Wolelibyśmy nigdy nie napisać ‚Black Paris 86′. Wywiad z Arms and Sleepers.

Przed koncertem w warszawskich Chmurach udało nam się spotkać z połową duetu Arms and Sleepers – Mirzą Ramicem. Rozmawialiśmy przede wszystkim o muzyce: jej znaczeniu, procesie tworzenia, inspiracjach, emocjach i całym muzycznym doświadczeniu, które Arms and Sleepers zebrali przez osiem lat swojego istnienia.

 

Arms and Sleepers to tajemnicza nazwa, czy możesz ją jakoś rozwinąć?

Znaczenie tej nazwy może być dla każdego inne, więc nie jest takie samo dla mnie i dla mojego partnera Maxa, z którym tworzę, a którego dziś tutaj nie ma. Jej pochodzenie jest raczej nudne. To, co znaczy dla mnie (chociaż niekoniecznie dla mojego muzycznego partnera), to odbicie tego, co widziałem w moim życiu. Jest odbiciem świata, w którym niektórzy ludzie kontrolują ogromne ilości broni, a inni ignorują to, co ci ludzie robią. Sleepers to ci, którzy nie zwracają uwagi na to co się dzieje, a tych niewielu, którzy mają broń, to arms. Nie jesteśmy zespołem zaangażowanym politycznie, ale wydaje mi się, że ma to trochę polityczne znaczenie. Oczywiście nie musi, po prostu ja to tak interpretuję. Urodziłem się w Bośni, dorastałem, gdy wojna się zaczynała, więc miała ona wpływ na moje dzieciństwo i właśnie to dla mnie oznacza nasza nazwa.

Wspomniałeś co prawda, że nie jesteście politycznie zaangażowani, ale czy nazwa ma jakiś wpływ na waszą twórczość?

Nie sądzę, że ma to jakikolwiek wpływ, ponieważ nie śpiewamy. Żaden z nas nie jest człowiekiem słów. Jeżeli nasze utwory mają tekst, jest on pisany przez innych. My jesteśmy od muzyki. Dla nas treść nic nie zmienia, nie ma aż takiego związku z muzyką. Nazwa zespołu ma dla mnie osobiste znaczenie, a muzyka to reprezentacja nas obojga. Max nie dorastał tam, gdzie ja, jesteśmy różnymi ludźmi. Łączy nas muzyka, ale nie nazwa.

A czy muzyka może tworzyć znaczenie?

Myślę, że to bardzo osobista kwestia. Czasami bardzo żywiołowa i radosna muzyka czyni mnie smutnym, a słuchając smutnej muzyki jestem wesoły. Jestem pewien, że dla innych może być zupełnie inaczej, więc trudno powiedzieć, w jaki sposób muzyka tworzy znaczenie. Mówiąc szczerze, uważam, że najważniejszą rzeczą dla osoby, która tworzy muzykę, jest wyrażenie własnych uczuć i emocji i to tak szczerze, jak to możliwe. Czasami zdarza się, że współgra to z emocjami kogoś innego. Ale to, w jaki sposób muzyka przemawia do ludzi, to naprawdę indywidualna kwestia.

Podczas występów na żywo korzystacie z video artu. Czy uważasz, że wizualizacje dopełniają muzykę?

Myślę, że tak. Wizualizacje podczas występów na żywo na początku miały sprawiać, żeby coś ciekawego działo się na scenie, bo nie wydaje się nam, że jesteśmy specjalnie interesujący. To był sposób na to, by publiczność, która płaci i przychodzi do klubu, mogła w pełni przeżywać koncert. Obecnie muzyka coraz bardziej łączy się z obrazem, ponieważ filmy bardzo nas inspirują. Nawet jeżeli nie jest to pełna reprezentacja, to przynajmniej dodatek do muzyki. I ten wizualny dodatek jest bardzo ważny. Wydaje mi się, że gdy tworzymy teledysk lub nasza muzyka jest użyta w filmach, to jest to dla nas coś wyjątkowego. Traktujemy to poważnie. Na żywo wizualizacje mają znaczenie dla publiczności, są dodatkiem do muzyki, pozwalają ludziom w pełni poczuć atmosferę koncertu. Szczególnie teraz, gdy występuję sam, to dobrze, że jest coś, na co publiczność może popatrzeć.

Gdybyście mieli stworzyć muzykę do jakiejś sceny w filmie, jaka byłaby to scena?

