Tauron Nowa Muzyka 2015 – Fantastyczna 5

Tauron Nowa Muzyka rozpocznie się w Katowicach juz w przyszły czwartek. Impreza ponownie zagości na terenie niedawno oddanego do użytku, pięknego Muzeum Śląskiego i znów wykroczy poza tradycyjnie pojmowaną formułę muzycznego festiwalu. Szereg dodatków – warsztaty, spotkania, konferencje – oraz sam teren Muzeum świadczą o bogactwie atrakcji, na jakie możecie liczyć w dniach 20-23 sierpnia. Oto lista pięciu fantastycznych punktów w programie TNM2015, na które szczególnie chciałem zwrócić waszą uwagę. Enjoy!

 

Kate Tempest – występ Kate to jeden z najciekawszych punktów tegorocznego TNM. Dziewczyna najbardziej znana jest jako poetka i spoken word artist – jej wiersze i wypowiedzi pełne są świeżości, lekkości, a jednocześnie charakteryzują się niezwykle przejmującą formą wyrazu. Zakochana w Szekspirze, Joysie czy Williamie Blake’u równie silnie inspiruje się Wu Tang Clanem. Bo Kate to także świetna MC, której teksty i flow nie tylko dorównują najlepszym koleżankom po fachu, ale też wyróżniają Tempest spośród silnej konkurencji brytyjskich raperek. Z taką samą łatwością i finezją przychodzi jej napisanie wiersza będącego uwspółcześnioną wersją historii o zachłyśniętym wolnością Ikarze spadającym z nieba, jak i nawinięcie pod glitchowy bit storytellingu o mieszkańcach brytyjskich osiedli, ich życiu i mrocznych sekretach. Kate występowała już u boku takich gwiazd jak choćby Scroobius Pip, a także pokazała swoje skille m.in. na scenie festiwalu Glastonbury. Skoro w Polsce Eldoka jest nazywany Mickiewiczem rapu, to Kate Tempest można śmiało nazwać Virginią Woolf.

 

Brendan Angelides, czyli Eskmo, występował już kiedyś podczas TNM, dokładnie w 2012 roku. Pamiętam jak dziś, kiedy to z lekkim jedynie zaciekawieniem zmierzałem na set producenta, który nie porywał mnie swoimi wydawnictwami bardziej niż choćby Yoshi Horikawa czy stary dobry Amon Tobin. Muzyka Eskmo kusiła jednak różnorodnością nastrojów, specyficzną konstrukcją chropowatych bitów i sypkich dźwiękowych pejzaży zawartych na longplejach i epkach. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że set ten, a w zasadzie dźwiękowo-wizualne SHOW (przez duże SZY) powali mnie, a moją szczękę opadnie do samej ziemi. Wy jesteście już o te informacje bogatsi. Jeśli więc w muzyce szukacie czegoś znacznie więcej niż ludzika nie wiadomo po co i dlaczego przekręcającego różne gałeczki na mikrokonsoletce i miksującego (o zgrozo!) z kompaktów, a raczej człowieka-orkiestry i doskonałego dyrygenta elektroniki w jednym, za nic nie ominiecie tego show. Błagam jednak — zafascynowani tym, jak Brendan swoimi przeszkadzajkami żongluje i miksuje wydostające się z nich dźwięki, nie wyciągajcie smartfonów i nie kręćcie filmików – na TNM 2012 zepsuło to mnie i moim znajomym niemal połowę koncertu. Tak więc smartfon bezramkowy w kieszeni a bioderka w ruchu!

