Bela Lugosi’s Dead

TCM w środku nocy to oaza cierpiących na bezsenność. Chociaż nie każdy puszczany tam klasyk jest powszechnie znany, niemal każdy doczeka sensu dla siebie, który pojawia się jakby na zamówienie. Zagadka nieśmiertelności była moim seansem na zamówienie, gdy po kilkudziesięciu minutach bezsensownego przerzucania kanałów na ekranie pojawił się Peter Murphy i już wiedziałam, jak spędzę wieczór.

Charakterystyczna, wyczekująca perkusja, gitarowe sprzężenia, futurystyczne glissanda i w końcu toporny, ciężki bas utworu Bela Lugosi’s Dead to tylko prolog do absolutnego arcydzieła wysokiego campu. Wokalista kultowej gotyckiej kapeli Bauhaus, wyczyniający swój taniec nietoperza w klatce, jest główną atrakcją mrocznej dyskoteki, pełnej niebezpiecznych dziwaków. Właśnie tam para wampirów szuka swoich kolejnych ofiar. Agresywny montaż funduje widzowi rollercoaster obrazów, cięte i zlepione ze sobą na zmianę zbliżenia czerwonych ust Katherine Deneuve, odpalanych papierosów, refleksów stroboskopu w czarnych lennonkach Davida Bowie i tajemniczej pary w bladym snopie dyskotekowej lampy.Wszystko to w oparach błękitnej mgły przybiera formę zmysłowego teledysku, a jest zaledwie rozgrzewką. Reżyserowi niezwykle się spieszy, miesza widzom w głowach, niepokoi muzyką, niemal każdym dźwiękiem, napastliwymi ujęciami. Wszystko kończy się po niespełna dziesięciu minutach, gdy akcja romantycznie zwalnia, a ci przed telewizorem z każdą chwilą mają więcej pytań.

 

Osią na swój sposób pokrętnej i zaskakującej fabuły jest postać Miriam Blaylock, która w osobliwym pragnieniu doznania wszystkiego, co tylko możliwe swoim kochankiem na wieczność uczyniła Johna Blaylocka (David Bowie). Tworzą niezwykle elegancką parę, w ciągu dnia otaczającą się dziełami sztuki w ciemnej rezydencji, spełniającą wszelkie osobiste zachcianki pod osłoną nocy. Kolejną z głównych postaci jest młoda pani naukowiec, Sarah Roberts (Susan Sarandon), która podobnie jak Miriam poświęciła swoje życie pogoni za nieśmiertelnością.

Film pod względem zdjęć i muzyki jest niemal koronkową robotą. Można wyróżniać tu poszczególne sceny, próżno szukając najlepszej. Obraz jest niezwykle plastyczny i sugestywny, z początku uderza wysmakowanym erotyzmem, by potem wyhamować z gatunku horroru w stronę kina dramatycznego, którego motyw przewodni doskonale wpasowuje się w klasyczny klimat grozy. Późniejsze, delikatne ujęcia w blado oświetlonych przestrzeniach oglądają się świetnie w towarzystwie muzyki klasycznej i rewelacyjnych kostiumów. Dzięki tym kilku zabiegom, uwydatniającym sprawną reżyserię, film jest nie tylko doskonale zrealizowanym horrorem, alestaje się obrazem, który dokładnie wypunktowuje ważne pytania, wzbudza silne emocje i nie pozostawia po sobie bezsensownej pustki.

 

Mimo degradacji do szmiry, o którą postarała się w swoim czasie większość krytyków, The Hunger to gratka nie tylko dla fanów Bowiego. Trudno mówić tu o tanim efekciarstwie, gdy dzieło Scotta spokojnie można zakwalifikować do kina artystycznego. Nie wydmuszki, a czegoś, co od pierwszych minut wciąga duszną atmosferą, by w końcu zaskoczyć i pozostawić po sobie ślad. Sporo tu ukrytych asów, dzięki którym zawsze chce się wracać nocą do TCM na kolejny seans.

Natalia Jankowska

„Zagadka nieśmiertelności”

reżyseria: Tony Scott

premiera: 29 kwietnia 1983

produkcja: Wielka Brytania

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.