Duży wpływ mają na nas poszczególni reżyserzy. Bardzo lubimy Pedro Almodovara. Jego filmy oglądamy wielokrotnie. Potrafię sobie wyobrazić naszą muzykę w scenie, która opowiada o kobiecie i walce kobiet w społeczeństwie. Szczególnie w filmie Almodovara i w hiszpańskim społeczeństwie. Chodzi o coś kolorowego i głębokiego, ale również beztroskiego. Taka właśnie jest nasza muzyka i ta scena mogłaby to odzwieciedlać. Oglądamy też wiele niezależnych filmów ze Stanów. Coś w stylu Walki żywiołów Noama Baumbacha. Mamy sporo utworów, które nie zostały opublikowane, a pasowałyby do tego typu filmów. Wyobrażam sobie również scenę z tych nostalgicznych filmów o dorastaniu z lat 80. Właśnie coś takiego mieliśmy w głowie, gdy tworzyliśmy nasz najnowszy album.

A gdybyście mogli wyreżyserować konkretną scenę lub gdyby ktoś zrobił to dla was?

Nasz ostatni teledysk do Swim Team to najlepsze, co mogło nam się przytrafić, bo naprawdę nas poruszył, chociaż nasze dzieciństwo nie wyglądało jak to przedstawione w klipie. Mimo to jest w nim coś nostalgicznego i bardzo ludzkiego. Teledysk stworzył nasz bardzo dobry przyjaciel z Kanady. Daliśmy mu wolną rękę i mógł zrobić cokolwiek przyszło mu do głowy. Udało mu się idealnie uchwycić to, co chcieliśmy zrobić z tą piosenką. Ten teledysk to przykład doskonałej wizualizacji naszej muzyki. Nie wiem, czy to odpowiedź na Twoje pytanie, bo teledysk już istnieje.

Wspomniałeś o nostalgii. Dlaczego jest dla Ciebie tak ważna?

Sądzę, że niektórzy ludzie kojarzą nostalgię negatywnie, jako coś, co utraciłeś w przeszłości i wydaje Ci się, że wtedy wszystko było lepsze niż teraz. To oczywiście nie jest prawdą. Zawsze pamiętamy przeszłość lepszą niż była naprawdę. Ale nostalgia to coś więcej. Chodzi również o pamiętanie i docenienie dobrych chwil w twoim życiu. Teraz, gdy jesteś dorosły, możesz je uważniej zanalizować i zrozumieć świat trochę lepiej, ponieważ masz doświadczenie, podróżowałeś i poznałeś ludzi. Dla mnie ma to szczególne znaczenie, ponieważ dorastałem w zupełnie innym miejscu niż to, w którym teraz żyję. Dzieciństwo spędziłem w Bośni, gdzie wybuchła wojna. A potem przeprowadziłem się do Stanów i żyję tu zupełnie inaczej. To odrębna część mojego życia, oddzielona od dzieciństwa. Dlatego nostalgia jest sposobem na pamiętanie o dobrych momentach i docenienie ich za to, jakie były. Daje mi też nadzieję, że jeszcze wiele dobrych rzeczy przede mną. Nostalgia to bardzo skomplikowane słowo, ale dla mnie ma pozytywne znaczenie, oczywiście jeżeli się nie przesadza. Ponieważ jeżeli się w niej zatracisz, zapatrzysz w przeszłość, to zapomnisz o teraźniejszości. Nostalgia to taka mieszanka rzeczy z przeszłości, z których możesz wyciągnąć jakąś lekcję, i tych, które jeszcze są przed tobą. Czy to, co mówię, ma sens?

Arms and Sleepers istnieje już jakiś czas. W jaki sposób podtrzymujecie inspirację i kreatywność?

Inspiracja jest dla każdego czymś innym. To, co inspiruje, może też czasami przygnębiać. Świat jest bardzo inspirujący, dzieje się wiele dobrych rzeczy i prawdopodobnie nawet więcej złych, ale powinniśmy pamiętać te dobre. Ludzie, których spotykamy i miejsca, które odwiedzamy, te rzeczy, które nas zaskakują lub zmieniają sposób, w jaki patrzymy na świat, wszystko to przynosi inspirację. Również to, co tworzą inni ludzie, ich pasje – nieważne, czy chodzi o sztukę, czy o naukę. Codzienne zmagania z życiem, wzloty i upadki mogą być inspirujące. Wena przychodzi, gdy po prostu robimy swoje, a muzyka to nasz sposób, by przedstawić życie i zastanowić się nad nim.

Skoro już o tym wspomniałeś – czy wyznaczasz linię między pasją a profesjonalizmem?

