Kiedy dziecko było dzieckiem widziało anioły…

Niebo nad Berlinem Wima Wendersa to film prosty i piękny. Niewinny jak dziecko i pozbawiony złudzeń jak stary człowiek. Sentymentalny jak anielskie skrzydła z waty oddane akordeoniście i szorstki jak szary prochowiec porzucony po tamtej stronie betonowego muru.

Anioły istnieją naprawdę – są wieczne, nieśmiertelne, jednak zagubione tak samo jak ludzie. Cel ich istnienia jest mętny i iluzoryczny, mogą tylko obserwować, Bóg nad nimi – tak samo jak nad nami – uparcie milczy. Anioły Wendersa nie czują, choć bardzo by chciały, na ich twarzach najczęściej gości nostalgiczny, lecz pusty uśmiech. Gdy przypadkiem mijają się na ulicy, kiwną sobie delikatnie głowami na powitanie. Nic więcej. W małych notatnikach, które chowają w kieszeniach długich płaszczy zapisują raporty: Wschód słońca o 7:22, Maszynista zamiast nazwy stacji wykrzyknął »Tierra del Fuego«, Kobieta w czasie deszczu, złożyła parasol i stała, moknąc. Wszystkie fakty, nawet te najdrobniejsze, wydają się mieć znaczenie – anioły po omacku szukają sensu. Niektóre z nich pragną coś poczuć. Chciałyby zobaczyć kolory.

Anioł o łagodnej twarzy Brunona Ganza powie swojemu towarzyszowi: Chcę być zdolny powiedzieć teraz, teraz, teraz zamiast zawsze, zawsze, zawsze. Choć raz zgadywać zamiast zawsze wiedzieć. Powiedzieć Oh, Ah zamiast Tak i Amen. Zobaczy Ją w plajtującym cyrku na tle szarych bloków, będzie słyszał jej myśli. Marion – bo tak jej na imię – będzie myślała w języku miłości, czyli po francusku. On ze swoimi wielkimi rękoma, niezgrabnym nosem i twardym językiem musztry – po niemiecku. Zakocha się w niej.

Kamera Wendersa wlatuje do mieszkań i do głów berlińczyków, ponad murem, poza murem. Niemcy podzieliły się na tyle państw ile ludzi, każdy ma własnego strażnika i nie wpuszcza nikogo bez przepustki – stwierdza w myślach jeden z mijanych ludzi. Nieobecni, milczący mieszkańcy jadą metrem, rozmyślają o sprawach banalnych, rozważają ważne decyzje. Obok jednego z nich, pogrążonego w depresji siada anioł, obejmuje go. Mężczyzna szepcze muszę wziąć się w garść, wstaje do wyjścia. Ale czy anioły są w stanie kogoś uratować? Samobójca skoczy mimo stróża przy swoim boku.

Anioły chętnie przychodzą do chłodnej, modernistycznej biblioteki. Zaglądają przez ramię czytającym, wsłuchują się w śpiew ksiąg – harmonijne głosy setek ludzi utrwalonych w tysiącach woluminów. Ale to nie pośród pożółkłych stron trzeba szukać odpowiedzi – zrozumie to Anioł, który zakocha się w Marion, zrozumie to zbyt późno stary człowiek, profesor, który na próżno szuka Placu Poczdamskiego, błąkając się po jego ruinach i powtarzając jak mantrę Był tutaj!. Wspomina przeszłości są coraz mętniejsze: I nagle pojawiły się flagi i ludzie przestali być przyjaźni. Berlin próbuje zrozumieć podstarzały aktor Peter Falk, żyjący na okruchach swojej sławy Porucznika Columbo. Do Berlina przyleciał by zagrać w filmie o nazistach. Tutaj mieszają się czasy – za oknem samochodu nagle pojawiają się zgliszcza miasta, na planie poza kamerą aktorzy w nazistowskich mundurach palą papierosy razem z aktorami naznaczonymi gwiazdami Dawida.

Wenders nie od dziś znany jest ze swojej miłości do autotematyzmu kina i nostalgiczności X Muzy. Swój film zadedykował wszystkim byłym aniołom: Yasujiro, Francoisowi i Andrejowi. W Opowieściach dryfujących trzcin Yasyjiro Ozu plajtuje obwoźny teatr. Francois Truffaut w Ostatnim metrze opowiada o kobiecie o sercu anioła – Marion. Andriej Tarkowski według inskrypcji na jego grobie na cmentarzu St-Genevieve de Bois był człowiekiem, który zobaczył anioła. By widzieć anioły trzeba być jednym z nim lub dzieckiem. Bądź połączeniem jednego i drugiego – wrażliwym filmowcem. W filmie Anioła Wendersa jak refren powraca Oda do dzieciństwa Handkego:

Kiedy dziecko było dzieckiem, chodziło machając rękoma, chciało ab strumyk był rzeką rzeka żywiołem, a sadzawka morzem. Kiedy dziecko było dzieckiem, był to czas takich pytań: dlaczego jestem sobą, a nie tobą? Dlaczego jestem tu, a nie tam? (…)

Kiedy dziecko było dzieckiem Jagody spadały na jego dłoń po prostu jak jagody. I wciąż tak się dzieje. (…)

Kiedy dziecko było dzieckiem żyło na chlebie i jabłkach, to wystarczało. I wciąż tak jest.

Za nią chciałoby się dodać: Kiedy dziecko było dzieckiem, widziało anioły…

… i wciąż tak jest.

Krystian Buczek

Niebo nad Berlinem

reżyseria: Wim Wenders

premiera: 23 września 1987 (świat)

produkcja: Francja, RFN

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *