Elektronika oswojona organicznymi barwami

pink freud plays autechrePink Freud – Plays Autechre (2016) Mystic

Wieloletnia fascynacja muzyką brytyjskiego duetu Autechre jest dla sympatyków twórczości Pink Freud i Wojtka Mazolewskiego kwestią oczywistą. Bez względu na subiektywne odczucia, jakie będą nam towarzyszyć po wysłuchaniu Plays Autechre, nie da się zaprzeczyć, że mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową i to nie dlatego, że powstała płyta z coverami, również nie dlatego, że to swego rodzaju tribute album. Nie dziwi też szczególnie fakt, że to materiał koncertowy zarejestrowany podczas jednego wieczoru. Wyjątkowość tego wydawnictwa polega na tym, że muzykom udało się zamienić to, co syntetyczne na w pełni organiczny przekaz. Zdehumanizowane i skomplikowane kompozycje Roba Browna i Seana Bootha dosłownie ożyły w jazzowych interpretacjach. Przeniesienie syntezatorowej muzyki tworzonej w duecie na pełnokrwisty jazzowy kwartet wydawało się niewykonalne. Okazuje się, że wszystko jest kwestią determinacji.

 

Plays Autechre to materiał zagrany w 100% na żywo podczas występu w katowickiej Hipnozie dokładnie rok temu. Gdyby nie pozostawione przez producenta reakcje publiczności wieńczące każdą z kompozycji, trudno byłoby odróżnić materiał od czysto studyjnego. Koncertowe oblicze kwartetu zawsze stanowiło o jego sile, a wydana w 2008 roku Alchemia utwierdziła mnie w tym przekonaniu już na dobre. Zapis tamtego koncertu to jednak typowy live, z publicznością pokrzykującą i reagującą na każdą drobną zmianę. Nowy krążek jest inny, sterylny i zmuszający odbiorcę do skupienia się na interpretacjach. Utwory wolne są od chaosu, a wszystko po to, abyśmy dostrzegli mozolną pracę włożoną w aranże i przetworzenie skomplikowanych, wręcz matematycznych struktur.
Pink Freud

Kompozycje wybrane przez Mazolewskiego i ekipę pochodzą z wczesnego okresu działalności Autechre. Początek albumu to powrót do tematów z czasu Envane i Chiastic Slide. W tej grupie znalazła się ponowna interpretacja kompozycji Goz Quarter – po raz pierwszy mogliśmy ją usłyszeć na wydanym sześć lat temu Monster of Jazz. Dalej otrzymaliśmy jeszcze odleglejszą retrospekcję w postaci Basscadet z debiutanckiego krążka AE Incunabula – na której, podobnie jak na wszystkich pozostałych, zespół bezbłędnie zachował rytm, ale z zatopionych w ambientowych tłach motywów i melodii wydobył coś ponad oryginał. Podobny zabieg, pełen pozytywnej nerwowości i werwy, słychać w Eggshell. Te kompozycje zdecydowanie zyskały drugie, może nawet lepsze życie. Opanowana do perfekcji mechanika rytmów i wzorowy dialog pomiędzy trąbką i saksofonem może zachwycić. Życzyłbym sobie, aby takich śmiałych interpretacji było więcej, choć oczywiście wszystkie pozostałe – wierniejsze oryginałom – także zachowują wysoki poziom. Świat muzyki po raz kolejny udowodnił, że podziały i pozorne odległości można pokonywać w pięknym stylu. Inteligentna muzyka elektroniczna w nowoczesnym jazzowym ujęciu brzmi nie mniej inteligentnie, a z pewnością o wiele barwniej. 

Adam Mańkowski

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.