Grasz czy nie?

Dla fanów Amelii, chciałoby się rzec. Ale nie upraszczajmy sprawy, przecież nie każdy lubi wizytówkę Jeuneta. Więc od początku! Dla fanów historii z pogranicza realizmu magicznego, wyzwań podszytych romantyzmem i myślenia ja też tak chcę. Gotowi?

Romantyczna opowieść w reżyserii Yanna Samuella nakręcona została we francuskim duchu wypracowanym przez Jean-Pierre’a Jeuneta u progu XXI wieku i przedstawia historię dwójki znających się od dzieciństwa przyjaciół. Tym, co ich wyróżnia to niemal perwersyjne upodobanie do nieustannej zabawy, ku utrapieniu dorosłych. Ta filuterna dziecięcość stanie się przewodnikiem po świecie Juliena i Sophie, nadając ich relacji rys tyle bajkowości, co niechęci, by dorosnąć, bardzo w duchu Piotrusia Pana. To wspólne odkrywanie zakazanego i niebezpiecznego świata rodziców czy nauczycieli, ubarwione humorem sytuacyjnym i autoironią twórcy, popchnie film na zupełnie nowe tory. Miłość na żądanie (czy raczej Dziecięce zabawy, tłumacząc poprawnie francuski tytuł) nie jest bowiem nierealną przypowiastką w stylu Śpiącej królewny, a bohaterom daleko do bycia archetypami postaci, na historii których wychowują się dzieci.

Mimo to Samuell z godną podziwu wrażliwością wkracza w ich świat, już w pierwszej scenie obnażając fałszywość i ulotność życia dorosłych. Choroba matki Juliena, a w następstwie jej śmierć popycha chłopca do beztroskiego zagubienia się w wyobrażeniach i przyjaźni z Sophie. Ta rysa z dzieciństwa i uwikłanie w grę na odwagę, którą symbolizuje pudełko z pozytywką, zdeterminuje zresztą jego przyszłość. Podobnie będzie i z dziewczynką. Reżyser stawia swoich bohaterów w opozycji do konwenansów, umiejętności cieszenia się życiem, pojęcia dojrzałości, a nawet moralności. I jasno opowiada się po ich stronie, konstruując wątki w ten sposób, by układały się w mozaikową pochwałę wolności, radości, uroczego niedopasowania społecznego i szczerych uczuć. To takie sceny jak ta, kiedy młody Julien sika w gabinecie dyrektorki, nie robiąc sobie nic z jej nagany, budzą śmiech i zapadają w pamięć. Przychodzi jednak moment, kiedy przyjaciele będą musieli zdefiniować łączącą ich więź, ale jeśli sądzicie, że to będzie tak zwyczajne i proste – to jesteście w błędzie. Samuell znów puszcza pozytywkę w ruch, konsekwentnie robi błyskotliwe zwroty akcji, a film nabiera tempa. Komplikując życiorysy swoich bohaterów to popycha ich ku sobie, to znowu rozdziela, budując w ten sposób świat pełen nieustannych odniesień do dzieciństwa i poczucia, że ono jednak się skończyło. Nie oznacza to bynajmniej, że ktoś tu musi dorosnąć. Bo czym właściwie jest dorosłość? Ciągłym wyzwaniem? Możliwe. Niejednoznaczność narracyjna Jeux d’enfants pozwala widzowi zarówno na znalezienie własnej odpowiedzi na to pytanie, jak również odczarowania dzieciństwa. Kto wie, może czyjeś trwa nadal, zupełnie jak Juliena i Sophie.

Utrzymane w Cortazarowskim duchu zakończenie stwarza tyle możliwości interpretacji, ile jest osób, które obejrzą film. Samuell narysował bowiem bardzo intymne, młodzieńcze klasy, pełne niespełnionych pragnień i tęsknoty nie dającej się tak łatwo ukoić. Ja chętnie w nie znowu zagram. A ty?

Monika Pomijan

Miłość na żądanie

reżyseria: Yann Samuell

premiera: 29 sierpnia 2003 (świat), 4 lutego 2005 (Polska)

produkcja: Francja, Belgia

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *