Miłość w świecie dziwaków

Pozorowanie samobójstw, karykaturalna wizja świata dorosłych, potrzeba dziecięcej beztroski, absurdalna miłość? Wcale nie da się tak krótko opisać historii dwójki dziwaków, którzy paradoksalnie są najnormalniejsi na świecie. Ją trzeba przeżyć razem z nimi.

Włączając Harold i Maude nasunęło mi się skojarzenie z Restless Van Santa, które również pokazuje dwoje wykluczonych ludzi, z czego jedna osoba fascynuje się śmiercią. Szybko zaczyna ich łączyć szczególna więź, która zaowocuje nieoczekiwanym uczuciem. Możliwe, że Van Sant oglądał kiedyś film Hala Ashby’iego i tak mu się on spodobał, że postanowił zrobić własną, uwspółcześnioną jego wersję, zmieniając kilka szczegółów. Odsuwając to jednak na bok, warto wskazać różnice, jakie łączą te dwie opowieści. Po pierwsze, bohaterką nie jest młoda dziewczyna chora śmiertelnie, tylko dobiegająca osiemdziesiątki zażywna babka z tajemniczym, więziennym tatuażem na ręce. Po drugie, chłopiec nie tylko chodzi na pogrzeby, ale też finguje ciągle własne samobójstwa, doprowadzając tym matkę do szału. No i w tle leci nieśmiertelna muzyka Cata Stevensa.

W dobie, kiedy co komedia romantyczna (ta typowa oczywiście), to gorsza, zbawiennym okazuje się wycieczka do lat 70. Historie o ludziach niemieszczących się w tradycyjnych ramach społecznych przyciągają jakby miały okazać się zbawieniem dla sięgającego po nie. Czy naprawdę świat stał się już tak mechanicznie uporządkowany, zautomatyzowany i sztuczny, że nie opowieści o gejach, tak powszednie dziś, lecz ludziach całkowicie normalnych w swym szaleństwie fascynują? Przecież niemal niemożliwym jest znalezienie na ulicy kogoś takiego jak Harold czy Maude, rzucenie się w wir przygody jak beatnicy albo manifestowanie niezależności postrzegania i odbierania świata jak w przypadku współczesnego kina autorskiego. A mnie marzy się ktoś taki jak Harold w prawdziwym życiu. Patrząc na jego okropnie znudzoną twarz, której nie wzruszają nawet ataki furii matki, chce się powiedzieć: rany, wyglądam tak na co dzień. Ty również. I wy także. Tylko że nikomu dziś nie przyjdzie do głowy pomysł pozorowanie własnej śmierci. Harold jednak wydaje się tak rozczarowany swoim życiem, że szuka rozrywki w fałszywym niebycie. Niewzruszony oburzeniem rodzicielki próbuje znaleźć sobie miejsce w codzienności, która go przerasta. Brzmi to jak charakterystyka kolejnego teenage filmu, ale opowieść Hala Ashby’iego bynajmniej nie należy do tej szufladki. Oczywiście szybko pojawi się wątek szukania dla chłopaka kandydatki na żonę, to jednak podkreśli tylko jego osamotnienie i potrzebę znalezienia bliźniaczej duszy.

Taką duszą okazuje się Maude, starsza pani kradnąca przypadkowe samochody (tu już pachnie Beat Generation i przejażdżkami w nieskończoność) i tłumacząca to tym, że musi spróbować przejażdżki każdym modelem. Fantastycznie wypada scena, kiedy siedząc w karawanie Harolda kobieta pyta go, czy kiedyś prowadził takie auto, po czym prawda wychodzi na jaw. Chwilę wcześniej tłumaczy przerażonemu księdzu, czemu pomalowała figury świętych – Proszę się nie zniechęcać. Estetycznym doznaniom trzeba dać trochę czasu. Te i wiele innych przykładów, jak choćby przesadzanie drzewka rosnącego w chodniku do prawdziwego lasu, składają się na portret osoby żyjącej na przekór wszystkiemu. Jej postawa wydająca się normalnym ludziom absurdem w rzeczywistości budzi ciepły uśmiech u widza, skutkując pragnieniem takich samych szalonych wyczynów. Tu nie obowiązuje zasada Nie wolno tego robić, trudno zresztą stwierdzić, czy obowiązuje jakakolwiek. Maude staje naprzeciwko społecznym ramom, konwenansom i ciasnemu myśleniu, w zamian po prostu ciesząc się życiem. Jej niezobowiązujące podejście do codzienności tchnie nieskrępowaną radością, której trudno jej nie zazdrościć. Nic więc dziwnego, że Harold ulega czarowi, choć przecież ta kobieta zaraz skończy osiemdziesiąt lat!

Reżyser dwójkę protagonistów buduje w opozycji do reszty sztampowych postaci, dzięki czemu uzyskuje efekt naturalności sprzeciwiającej się sztucznym kliszom. Przerysowanie niektórych charakterów i zachowań (np. nowobogacka matka reagująca wyuczonym oburzeniem na wybryki syna czy wujek-generał sztywnym kroku, ślepo oddany mundurowi) piętnuje społeczne role. Nawet trzy kandydatki na żonę Harolda wpisują się w łatwo dające się przewidzieć funkcje, gdzie albo są chłopakiem na siłę przerażone, albo zachwycone. To niemal teatralne przejaskrawienie drugoplanowych bohaterów składa się na absurdalny, miejscami czarny humor filmu, stanowiąc o jego unikalności. I choć zakończenie historii niespecjalnie zaskakuje, raczej wzruszając, całość składa się na nietuzinkową opowieść o odwadze, by być sobą.

Monika Pomijan

Harold i Maude

reżyseria: Hal Ashby

premiera: 20 grudnia 1971 (świat)

produkcja: USA

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.