 

Tribute to Maceo Wyro – Wojtek Mazolewski Quintet, Natalia Przybysz i Marcin Wasilewski. Taki skład automatycznie wywołuje ciarki na plecach, rękach, cóż – wszędzie tam, gdzie można mieć ciarki. Ci niezwykle utalentowani muzycy spotkali się jednak z powodu czegoś więcej niż tylko (sic!) chęci wspólnego zrealizowania muzycznych pomysłów. Okoliczności są wyjątkowe o tyle, że zagrają oni pod szyldem Tribute to Maceo Wyro. Maceo (czyli Maciej Wyrobek) to zmarły nagle przed rokiem, szalenie utalentowany i twórczy DJ/producent współpracujący choćby z Envee (Niewinni Czarodzieje), grupą Tomasza Stańko (stąd w projekcie Marcin Wasilewski), Pink Freud (stąd Mazolewski), Noviką i Marysią Sadowską. Wyro czuł się równie komfortowo tworząc różnorodną muzykę (nu jazz, breakbeat, funk, neo soul czy hip-hop) i zajmując się dziennikarstwem muzycznym (Radio Roxy, Radiostacja, czasopisma Machina, Aktivist, Fludi, czy Lajf). Zaangażowany był także w promowanie muzyki, co czyni go postacią wartą bliższego przyjrzenia się. W projekcie Tribute to Maceo Wyro najważniejsza jest jednak muzyka, co tu oznaczać będzie naprawdę bujną różnorodność – nie tylko z powodu tego, kto ów projekt tworzy, ale także tego, na czyim dorobku jest oparty.

 

Vessels – 65daysofstatic, Three Trapped Tigers, WhoMadeWho, Battles – jeśli takie nazwy cokolwiek wam mówią, a ja napiszę, że Vessels grają w tej samej lidze, to możecie mniej więcej spodziewać się, jak intrygujące połączenia elektroniki i rocka proponuje brytyjski kwintet. Dwie pierwsze płyty kapela nagrała pod czujnym okiem producenta Johna Congletona (wspierał on w studio m.in. Explosions In The Sky, This Will Destroy You i Modest Mouse), dzięki czemu pokreśliła postrockową głębię i gitarową melancholię tkwiącą w tej muzyce. Ostatnim krążkiem Dilate grupa zdecydowanie konkretniej zwróciła się ku elektronice i syntetycznym brzmieniom, co na pewno przysporzyło im więcej fanów. Transowy minimalizm podbity perkusyjnym bitem, rozmyty sporą ilością niekonwencjonalnie użytych gitarowych efektów na długo nie pozwala oderwać się od dźwięków, które proponują Vessels. Jeśli jednak panowie ukażą swoje bardziej rockowe oblicze, to proszę nieście mnie na rekach, gdy na ich koncercie znajdę się w okolicach waszych głów. Nie ważę dużo 🙂

 

Jeff Mills i Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia /Christophe Mangou – TNM nie raz już prezentował fuzje muzyki orkiestrowej i elektronicznej. Wystaczy wspomnieć choćby doskonałe i doskonale przyjęte występy grupy Brandt Brauer Frick Ensemble, która za pomocą instrumentów strunowych, dętych i smyczkowych przearanżowuje niemieckie techno z wytwórni Kompakt. Kolaboracja Mills-Mangou-NOSPR podąża w podobnym kierunku, tu jednak mamy do czynienia z detroit-techno, a grupa instrumentalistów zastąpiona została całkiem sporą orkiestrą. Spotkanie artystów jest wynikiem ich szerokich muzycznych zainteresowań. Jeff Mills od dawna interesuje się muzyką klasyczną, dyrygent Christophe Mangou chętnie bierze udział w projektach z pogranicza jazzu, rocka czy muzyki improwizowanej. W wyniku zderzeń fascynacji obu twórców powstał projekt, który do kościołów i filharmonii zaprasza ludzi zainteresowanych zupełnie innymi gatunkami muzyki, ale też klasykę prezentuje wyjątkowo nowocześnie. Na tym jednak polega jego wyjątkowość – do zachwycających partii smyczków, trąb i całej gamy innych wspaniałości, jakie oferuje orkiestra symfoniczna, Mills niezwykle precyzyjnie dodaje prostą, ale żywiołową nutę techno z Detroit. Tak powstał jeden z najciekawszych melanży muzycznych, który zamknie tegoroczną edycję festiwalu TNM.

 

Tomasz Spiegolski

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.