Tak, chociaż podczas trasy koncertowej to trudne. Bardzo dużo dotyczy wtedy biznesu: trzeba wynająć samochód, zdobyć sprzęt, dostać się na miejsce. Dziś jechaliśmy przez 5 godzin. Jesteśmy zmęczeni, a trzeba przecież rozłożyć nasze stoisko z płytami. Wszystko jest bardzo techniczne i nie ma w tym żadnej kreatywności. Ale w Bostonie mamy studio domowe i wtedy chodzi wyłącznie o muzykę. Wyłączamy się z wszystkiego innego, skupiamy jedynie na myśleniu o tym, co wydarzyło się w naszym życiu i bawimy się przy tym graniem na instrumentach, poddając się przypadkowi. Poza tą przestrzenią jest cały wielki świat, taki jak biznesowa strona koncertów, o której wspomniałem. I te dwa światy mogą czasami się wymieszać, chociaż próbujemy je rozdzielać. Gdy pracujemy nad muzyką, to zajmujemy się wyłącznie tym. Za to podczas trasy trudno być kreatywnym. Jesteśmy zajęci, tyle się dzieje. Wiem, że Max czasami pracuje nad muzyką podczas trasy, jednak sądzę, że nasze najlepsze utwory pochodzą z tej przestrzeni, w której jesteśmy razem oddaleni od świata zewnętrznego.

Jakie zmiany zaszły w biznesie, przemyśle muzycznym, publiczności, w tym całym świecie poza studio nagraniowym przez okres waszej kariery?

Chyba wiele się zmieniło. Na pewno dojrzeliśmy jako ludzie, zrozumieliśmy, jak trudno jest tworzyć muzykę i jak ciężko być muzykiem. Jest to coś niedocenianego. Naszą rolą nie jest mówienie innym, co powinni myśleć, to oni muszą zdecydować. Nasze nastawienie do muzyki stało się odrobinę bardziej pesymistyczne. Muzyka wydaje się czymś, co nie ma wartości, ludzie uważają, że należy im się ona za darmo. Sądzą, że powinna być ogólnodostępna i zapominają o całej pracy, która kryje się za procesem twórczym. Szczególnie w Stanach sztukę wartościuje się bardzo nisko. Szanuje się ludzi, którzy mają dyplom matematyka albo inżyniera. Gdy ktoś pracuje ciężko, by udoskonalić swoją sztukę, to też powinien być doceniany. I dlatego myślimy o tym pesymistycznie. Staramy się, żeby nie miało to wpływu na to, co robimy – tworzenie muzyki nadal daje nam dużo radości. I chociaż trudno zarabiać na muzyce, to właśnie fakt, że świetnie się przy tym bawimy, pozwala nam utrzymać inspirację. Wydaje mi się, że zmieniły się też oczekiwania. Im więcej koncertujemy, tym więcej osób nas słucha i tym bardziej wzrasta nasza odpowiedzialność za koncert. Musimy się upewnić, że wszystko się uda, że będzie profesjonalnie. Nie mamy menagera, który zrobi to za nas. Większość rzeczy musimy robić sami, więc jest z tym dużo pracy. Lubimy to, bo to coś naszego, więc możemy to zrobić tak, jak chcemy. Jesteśmy bardzo niezależni. Czasami jesteś naprawdę zadowolony z występu i cieszy cię, co mówią inni o twojej muzyce. Ale zdarza się, że ludzie mówią, że twój album jest słaby, a twój występ nudny. I wtedy chcesz zrezygnować i nie robić tego więcej. Gramy razem już 8 lat i na szczęście nauczyliśmy się, jak sobie z tym radzić.

Czy jest coś, czego żałujecie? Na przykład piosenka, która nigdy nie powinna powstać albo koncert, o którym chcecie zapomnieć?

Cóż… wydaje mi się, że wolelibyśmy nigdy nie napisać Black Paris 86′

Naprawdę?

Tak. Ostatnio na koncercie w Krakowie ktoś poprosił, żebym zagrał piosenkę z tego albumu na bis. Odpowiedziałem, że nie przepadam za tą płytą. Jesteśmy bardzo samokrytyczni. Zresztą jesteśmy też krytyczni wobec innych. Oczywiście jest to konstruktywna krytyka. Uważam, że takie nastawienie może być przydatne. Niektórzy sądzą, że to ciągły pesymizm, a tak przecież nie jest. Jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego najnowszego albumu. Ciężko pracowaliśmy, by go udoskonalić. Włożyliśmy w to wszystko wiele wysiłku i cieszy nas rezultat. Ale niektóre ze starszych albumów nie cieszą nas tak bardzo. Paris 86′ jest jednym z nich. Nie powiedziałbym, że żałuję, że powstał, ale z pewnością jest to coś, co drastycznie bym zmienił.

Czy to właśnie bycie krytycznym sprawiło, że mieliście ostatnio tak długą przerwę?

