachwytu magią kina. W autobiografii zatytułowanej „Laterna magica” Bergman pisał: (…) byłem pierwszy raz w kinie i oglądałem film, nakręcony według znanej książki dla dzieci, który opowiadał o koniu, zdaje mi się, że nazywał się „Piękny Karosz”. Film szedł w kinie Sturebiografen, a my siedzieliśmy w pierwszym rzędzie na balkonie. Dla mnie był to początek. Ogarnęła mnie gorączka, która nigdy mi nie przeszła. Bezgłośne cienie zwracają ku mnie blade twarze i przemawiają niesłyszalnymi głosami do moich najtajniejszych uczuć. Sześćdziesiąt lat minęło, i nic się nie zmieniło, to wciąż ta sama gorączka.

Bartosz Marzec

„Więcej niż Bergman”

reżyseria: Jane Magnusson, Hynek Pallas

premiera: 28 sierpnia 2013 (świat)

produkcja: Szwecja

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.