Ułomność języka

Jak najskuteczniej odmalować wachlarz ludzkich uczuć? Kolorem, obrazem czy może dźwiękiem? Z pewnością nie językiem – medium zbyt ułomnym, aby skutecznie opisywać tak delikatny i ulotny aspekt człowieczeństwa jak emocjonalność. Z tego właśnie założenia zdaje się wychodzić autorka Strefy nagości Urszula Antoniak.

 

W swoim najnowszym filmie reżyserka zupełnie rezygnuje z dialogów. Bohaterki obrazu, dwie nastoletnie dziewczyny mieszkające w Amsterdamie, poznajemy jedynie poprzez ich zachowania, gesty i relacje z otoczeniem. Postaci trwają w ciągłym milczeniu, co z jednej strony może irytować, ale z drugiej – pozwala skupić się na całkiem innej przestrzeni wzajemnej komunikacji. Takim zabiegiem Antoniak zmusza do przejścia na zupełny innym poziom postrzegania relacji bohaterek. Ten swoisty subtelny totalitaryzm ma jednak solidne podstawy.

Między głównymi postaciami rodzi się specyficzna więź – rodzaj fascynacji opartej na spojrzeniach. Nie słychać żadnej ich rozmowy. Być może słusznie. Być może jedyny język miłości jest pozbawiony słów. Milczenie zakochanych bohaterek zwiastuje także motto zaczerpnięte z Fragmentów dyskursu miłosnego Rolanda Barthes’a: The lover speaks within himself, amorously, confronting the loved object, who does not speak. Słowa mogłyby się stać zatem zbędnym balastem. Zresztą napięcie między dziewczynami rodzi się zanim jeszcze usłyszą swoje głosy. Wcześniej obserwują swoje ciała. I to właśnie sposób, w jaki Antoniak ukazuje cielesność, jest przejawem jej ogromnej dojrzałości oraz wrażliwości. R.2:0.0.0.0.0.0″>zadko spotyka się kinie tak znaczące apoteozy ludzkiego ciała. Reżyserka przygląda mu się z ogromnym szacunkiem, pokazuje z klasą i traktuje jako element człowieczeństwa, wpisując się tym samym w nurt humanistycznego postrzegania ciała. Nie jest ono czymś wulgarnym, krępującym czy nieczystym – jest piękne w swojej naturalności i godności. Ogromną zasługę należy tu przypisać zdjęciom Piotra Sobocińskiego Jr. Jego doskonałe warsztatowo fotografie kreują zupełnie inny, fascynujący świat. Dopełnienie stanowi muzyka, której współautorem, obok Ethana Rose’a, stałego współpracownika Urszuli Antoniak, jest Paweł Mykietyn.

Ogromny walor estetyczny wychodzi zatem na pierwszy plan Strefy nagości i wywiera znacznie bardziej trwałe wrażenie niż fabuła. W dodatku zaburzona zostaje linearność narracji, nie sposób zatem odtworzyć chronologię wydarzeń. Nie ma to jednak znaczenia, bo, jak twierdzi sama reżyserka, dla człowieka zakochanego czas traci znaczenie, liczy się tylko tu i teraz. Można to odczuć w filmie, gdzie, poza kolejnością wydarzeń, zatracają się także związki przyczynowo-skutkowe. Pewne sceny powtarzają się, a inne projektowane są jedynie w umysłach bohaterek. Doprowadza to do swoistego odrealnienia przedstawionej rzeczywistości, zawiesza widza pomiędzy światami, w niejasnej, odurzającej przestrzeni pełnej kontrastujących kolorów i kształtów. Zabiegi te, połączone z anonimowością bohaterek, nadają filmowi uniwersalny charakter przypowieści o człowieku i jego emocjach.

Twórczość Urszuli Antoniak jest niezwykle spójna. Jej kameralne filmy wyróżniające się walorami wizualnymi nie dotyczą wielkich dramatów czy heroicznych czynów. Skupiają się na ludziach – niby zwykłych, a jednak interesujących, z ich głęboko ukrytymi lękami, samotnością i niepokojem. Podobnie jest w przypadku Strefy nagości, w której Antoniak wznosi się ponad granice, podziały i stereotypy. Bez wątpienia jej ostatni film jest trudny w odbiorze, wymaga od widza dużo cierpliwości i dobrej woli. Warto jednak poświęcić czas i spróbować zagłębić się w ten dziwny, może nieco surowy, ale piękny świat.

5kilo kultury jest patronem medialnym filmu.

Katarzyna Karpińska

Strefa nagości

reżyseria: Urszula Antoniak

premiera: 19 września 2014 (świat), 12 czerwca 2015 (Polska)

produkcja: Holandia, Polska

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.