Tak, to jeden z powodów. Drugi jest taki, że oboje studiowaliśmy zdobywając stopień magistra. Byliśmy bardzo zajęci, więc postęp był bardzo powolny. Kolejny powód jest taki, że chcieliśmy zmienić naszą twórczość. Została ona wrzucona do szufladki z post-rockiem. Tak naprawdę jest to gatunek, w którym wcale nie czujemy się dobrzy i który nie inspiruje nas tak bardzo. Nie słuchamy post-rocka. Gdy zaczęto tak określać nasz zespół, nie wydawało nam się to odpowiednie i sprawiło, że zaczęliśmy zastanawiać się nad kierunkiem, w którym podąża nasza muzyka, bo nie chcieliśmy, żeby stała się czymś, czego nie lubimy. Wraz z nowym albumem odkryliśmy brzmienie, które daje nam dużo radości i które nas inspiruje. Dlatego czujemy się dużo lepiej z tym, co robimy obecnie niż z tym, co robiliśmy w przeszłości. Proces odkrycia siebie zajął nam dużo czasu.

Skoro jesteśmy przy brzmieniu nowego albumu: czy jest coś takiego, co czyni Arms and Sleeper wyjątkowym i unikatowym zespołem?

Stworzenie unikatowej muzyki jest bardzo trudne. A ponieważ, jak już mówiłem, jesteśmy bardzo krytyczni, to wydaje nam się, że nie jesteśmy zbyt oryginalni. Inni porównują nas do wielu różnych artystów i nie ma w tym nic złego. Sporo osób inspiruje się lub poczuwa do kopiowania czegoś od innych. Od ośmiu lat wciąż próbujemy odnaleźć nasze brzmienie. Trudno jest być oryginalnym i mamy tego świadomość.

Gdy oceniacie swoją muzykę, czy jest jedno kryterium, które jest dla was najważniejsze?

Nie sądzę. Dla nas muzyka jest wielowarstwowa. Nie tylko jeden element musi brzmieć dobrze, wszystko musi! Nigdy nie zdecydowalibyśmy się na coś, co po prostu nie brzmi właściwie, bo perkusja jest zła albo syntezatory brzmią dziwnie itd. Jeżeli jest chociaż mała rzecz, która nas uwiera, musimy ją zmienić. To jest aspekt techniczny. Jeżeli chodzi o aspekt emocjonalny, to obaj lubimy zarówno wesołą, jak i depresyjną muzykę. Nie patrzymy na nią myśląc: to jest za wolne, a to ma zbyt mocny bit. To nie ma znaczenia, chodzi po prostu o to, by robić rzeczy dobrze. Ale oczywiście muzyka jest bardzo subiektywna, więc dobrze oznacza dobrze dla nas. Jeżeli jest jakaś piosenka, która brzmi chwytliwie, mówię Hej Max, chyba ją skończyliśmy., a on odpowiada No tak, ale może powinniśmy bardziej się postarać, może zrobimy ją w innym rytmie albo dodamy kolejną część?. Wydaje mi się, że wszystko polega na stawianiu sobie wyzwań i to jest dla nas bardzo ważne. Zawsze staramy się mobilizować się nawzajem. Zatrzymujemy się przy pierwszej dobrej rzeczy, lecz później próbujemy doprowadzić ją do perfekcji, chociaż oczywiście nigdy nie jest to do końca możliwe.

Czy już krytycznie oceniacie swój najnowszy album?

Tak, oczywiście!

Za co byście go skrytykowali, a co w nim doceniacie?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z niektórych piosenek na tej płycie. Takim kawałkiem jest Swim Team. Napisaliśmy go od zera tuż przed zmasterowaniem albumu. Powstał szybko i naturalnie i obaj uważamy go za bardzo dobry numer. Są też inne piosenki, które wydają się nam trochę nieskończone. Wciąż próbujemy stworzyć bardzo spójny album. Ponieważ szybko nudzi nam się muzyka, którą tworzymy, nasze albumy są rozrzucone po różnych muzycznych gatunkach. Np. Black Paris to elektronika, post-rock i trip-hop – wszystko naraz. Jednym z naszych celów jest stworzenie płyty, w której wszystko współgra. Nasz najnowszy album jest najlepszy według tego kryterium.

To znaczy, że macie już jakieś plany co do przyszłego albumu?

Tak. Właściwie mamy już prawie wystarczającą ilość piosenek, więc pewnie w którymś momencie powstanie z tego nowa płyta.

Czy będzie to winyl w jakimś fajnym kolorze?

Jasne, zawsze staramy się kolorować nasze winyle (śmiech).

rozmawiał Teodor Klincewicz

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *