Lekcja ciemności

Gdyby świat ograniczyć do jednego pomieszczenia, komu lub czemu przypadłaby rola twojego największego wroga? Do obrazu zamknięcia dodaj głód, ból, odejmij światło i odpowiedz raz jeszcze.

 

Na spektakl Pracowni Rosa TAZM Milczenie światła w reżyserii Grzegorza Ziółkowskiego czekałam z ciekawością sceptyka, który ośmiela się powątpiewać w możliwość spotkania z dziełem równie wybitnym jak literacki pierwowzór. Bez wątpienia bowiem wyzwanie stanowi przekładanie książki To oślepiające nieobecne światło autorstwa Tahara Ben Jellouna na język innych sztuk. Jak pokazać nieustanną ciemność wypełniającą ciasne, podziemne cele marokańskiego więzienia Tazmamart, w której bohaterom przyszło spędzić osiemnaście lat? Jak przedstawić doświadczenie, wydawałoby się, niewyobrażalne?

Pracownia ROSA TAZM Milczenie światła (próba, 2014). Fot. Jakub Wittchen

Wątpliwości towarzyszyły mi jednak nie dłużej niż kilka minut trwania spektaklu. W mroku rysował się obraz szaleństwa tego zamkniętego świata, o którym opowiadały krzyki i szepty, szamotaniny i pojedyncze drgnięcia mięśni aktorów – Marii Bohdziewicz i Macieja Zakrzewskiego. Każdy dźwięk i najdrobniejszy ruch wydawały się konieczne. W następstwie ekstremów – od konwulsji do zatrzymania, od ciszy do kakofonii – wyrażała się walka, jaką bohaterowie staczali, stawiając opór obłędowi i fizycznemu wyczerpaniu. Bez popadania w patos spektakl opowiada o niebywałej sile charakteru pozwalającej przetrwać terror oraz o cenie tego zwycięstwa.

Znacząca okazała się również gra światłem, którego obecność celowo zminimalizowano tak, że jako obserwator, zachowując zdolność widzenia, czułam już atawistyczny niepokój; mrok w głębi sceny zdawał się gęstnieć i rozrastać, jakby zaraz miał pochłonąć całą przestrzeń. Noc stawała się wyrokiem, od którego nie można się odwołać. Tylko raz pojawiło się ostre światło – bezpardonowo wymierzono oślepiający reflektor w stronę widowni. Chwilę później powrót mroku witałam z ulgą, nagle jawił się jako bezpieczny i oswojony. Brawa należą się także za scenografię, w której postawiono na wielofunkcyjność i prostotę. Na jej ascetycznym tle każdy ruch mógł wybrzmieć jeszcze wyraźniej. Interesująco rozegrano również metamorfozę sześcianu celi, początkowo będącej wyrazistą bryłą, na końcu szkieletowym obiektem symbolizującym powszechne zanegowanie i zapomnienie Tazmamartu.

Pracownia ROSA TAZM Milczenie światła (próba, 2014). Fot. Jakub Wittchen

Podczas gdy na scenie trwała nierówna walka z czasem, bólem i ciszą, we mnie ponownie rozgorzała partyzantka na granicy wyobraźni, bym jeszcze raz uznała, że więzienie to istniało naprawdę. Potworność tego miejsca sprawiała, że, chcąc zachować psychiczny komfort, powinno się było wyjść i zapomnieć, co się słyszało i widziało. Od razu. Niestety, albo na szczęście, spektakl na to nie pozwalał. Gdy tylko opuściłam salę, uderzyło mnie światło. Nie poczułam ulgi.

Agnieszka Dul 

TAZM Milczenie światła, 
Pracownia ROSA
Reżyseria i scenariusz: Grzegorz Ziółkowski
Występują: Maria Bohdziewicz (Tebebt) i Maciej Zakrzewski (Salim)
Premiera – grudzień 2012, Poznań
 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.