Rozdziobią nas kruki

Mgła pozostawia miejsce dla ukrytego. To, czego nie widać, a co psychoanalitycy zgrabnie nazywają nieświadomymi procesami motywacyjnymi, nieustannie oddziałuje na cele, poglądy i relacje jednostki z innymi ludźmi. Jeden z bohaterów nowego filmu Siergieja Łoźnicy żałuje, że nie został powieszony, drugi kurczowo pragnie żyć, jeszcze inny nie może pogodzić się ze stratą. Wszyscy poruszają się po omacku – zagubieni We mgle wojny.

 

Łoźnica nakręcił swój film na podstawie prozy znakomitego białoruskiego pisarza Wasyla Bykowa. Akcja toczy się w 1942 roku na ziemiach dzisiejszej Białorusi, które w tamtym czasie znajdowały się pod niemiecką okupacją. Jednym z głównych bohaterów jest Szuszenja, 37-letni mąż i ojciec, były pracownik kolei. W wyniku podejrzeń o kolaborację został skazany na śmierć społeczną – uznano go za zdrajcę i wykluczono z życia wioski. Pewnego wieczoru, gdy bawi się z dzieckiem, do drzwi jego chaty puka partyzant Burow, dawny przyjaciel gospodarza. Scena ta przypomina jedną z historii zawartych we wstrząsającym debiucie fabularnym Łoźnicy, zatytułowanym Szczęście ty moje. W tym filmie dwóch radzieckich żołnierzy przychodzi do domu, w którym mieszkają ojciec (podobnie jak Szuszenja ubrany w białą koszulę – cicho symbolizującą pokojowe nastawienie) i jego syn. Gdy gospodarz pozytywnie wypowiada się o niemieckiej kulturze zostaje zamordowany. Wizyta przedstawiona w We mgle wprowadza widza w stan napięcia podobny do tego, jaki można było odczuć oglądając poprzedni obraz Łoźnicy. Okazuje się, że Burow przybył wykonać wyrok śmierci na domniemanym kolaborancie. Suszenja stanowczo zaprzecza stawianym mu zarzutom, nie ma jednak miejsca na dyskusję. Mężczyźni, wraz z czekającym na zewnątrz towarzyszem Burowa – Wojtikiem ruszają w stronę pobliskiego lasu. W wyniku zetknięcia z niemieckim patrolem rozpęta się strzelanina. Marsz niespodziewanie przedłuży się, a film przybierze niemal konwencję kina drogi.

Zgodnie z regułami opowiadania tego rodzaju historii, bohater w czasie podróży zmienia swoją postawę. Suszenja, początkowo pogrążony w infamii, jest pewny, że zostanie rozstrzelany. Jednak po chwalebnym zachowaniu tuż po starciu z niemiecką policją, w którym został postrzelony Burow, nabiera nadziei na oczyszczenie się z zarzutów. Poza przygniatającym ciężarem ostracyzmu, bierze na plecy swego niedoszłego zabójcę. Ma nadzieję, że teraz zdoła przekonać towarzyszy o swojej niewinności. Bohaterowie ruszają w stronę partyzanckiego dowództwa. Droga jest długa, powoli zaczyna brakować sił, a niemieckie wojska uniemożliwiają obranie najkrótszej trasy. Burow i Wojtik wciąż nie ufają Suszenji. Nadzieja bohatera przygasa, kruki spoglądają złowrogo.

Właściwą akcję filmu przecinają retrospekcje, w których Siergiej Łoźnica przekonująco opowiada o podłożach motywacji bohaterów – o ukrytym. Dowiadujemy się m.in. o powodach, dla których skazano Szuszenję na społeczny ostracyzm oraz dlaczego są one niesłuszne. Bohater jest osamotnionym idealistą skonfrontowanym z brutalną rzeczywistością wojny. Twierdzi, że wolałby raczej zginąć z zamachowcami, niż żyć w niesławie. Na dodatek nie jest świadomy swojej postawy, co czyni jego postać jeszcze bardziej przejmującą. Łoźnica, w jednym z wywiadów bardzo wymownie określił Suszenję jako swego rodzaju księcia Myszkina.

Reżyser opowiada historię swoich bohaterów niezwykle wiarygodnie. Szkiełko i oko doświadczonego dokumentalisty, przez które patrzymy we mgłę świata jego nowego filmu, pozwala zrozumieć postawy błądzących weń postaci. Z jednej strony rozedrgane, kręcone z ręki ujęcia pozwalają maksymalnie zbliżyć się do bohaterów – tuż za ich plecami kryć się w krzakach czy maszerować przed lufami broni, używanej przez niemiecką policję. Z drugiej zaś ujęcia długie i statyczne próbują uchwycić długość drogi, którą przebywają bohaterowie. Znakomitą pracę operatorską wykonał Oleg Mutu (nagrodzony w Cannes za zdjęcia do Za wzgórzami), również autor zdjęć do wspomnianego Szczęście ty moje. Ponadto, dokumentalnego obiektywizmu przedstawionej historii przydaje fakt, że reżyser nie ocenia zachowań postaci, o których opowiada, zachowując w stosunku do nich chłodny dystans. Ten zabieg, podobnie jak w książce Imre Kertesza pt. Los utracony, nieco paradoksalnie potęguje obraz okrucieństwa i beznadziei. Sytuacja wojny stanowi tu jedynie ekstremalne warunki, w których funkcjonują bohaterowie.

Dla Łoźnicy to, czego nie widać, co ukryte i zasłonięte mgłą, jest równie ważne jak to, co rejestruje i przedstawia za pomocą swojego paradokumentalnego stylu. Szczególnie silne wrażenie robią sceny egzekucji rozgrywane poza kadrami. Reżyser zdecydował się spiąć swoją historię klamrą właśnie tego rodzaju zabiegów formalnych. Ukryte działa tu równie intensywnie jak naturalistyczny obraz nędzy radzieckiej wsi czasu wojny, który reżyser kreśli z dosłownością dokumentalisty. Finalny efekt jest wręcz druzgocący, a Łoźnica już po dwóch filmach fabularnych może być uznawany za jednego najciekawszych twórców dzisiejszego europejskiego kina.

Bartosz Marzec

“We mgle”

reżyseria: Siergiej Łoźnica

premiera: 25 maja 2012 (świat), 24 maja 2013 (Polska)

produkcja: Holandia, Niemcy, Rosja, Białoruś, Łotwa

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Tagged with:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*