Monika Pomijan: Najlepsze i najsłabsze filmy 2015

Pod względem filmów rok 2015 okazał się mocny zarówno jeśli chodzi o niekwestionowanego króla, jak i błazna. O oba tytuły walczyły produkcje diametralnie od siebie różne – osadzone w epoce dramaty, baśniowe historie idealne i dla dorosłych, i dzieci; animacje, kino akcji, a nawet dokumenty (lub coś na nie stylizowanego). Nie obyło się bez żywych emocji, wzruszeń, a także wygrażania pięścią. Mogę więc z czystym sercem powiedzieć, że był to rok bardzo wyrazisty i, mimo pewnych rozczarowań, szalenie udany.

 

NAJWIĘKSZE ROZCZAROWANIA FILMOWE 2015

10. Dwa dni, jedna noc

Film dość problematyczny w ocenie, bo z jednej strony zachęca do stwierdzenia, że dylemat bohaterki jest stworzony na siłę tylko po to, żeby było o czym opowiedzieć, z drugiej zaś – dobrze pokazuje zmagania depresją. Ostatecznie ogląda się go dla świetnej Marion Cotillard, a nie jej średnio ciekawej postaci, zaś finał, choć w założeniu zaskakujący przemianą protagonistki, wzbudza uśmiech politowania i potwierdza nieprzemyślany scenariusz.

9. Aferim!

Prawdopodobnie jestem jedną z niewielu osób, które najnowszy film Radu Jude rozczarował, ale nie mogę znieść, jak jednowymiarowo pokazana jest historia tzw. prostych ludzi, którzy mają zakodowany jedyny istniejący (i słuszny) obraz świata i praw nim rządzących. Konsekwentne niedopuszczanie do jakiegokolwiek rozłamu w tym myśleniu, a co za tym idzie zmiany wewnętrznej młodszego z dwóch głównych bohaterów, zamyka drogę refleksji nad zmieniającą się rzeczywistością. Czarno-biała prostota i ciasnota horyzontów postaci odejmuje historii wiarygodności i zostawia z irytującym poczuciem nie do końca sprawiedliwego ich potraktowania.

8. Haker

Chris Hemsworth znów gra obrońcę świata, nawet jeśli akurat nie ma na sobie wdzianka superbohatera, zaś Michael Mann oferuje kolejną ciekawą wizualnie historię i… niestety niewiele z tego wynika. Film rozpoczyna tyle wątków (walka z piractwem komputerowym, czyli ze Złym Numer Jeden, męska przyjaźń, wielka miłość w obliczu globalnego zagrożenia, dylematy moralne), że potem z wielkim trudem i w pośpiechu próbuje pozamykać wszystkie, całkowicie gubiąc gdzieś ich sens. Trudno więc powiedzieć, o czym jest Haker – jakie pytania stawia, jakich odpowiedzi poszukuje. A jeśli ma być wyłącznie dobrze oglądającym się akcyjniakiem, to… na tym polu też przegrywa.

7. Lost River

O reżyserskim debiucie Ryana Goslinga mówiło się dużo na długo przed jego światową, a końcu i polską premierą, zdążył więc trochę stać się niewypowiedzianą obietnicą czegoś fantastycznego. Trudno jednak przyznać, że została ona spełniona. Film świetnie sprawdza się w warstwie wizualnej – Gosling nie boi się korzystać z mnogości środków wyrazu, niestety daje to nieodparte wrażenie, że gdzieś już te chwyty wszyscy widzieliśmy. Najwięcej czuć tutaj Windinga Refna. Prawdopodobnie nie byłoby to tak bolesne, gdyby Gosling nie bał się pójść bardziej w formę, konsekwentnie redukując warstwę fabularną do minimum bądź całkowicie z niej rezygnując. A tak Lost River tkwi na rozstaju dróg, będąc średnio zajmującym eksperymentem filmowym.

6. Nowa dziewczyna

W centrum zainteresowań François Ozona zawsze była kobieta – jej ciało, emocje, myśli, rola społeczna i konstytuowana przez te elementy tożsamość. Tym razem francuski reżyser idzie o krok dalej i stara się zbadać tożsamość żeńską poprzez tożsamość męską – może się bowiem okazać, że granica jest bardzo płynna. Sam temat jest tyleż ciekawy, co bardzo dziś aktualny, a obsadzenie w głównej roli Romaina Durisa, któremu urody amanta nie sposób odmówić, to strzał w dziesiątkę. Ozon pokazuje dylematy swoich bohaterów dość odważnie, ale niestety tylko w warstwie wizualnej, bo ciągłe przebieranki, łzy i miotanie się między prawdą a ułudą nie niosą żadnego ładunku emocjonalnego. Ostatecznie więc film nie stawia żadnej diagnozy, jak gdyby twórca nie wiedział tak naprawdę ani jakie pytania powinien zadać, ani jakie dać na nie odpowiedzi.

5. Rzymska aureola

Dokument o rzymskiej autostradzie i skoncentrowanym wokół niej życiu mógł być szalenie ciekawym studium tego, w jaki sposób przypominające krąg piekielny i wydające się ciągnąć w nieskończoność pasmo asfaltu wpływa na mieszkających lub pracujących w jego pobliżu ludzi. Niestety niepołączone żadną myślą przewodnią wstawki z życia przypadkowych osób nie są w stanie zainteresować na tyle, by z refleksją pomyśleć o opasanej ciągiem samochód stolicy Włoch, o kierowcach ani o tych, których domy mijają, nawet nie zastanowiwszy się nad tym.

4. Dziennik panny służącej

Kolejny film z cyklu opowieści o nieobyczajnych zachowaniach młodych dam w czasach, kiedy winny one być cnotliwe i skromne. Obsadzenie w głównej roli Léi Seydoux miało potencjał uczynić z tej historii ciekawą grę z konwencją, a także z wizerunkiem samej aktorki, niestety rozmyło się pośród ciągłego tłumaczenia widzowi tego, co bohaterowie robią i czują.

3. 11 minut

Filmów z wieloma bohaterami, których losy w końcu się przecinają, powstało już mnóstwo i niestety Jerzy Skolimowski nie mówi w tym względzie nic nowego. Próba pożenienia różnych gatunków filmowych tylko z pozoru wydaje się oryginalna, w ostatecznym rozrachunku korzystając z utartych szlaków i schematów, a skupienie reżysera na dopracowaniu formy sprawia, że traci on z oczu swoje postaci. Przez to i dla widza stają się one niezbyt ciekawe, powtarzane motywy zaczynają nużyć, a pointa, choć niby spodziewana, razi dosłownością. Jak pisał nasz recenzent, może i innego końca świata nie będzie, ale jest on mało przekonujący.

2. Piotruś. Wyprawa do Nibylandii

Znany z rozmachu Joe Wright tym razem nie ma do zaoferowania nic poza wizualnym przepychem dobrze znanej historii o Piotrusiu Panie. Odarty z niepokojącej tajemnicy i grozy tytułowy bohater oraz jego pełen wróżek świat są elementami kolejnej ugrzecznionej opowieści dla dzieci, które dorośli traktują instrumentalnie. Zamiast szczerego ukazania wewnętrznej przemiany Piotrusia i realnych niebezpieczeństw Nibylandii, mamy tutaj sporo kolorowego pyłu i oklepanych frazesów, które nie współgrają z tym, co się dzieje na ekranie. Małoletni odbiorca nie ma więc szansy na zrozumienie, że zarówno dobro, jak i zło mienią się różnymi barwami i trzeba samemu nauczyć się je rozróżniać.

1. Strefa nagości

W poprzednich dwóch filmach, zwłaszcza w Nic osobistego, Urszula Antoniak udowodniła, że w gruncie rzeczy prostą historię potrafi przedstawić wiarygodnie, mimochodem przemycając ważkie emocje i refleksje. Tym razem esej o indywidualności, kobiecości i pierwszej miłości ponad podziałami kulturowymi i religijnymi rozmywa się wśród do znudzenia powtarzanych schematów i wątpliwej jakości aktorstwa. To, co mogłoby być świetnym kulturoznawczym studium dialogu między Europą a światem arabskim, zdradza utracony zmysł obserwacji rzeczywistości i wiary w widza, przez co tak boleśnie rozczarowuje.

strefa nagości plakat

NAJLEPSZE FILMY 2015

10. Głosy

Film niby pozszywany z oczywistych filmowych nawiązań (główny bohater trochę przypominający Normana Batesa, czarny humor w duchu Coenów, prześmiewczość bliska Burtonowi), beztrosko żonglujący konwencjami, lecz w pewnym momencie przerażająco rzeczywisty. Gdy znika lukrowana otoczka i okazuje się, że sami możemy trochę przejrzeć się w bohaterach, śmiech potrafi zamrzeć na ustach. Marjane Satrapi, twórczyni kultowego już Persepolis, doskonale wie, gdzie włożyć szpilę tak, żeby było jednocześnie diabolicznie zabawnie i niepokojąco prawdziwie o życiu. Chwała jej za to.

9. Kopciuszek

Baśń stara jak świat, ale tym razem w ujęciu aktorskim. Zaskakuje i zachwyca w niej przede wszystkim jedna rzecz – to, z jaką wiernością oddaje emocjonalny sztafaż swojego animowanego pierwowzoru z 1950 roku. Kto bajkę Disneya oglądał w dzieciństwie i dobrze pamięta, jakie wrażenie wywarła, ten oglądając wersję Kennetha Branagha odbędzie podróż w czasie i nie będzie chciał z niej wracać. Opowieść krok po kroku spełnia każdy punkt historii Kopciuszka, ale robi to w tak szczery sposób, że nie ma mowy o braku wzruszeń. Twórcom należy się ogromny szacunek za oddanie ducha prawdziwej baśni.

8. Whiplash

Historia o muzycznej pasji chyba jeszcze nigdy nie była tak namacalna. Nie brakuje w niej potu, krwi i łez, a widz niemalże czuje ich odór i smak, tak wyraziste są tutaj postaci, gra aktorska i szczerość w przedstawieniu ceny za miłość do muzyki. Po seansie w głowie ma się tylko jedno słowo: TEMPO!, tak bardzo reżyser cały czas je podkręca, ale na głos aż chce się krzyknąć: cały TEN jazz!, bo tutaj widać go w pełnej krasie.

7. Sicario

Film o wyborach, o tym, co znaczy być człowiekiem i gdzie leży granica tego być. Ogromne wrażenie robi konsekwentnie budowana atmosfera pułapki, zakleszczenia w czymś jeszcze nienazwanym, niezidentyfikowanym, dlatego tak budzącym lęk. Gdy jednak główna bohaterka (świetna Emily Blunt) już zdefiniuje to, co dotąd było obce, okaże się, że jest jeszcze bardziej samotna niż dotąd. Denis Villeneuve stawia raczej gorzką diagnozę na temat człowieczeństwa, ale nawet jeśli nie ma na świecie miejsca na szlachetność, to przynajmniej jest tak zniewalające niebo, jak zostało to ukazane w filmie. Choćby tylko dla tych ujęć mogłabym Sicario oglądać bez końca.

6. Biały Bóg

Kino akcji z psami w roli głównej. Brzmi nieprawdopodobnie? Dla Kornéla Mundruczó nie ma rzeczy niemożliwych. Banalny punkt wyjścia (zły ojciec porzuca ukochanego psa swojej córki) otwiera pole do popisu dla opowiedzenia o człowieku z perspektywy jego największego przyjaciela – czworonoga. Wnioski okazują się nie zawsze błyskotliwe, ale najważniejsza i najbardziej zachwycająca jest mnogość rozwiązań formalnych, z których korzysta reżyser. Wieńczy je, pełen fantastycznych jazd kamery, psi pościg przez wyludnione miasto, który ma szansę przejść do historii X Muzy. Tak się robi trzymające w napięciu kino akcji.

5. Co robimy w ukryciu

Stylizowany na dokument film o wampirach to coś, czego w kinie jeszcze nie było. Trzech krwiopijców opowiada o sobie i jest to tak wiarygodnie nakręcone, że ma się wrażenie, jakby oni faktycznie istnieli. Do tego genialny humor sytuacyjny i różnorodność bohaterów sprawiają, że nie sposób się nie roześmiać i nie poczuć do nich sympatii. Klasa!

4. Sekrety morza

Już w Sekrecie księgi z Kells Tomm Moore udowodnił, że ma niesamowite wyczucie do snucia klasycznych opowieści z morałem. Kolejna jego baśń nie tylko znów zachwyca przepiękną grafiką i animacją, ale szacunkiem wobec małoletniego widza i życiową mądrością w duchu Babci Wierzby. Jest tu miejsce i na przemianę dziecięcego bohatera, i na refleksję dla starszych widzów, bowiem Moore nie ukrywa ani niebezpieczeństw świata, ani jego piękna, ani przede wszystkim potęgi wiary w swoją sprawczość i wartości, o które przyjdzie zawalczyć. Szczere i wzruszające kino.

3. Makbet

Makbet na miarę naszych czasów, a z drugiej strony unurzany nie tylko w czasach szekspirowskich, ale i tych z adaptacji Akiry Kurosawy. Najciekawiej wypada właśnie dialog z Tronem we krwi i idący za nim ogromny ładunek emocjonalny związany z dylematami tytułowego bohatera. Od wcielającego się w tę rolę Michaela Fassbendera zaś nie sposób oderwać oczu. Do tego błyskotliwe opowiadanie obrazem – i oto mamy jeden z najciekawszych filmów tego roku.

2. W głowie się nie mieści

Co by było, gdyby emocje miały emocje? Oryginalny pomysł został przekuty w błyskotliwą, zabawną i olśniewającą wizualnie animację ze stajni Pixara. To uniwersalna opowieść o tym, że każde uczucie jest w życiu ważne i potrzebne – radość, gniew, odraza, strach, a także smutek, często bagatelizowany przez rodziców chcących uchronić swoje dzieci przed całym złem tego świata. Warto dać sobie prawo do wzlotów i upadków, a także adekwatnych do nich reakcji, a przede wszystkim warto pokazać tę bajkę dużo młodszym widzom i sprowokować wartościową rozmowę. Nie zapomnijcie o zapasie chusteczek.

1. Mad Max: Na drodze gniewu

Precyzyjnie kształtowana, przemyślana w najdrobniejszym szczególe wizja wreszcie mogła się ziścić w pełni dzięki odpowiedniemu budżetowi i tak oto powstał jeden z najlepszych filmów akcji w historii kina. Szczątkowo zarysowana fabuła schodzi na dalszy plan, bo liczy się prędkość i moc, z każdą sekundą podkręcane coraz bardziej. Najnowszy film Mad Max będący osią historii pościg mógłby się właściwie nie kończyć – tak fantastycznie patrzy się na wybuchy, pułapki, akrobacje w powietrzu, walkę, gdzie większość efektów nie jest komputerowa. I tak fantastycznie słucha się również najlepszego w tym roku soundtracku, którego autorem jest Tom Holkenborg aka Junkie XL. Więcej takiego kina!

mad max plakat

Monika Pomijan

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *