Kino pokazuje nam świat zbliżony do naszych pragnień – takimi słowami Jean-Luc Godard rozpoczyna „Pogardę” i zapowiada, że taki właśnie świat zobaczymy w filmie. Świat, jaki pragniemy oglądać, ale niekoniecznie taki, w jakim chcemy żyć. W końcu lepiej, żeby nieszczęścia spadały na innych.

Historia opowiedziana w filmie, wbrew temu, co może sugerować cytat z początku, nie należy do najszczęśliwszych. Główny bohater Paul Javal ma za zadanie przerobić scenariusz filmu kręconego w oparciu o „Odyseję” Homera. W tym samym czasie producent uwodzi jego żonę, co zresztą nie spotyka się z żadną reakcją ze strony Paula. Mężczyzna ma spory kłopot – nie wie, czemu jego żona nagle przestała go kochać, nie wie, czy chce napisać scenariusz, krótko mówiąc – Paul Javal jest człowiekiem bardzo zagubionym.

Metaforyka w filmie jest bardzo silna i stanowi klucz do zrozumienia zachowań bohaterów. Pan Prokosch, producent, proponuje nową interpretację dziejów Ulissesa. Uważa on, że bohater kochał swoją żonę, jednak bez wzajemności. Nie widząc wyjścia z tej sytuacji i nie potrafiąc zdecydować się na żadne działanie, postanawia uciec od problemu i wyrusza na wojnę trojańską. Bardzo łatwo można odnaleźć w nieszczęśliwym scenarzyście współczesnego Odyseusza, tylko on sam tego nie dostrzega i za wszelką cenę stara się zrozumieć, dlaczego miłość jego żony nagle wygasła. Nie budzi współczucia, choć bez wątpienia jest postacią tragiczną. Paul jest „za bardzo” intelektualistą, to antybohater, który nie potrafi działać inaczej niż słowem, a kiedy to nie wystarcza – gubi się i nie wie, co robić. Camille, jego żona, ma bardziej romantyczną naturę, inaczej wyobraża sobie miłość, w której potrzebna jest odrobina gwałtowności. Podobno przeciwieństwa się przyciągają, ale, jak widać, nie dla każdego z dobrym skutkiem. Małżeństwo Javalów ilustruje odwieczny pojedynek serca i rozumu, w którym nie wiadomo kto wygra.

Postacie drugoplanowe są bardzo wymowne, niemal stereotypowe. Producent to bogaty Amerykanin – jest wulgarny, traktuje kobiety przedmiotowo, a do tego wykazuje całkowitą ignorancję w kwestiach związanych z kulturą. Dla niego ten film ma być przede wszystkim źródłem pieniędzy. Z upodobaniem przytacza cytaty znanych osobistości, które odczytuje z kartki. Przyjmuje wtedy pozę aktora deklamującego jakąś ważną kwestię, a każda z nich udowadnia rozmówcy, że to właśnie Prokosch ma zawsze rację, nawet kiedy sam nie wie dokładnie, co takiego chciał przekazać.

W opozycji do niego stoi grający samego siebie Fritz Lang, legenda kina – reżyser, który największe sukcesy odnosił w latach 20. i 30. Lang reprezentuje „starą szkołę”, jest inteligentny i wykształcony. Również ma słabość do cytatów, ale one odnoszą się bezpośrednio do kręconego filmu i stanowią element jego rozważań nad naturą świata. Największa różnica pomiędzy tymi bohaterami polega jednak na wizji kina, jaką reprezentują.

Bo „Pogarda” to nie tylko film o miłości, ale także o kinie. Paul chce pisać sztuki teatralne, nie scenariusze filmowe – dla kina pracuje tylko dla pieniędzy. Kino nie jest jego zdaniem wystarczająco ambitne. Prokoschowi zależy tylko na komercyjnym sukcesie, głębszy przekaz nie jest wymagany. Tak naprawdę kino kocha tutaj tylko Lang, ale i jego era w pewnym sensie dobiegła końca – nadal pamięta się o jego filmach, ale współczesna kinematografia jest już inna.

Godard, znany ze swojej nieprzewidywalności, nieustannie improwizował podczas kręcenia, z dnia na dzień zmieniając koncepcje, co ostatecznie wyszło filmowi na dobre. Sszczególnie trudno było dostosować się do tego nowego sposobu kręcenia grającej Camille Brigitte Bardot. Podziwiała Godarda, ale uważała go trochę za dziwaka (reżyser chodził na rękach po to, by przekonać ją do ścięcia włosów, co mu się zresztą nie udało), on sam z kolei był rozdrażniony jej dziecinnym zachowaniem obrażonej księżniczki. Konflikt pomiędzy wybitnym reżyserem Nowej Fali a aktorką, której nazwisko na afiszach zapewniało jeszcze wtedy tłumy w salach kinowych, zaowocował jednak sukcesem.

„Pogarda” nie jest typowym nowofalowym obrazem, ale mimo to bezsprzecznie wpisuje się w ten nurt. Nie zabrakło charakterystycznych dla filmów Godarda wypowiedzi spoza kadru, w których bohaterowie dzielą się z widzem swoimi wrażeniami, choć jest ich stosunkowo niewiele. Godard bawi się światłem już od pierwszej minuty, kiedy to czerwone, niebieskie i żółte barwy kreują nastrój sceny i dodają jej dynamizmu, jednak przez resztę filmu to słońce odgrywa najważniejszą rolę. Jego promienie i piękno włoskiego wybrzeża, na tle którego rozgrywa się dramat, paradoksalnie jeszcze bardziej podkreślają przygnębiający nastrój panujący wśród bohaterów, do którego bardziej pasowałyby ciemne chmury.

„Pogarda” to jeden z najlepszych filmów Godarda, stanowiący refleksję nad kinem i jego ówczesnym stanem, ale także nad człowiekiem i jego naturą. Warto go zobaczyć choćby dla samej Bardot, która odmieniona, bez swojej charakterystycznej fryzury, naprawdę przyciąga wzrok. Zachowuje się trochę jak dziecko, które choć obrażone, nie chce powiedzieć, o co mu chodzi, ale to tylko nadaje jej tajemniczości. I idealnie oddaje nastrój filmu, w którym nic nie jest wyrażone wprost.

Justyna Zielonka

Pogarda”

Reżyseria: Jean-Luc Godard

Premiera: 29 października 1963 (świat)

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.