Obywatel mściciel

Obywatel roku (plakat)Jednego z najpopularniejszych skandynawskich aktorów, Stellana Skarsgårda, mogliśmy w tym roku oglądać w Nimfomance Larsa von Triera. Jako Seligman w głośnym dyptyku był empatycznym i rozumiejącym terapeutą. W Obywatelu roku duński aktor przekonująco wcielił się w całkowicie odmienną rolę – został obsadzony jako nijaki everyman, w którym budzi się gniewny mściciel. Oglądanie niezwykle elastycznego aktorsko Skarsgårda stanowi dużą przyjemność, a to zaledwie jedna z wielu zalet Obywatela roku.

 

Reżyser filmu, Hans Petter Moland, obsadził Skarsgårda w roli Nilsa, skromnego mężczyzny w średnim wieku, który trudni się odśnieżaniem dróg. Za swoją systematyczną i rzetelną pracę otrzymuje tytuł obywatela roku. To wyróżnienie nie stanowi jednak dla bohatera powodu do dumy. Trochę niezręcznie robić, co się lubi, i jeszcze dostać za to nagrodę – mówi we właściwym sobie depresyjnym tonie. Nudny byt wzorowego mieszkańca zostaje przerwany przez tragiczną wiadomość o śmierci syna. Nils nie umie poradzić sobie z bólem i postanawia popełnić samobójstwo. Przechyla ostatni łyk wódki, wkłada lufę strzelby do ust i gdy już ma wystrzelić pocisk przecinający mózg, dowiaduje się, że jego syn został zamordowany w wyniku porachunków mafijnych, w które został przypadkowo wplątany. W praworządnym obywatelu budzi się gniewne życzenie śmierci. Pięści potężnie zbudowanego Nilsa co rusz przekonująco dowodzą istnienia praw fizyki. Prawy prosty bezlitośnie kwasi wysuszone kokainą nosy podłych rzezimieszków. Zabawa jest doprawdy przednia, gdyż reżyser podaje sceny zemsty na zimno, po skandynawsku, chyba w jedyny sposób, który może konkurować z gorącą południową vendettą.

Obywatel roku 5

Po każdym z kolejnych licznych zgonów (amerykański tytuł filmu to In Order of Disappearance) odmierzających rozwój fabuły, na ekranie pojawia się czarna plansza z imieniem, nazwiskiem i symbolem religii denata. Te swoiste nekrologi z początku mogą drażnić pretensją do wysokich tonów. Jednak absurdalnie szybko wzrastająca częstotliwość pojawiania się czarnych plansz nie pozostawia wątpliwości co do żartobliwego zamierzenia reżysera. Niestety filmowe klepsydry, jeżeli doszukiwać się korespondencji tego chwytu formalnego z przebiegiem akcji, stanowią pewną wadę obrazu. Otóż w trakcie rozwoju fabuły w zamieszanie związane z zemstą Nilsa zostaje wmieszana serbska mafia. Na planszach obwieszczających zgon pojawiają się więc już nie tylko protestanckie lub katolickie krzyże, gwiazda Dawida czy islamski półksiężyc, ale także ozdobny symbol wiary prawosławnej. Niechybnie nasuwa się wniosek rażący banalnością – niezależnie od kultury i religii wszyscy jesteśmy równi wobec śmierci, tyle że, nomen omen, w kolejności znikania.

Moland szczęśliwie nie skupia się na tym oczywistym podobieństwie międzykulturowym, ale zabawnie akcentuje różnice i zgrabnie żongluje stereotypami. Przerysowuje norweskich mafiozów, czyniąc z nich gangsterów-wegetarian ubranych w idealnie skrojone garnitury i pieczołowicie dbających o wystrój wnętrz. Ich hersztem jest mentalny krewny Bolca z Chłopaki nie płaczą, którego drastyczne rozchwianie emocjonalne wskazuje, że chętnie zająłby się bardziej subtelną robotą. Norwescy bad boys zostają skontrastowani z kolegami po fachu z Bałkanów. A ci, zgodnie ze stereotypami, nie grzeszą dobrym smakiem. Czarne koszule z fioletowymi krawatami i siedziba mafii wypełniona kryształowymi żyrandolami z pewnością mogłyby wypełnić niejeden fanpage wyśmiewający obciachowy dizajn. Obywatel roku gatunkowo został zakwalifikowany jako komedia kryminalna i funkcje związane z pierwszym członem tego określenia spełnia z pożądanym skutkiem.

Obywatel roku 4

Film Molanda jeszcze lepiej wypada na polu konwencji kryminalnej. Sekwencje krucjaty Nilsa prawdziwie porywają. W pewnym momencie reżyser wygasza jednak motyw samotniczej zemsty na rzecz zaangażowania w krwawe wydarzenia większej liczby bohaterów. W wyniku działań Nilsa dochodzi do horrendalnej pomyłki, która prowadzi do wojny gangów (ojca chrzestnego serbskiej mafii gra niezastąpiony Bruno Ganz). Sprawnie poprowadzona i niepozbawiona nut komediowych opartych na różnicach kulturowych narracja w tych fragmentach mocno angażuje. Dodatkowo zachwycają wspaniałe sceny, w których wyeksponowano majestatyczne piękno Północy. Czy widzieliście kiedyś potężną odśnieżarkę pędzącą przez wieczne śniegi Skandynawii albo obraz kokainy rozsypywanej na dziewiczo białym śniegu? Podczas oglądania Obywatela roku można odnieść wrażenie, że właśnie dla takich scen, odważnie łączących naturę z wytworami kultury, wymyślono kino.

Bartosz Marzec

Obywatel roku

reżyseria: Hans Petter Moland

premiera: 10 lutego 2014 (świat), 16 maja 2014 (Polska)

produkcja: Norwegia

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.