To, że narkotyki zawsze towarzyszyły procesowi twórczemu, nie jest żadną tajemnicą. Czy była to muzyka, malarstwo, czy literatura – nieważne. Artyści od wieków wspomagali się używkami, by osiągać „stany wyższej świadomości”, a owe stany zawsze stanowiły źródło inspiracji. Największe piętno na muzyce, obok heroiny i kokainy, odbiło LSD. Wynaleziony w 1938 roku przez szwajcarskiego chemika Alberta Hofmanna kwas odegrał dużą rolę w szeroko pojętej muzyce popularnej. Począwszy od psychodelicznego rocka w połowie lat 60, a skończywszy na elektronicznych transach Boards of Canada. Odpłyńcie choć na chwilę przy 5 zakwaszanych kawałkach z 5 dekad.

 

1. The Beatles – „Tommorow Never Knows” (1966)

W 1965 roku londyński dentysta, John Riley, podczas obiadu, na który zaprosił swoich dwóch przyjaciół i pacjentów, po kryjomu dodał swoim gościom do kawy małą niespodziankę. Gośćmi byli George Harrison i John Lennon, a niespodzianką działka LSD. Wpływ tego wydarzenia na ewolucję Beatelsów jest nieoceniony. Kolejne albumy zdawały się coraz bardziej odrywać od rzeczywistości, tekstowo jednak artyści unikali bezpośrednich nawiązań do narkotyków. Aż do „Tommorow Never Knows”, utworu zamykającego „Revolver”. Pierwsza linijka tekstu została zaczerpnięta z książki „The Psychedelic Experience”, swego rodzaju instruktażu tripowego, opartego na Tybetańskiej Księdze Umarłych. Opis zabiegów studyjnych zastosowanych w utworze zająłby pewnie kilka kartek, więc Wam go oszczędzę, lecz efekt jest piorunujący. Absolutnie doskonała, statycznie hipnotyzująca perkusja i atakujące zewsząd hałasy, sitar, wrzaski ptaków (?) i cokolwiek jeszcze tam znajdziecie. Polecam puścić rodzicom, 90 % nie uwierzy, że to ci sami panowie od „Yesterday” czy „She Loves You”

 

2. Igra Staklenih Perli – „Gusterov Trg” (1979)

Pod koniec lat 70. na Zachodzie powoli przygasała scena progrockowa, punkowa rewolucja dawała o sobie znać i wielu nie przetrwało próby czasu. Nasza strona żelaznej kurtyny funkcjonowała zupełnie inaczej, spóźnialiśmy się niemal ze wszystkim, z muzyką włącznie. Nie znaczy to jednak, że byliśmy gorsi. Mieliśmy po prostu trudniej. W muzyce serbskiej grupy Igra Staklenih Perli słychać to doskonale. Panowie, jakby wbrew panującym na Zachodzie trendom, czerpią z dokonań progrockowców i krautrockowców, jednak ich brzmienie pozostaje bardzo oryginalne. Oczywiste ograniczenia techniczne spowodowały, że jakość nie jest najlepsza, jednak jest to element układanki o nazwie „acid trip po serbsku”. Serbowie korzystają z tego co tylko mogą i tworzą wyjątkowy, doskonale budujący napięcie klimat. Z dronowej przestrzeni w końcu wyłaniają się poszczególne instrumenty. Aż w końcu wybucha wokal: I’m flyin high, I’m never gonna die, cause I know I’m right, a wszystko kończy się piskiem i gitarową solówką. Może i brzmi chropowato, ale taki urok, tak tam właśnie bywało, nawet po kwasie mogło nie być kolorowo.

 

3. Spacemen 3 – „Feel So Good” (1987)

Lista ta byłaby jedną wielką pomyłką, gdyby zabrakło Spacemen 3, zespołu, który lwią część swojej twórczości (i życia) poświęcił narkotykom. Charakter grupy najlepiej podsumowuje tytuł jednej z ich płyt – „Taking Drugs To Make Music To Take Drugs To”. Utwór „Feel So Good” pochodzi z albumu „Perfect Prescription”, który opiera się na odzwierciedleniu narkotycznego odlotu od początku do końca. Jest to piąty kawałek i odpowiada za apogeum haju. Kompletny paraliż wszelkich odczuć, szept, leżenie w bezruchu i wspaniała rozkosz. Fruwanie gdzieś nad chmurami. Dźwiękowa namiastka prawdziwego odlotu udana w 120%.

 

4. Boards of Canada – „Happy Cycling”

19 kwietnia 1938 roku, twórca LSD, dr Hofmann postanowił użyć na sobie nowo wytworzonej substancji. Po przyjęciu dawki kwasu, kiedy zaczął odczuwać efekty działania narkotyku, poprosił swojego asystenta, by odwiózł go do domu. Panowie nie mogli użyć motocykla, gdyż był zarezerwowany do celów militarnych, więc asystent doktora odwiózł go do domu na rowerze. Podczas podróży Albert Hofmann jako pierwszy doświadczył wszystkich właściwości swojego tworu. Opisał to potem jako: przeniesienie do innej rzeczywistości, sprawiającej wrażenie nawet bardziej realnej niż nasza. Dzień ten zapisał się na kartach historii jako Bicycle Day i stał się świętem wielbicieli substancji psychoaktywnych. „Happy Cycling” to jeden z wielu utworów Boards of Canada, w których ilość smaczków, ukrytych sampli jest niemal nie do wykrycia bez dogłębnej analizy i encyklopedycznej wiedzy. Sampel z Pink Floydów zloopowany przez cały utwór, fragment „Odysei Kosmicznej”… Nawet pochodzenie skrzeku ptaków z 2:52 zostało odkryte przez fanów w soundtracku filmu dokumentalnego „La Fete Sauvage” . Bracia Marcus i Michael zapraszają na hipnotyzującą podróż rowerową. Happy Bicycle Day, Happy Cycling !

 

5. Animal Collective – „Brother Sport”

Avey Tare i Panda Bear dorośli, zapierają się, że ograniczyli zażywanie wszelkiej maści narkotyków. Bardzo chcą, by słuchacze w to uwierzyli, teksty „Merriweather Post Pavilion”, albumu, z którego pochodzi „Brother Sport”, skupiają się głównie wokół problemów rodzinnych. Panowie być może dojrzeli, ale spójrzcie na ten klip. Przesuńcie palec po monitorze, następnie go obliżcie i poczekajcie na halucynacje.

No dobra, tak to nie działa, ale bez wątpienia samo patrzenie na klip mocno miesza w głowie, a zaczynający się w 1:40 trans dopełnia dzieła. I jak tu uwierzyć w ich abstynencję. Ciekawy jestem, czy dzieci, które wzięły udział w klipie, zdawały sobie sprawę, jaki psychodeliczny ultratrip zaserwowały fanom Animal Collective. Prawdopodobnie nie, ale znając obecne realia, za kilka lat się dowiedzą.

 

Krzysztof Wołongiewicz

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.