Kino, które się wtrąca

Imigranci (plakat)Ze smolistego mroku wyłaniają się pulsujące światła. Dwa mieniące się odcieniami szafiru trójkąty rzucają zimny połysk na oblicze mężczyzny o kruczych włosach i ciemnej karnacji. To Dheepan, uchodźca z ogarniętej wojną domową Sri Lanki. Trafił na ulice Paryża, gdzie próbuje przetrwać, sprzedając turystom tandetne zabawki. Być może mijaliśmy podobnych mu na którymś z dwustu trzydziestu siedmiu schodów prowadzących do bazyliki Sacré-Cœur.

 

Nowy film Jacques’a Audiarda to bowiem, parafrazując slogan warszawskiego Teatru Powszechnego, kino, które się wtrąca. Nie jest przy tym doraźną publicystyką, czczym pstryczkiem w nosy kolegów po fachu czy kopaniem i tak już od dawna leżących polityków. Twórca opowiada o zagadnieniu imigracji z krajów ogarniętych wojną głosem donośnym i wyraźnym, a przy tym diagnozuje kondycję współczesnej Francji. Uwagę zwraca też to, że reżyser po raz pierwszy w karierze nakręcił film o aktualnym problemie i, co najważniejsze, zrobił to w znakomitym stylu.

W poprzednich dokoniach Audiarda łatwo było zaobserwować wiodące motywy. W Z moich ust były to wargi, z których czytała niedosłysząca Carla, a w Rust and Bone połamane kości dłoni Alaina. Niematerialnym – podobnie jak w Proroku – odpowiednikiem tych cielesnych motywów jest w najnowszym filmie Audiarda pamięć. Dheepan był członikiem Tamilskich Tygrysów, organizacji walczącej o utworzenie niepodległego państwa na rządzonej przez Syngalezów Sri Lance. Gdy sytuacja rebeliantów stała się beznadziejna, postanowił ratować się przed niechybną śmiercią z rąk wojskowych. Uciekł do Francji – wraz z Yalini i Illayaal, kobietą i dziewczynką, z którymi udawał rodzinę, żeby zwiększyć szanse na uzyskanie azylu (nota bene w Imigrantach podobnie jak w większości poprzednich filmów Audiarda znalazły się sceny rozmów petentów z urzędnikami). Kiedy Dheepan zdobywa już pracę dozorcy w podparyskiej miejscowości, czyta gazety, śledzi doniesienia internetowe, słucha podniosłej muzyki. Najważniejszy jest jednak pojawiający się w snach Dheepana słoń, symbol Sri Lanki, wyspy, gdzie na jednego człowieka przypada najwięcej słoni na świecie; wyspy, gdzie słonie są szczęśliwe.

Imigranci (2)
Majestatyczne zwierzę w zwolnionym tempie wyłania się z gąszczu bujnej roślinności poruszanej spokojnym wiatrem. Kiedy szklane oko kamery staje na wprost niezmierzonych głębin oczu dostojnego osobnika, niezbadana magii kina nadaje spojrzeniu słonia wymiar sakralny. Przypomina się, że starożytni Persowie bali się umierać, jeżeli wcześniej nie spojrzeli w oczy psa (jak pisał Hans Bauer w wydanej prawie sześćdziesiąt lat temu książce Z psem przez stulecia, Persowie wierzyli, że droga na tamten świat jest strzeżona przez psy; badacz wskazywał też, że ich współcześni potomkowie, którzy zachowali nauki Zaratustry, ponoć wciąż kultywują rytuał przyprowadzania psa do osoby umierającej). Nie wiem, jaką zwierzęta mają duszę. (…) Jakąś jednak mają na pewno – mówił Zbigniewowi Podgórzcowi Jerzy Nowosielski.

Mimo kultywowania pamięci o Sri Lance, Dheepan chce zostać we Francji i przystosować się do lokalnej kultury. Początkowo jest tak gorliwy, że może zadowoliłby nawet religijnego fanatyka i nacjonalistę o etnocentrycznym zacięciu. Oto Yalini ma założyć na głowę chustę, mimo że nie jest muzułmanką – wszak powinna się dostosować i nie rzucać w oczy lokalnej społeczności. A ta z pewnością nie należy do racjonalnych i tolerancyjnych, jest raczej bliższa obrazom kreślonym w książkach Houellebecqa. W podparyskich miejscowościach powszechne są strzelaniny, króluje przemoc fizyczna, werbalna i symboliczna. Jeżeli więc ogarnięta wojną domową Sri Lanka była piekłem, to położone nieopodal stolicy blokowisko jest ich przedsionkiem (przedmieściem). W tym kontekście do heroicznego urasta gest Dheepana, który za pomocą jasnej substancji, zapewne cementu stara się oddzielić mieszkańców pragnących pokoju od tych unurzanych w parawojennej agresji. Podziały narodowościowe, religijne i etniczne tracą znaczenie; zostaje jedyny, który ma tu sens – podział na ludzi dobrych i ludzi złych.

Imigranci (1)
Poza określeniem lejtmotywu i scenami rozegranymi między petentem a urzędnikiem, Imigranci są dziełem charakterystycznym dla twórczości Audiarda także ze względu na sposób prowadzenia narracji. Francuz początkowo opowiada swą historię powoli, dokładnie przedstawia bohaterów i z uwagą szkicuje rozwój ich wzajemnych relacji. Kolejne sekwencje tworzą wręcz pewnego rodzaju wypadkową dokumentu i filmu obyczajowego. Niepostrzeżenie jednak narracja nabiera rysów pierwszorzędnego kina sensacyjnego, by w punkcie kulminacyjnym napięcie osiągnęło wysokość Himalajów. Potem u Audiarda – zwykle – następuje swego rodzaju katharsis.

5kilo kultury jest patronem medialnym filmu.

Bartosz Marzec

Imigranci

reż. Jacques Audiard

premiera: 21 maja 2015 (świat), 13 listopada 2015 (Polska)

produkcja: Francja

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.