26 lutego na deskach chorzowskiego Miejskiego Domu Kultury Batory wystąpiła nazywana drugą Janis Joplin, jedyna i niepowtarzalna Beth Hart. 5kilo kultury donosi, że na Śląsku dawno nie widziało tyle radości i szczęścia. Serio!

 

Bez rozgrzewających publiczność supportów i gwiazdorskiego poślizgu, zaraz po 20:00 na scenie chorzowskiego MDK Batory pojawili się muzycy zasilający zespół Beth. Serdecznie i głośno przywitani przez publiczność szybko uzbroili się w swoje instrumenty, dzięki czemu moim oczom ukazały się piękne Gibsony i Fendery. Jednak wszyscy czekali na fantastyczną Hart. Publiczność dosłownie zwariowała, gdy na scenę wyszła gwiazda tego wieczoru. Beth była po prostu piękna. Sukienka opinająca jej śliczne ciało nie dość, że doskonale pasowała do róży wytatuowanej na ramieniu to jeszcze nawiązywała do szalonych, swingowych przedwojennych lat. Instrumentaliści ubrani byli w podobnym stylu – kolorowe koszule, krawaty i kapelusze łączyły w ciekawy sposób klasykę z newschoolem. Ale ale…, nie jest to blog modowy tylko relacja z koncertu, skupmy się więc na tym, co działo się na scenie. A działo się, oj działo…

Dwa otwierające utwory zdefiniowały to, co miało dziać się na deskach batorowskiej sceny. Mocny blues – rockowy „Face Forward” rozgrzał instrumenty, muzyków i publiczność licznie zgromadzoną przed sceną (a warto wspomnieć o tym, że wszystkie bilety zostały sprzedane). Balladowy „Crashing Down” ciepłą melodią otulił miejski dom kultury. Tak miało być do końca imprezy. Wszystko na 100 % z pełnym zaangażowaniem i oddaniem. Beth to seksownie wiła się przy statywie mikrofonu, to radośnie pląsała między muzykami. Myślę, że nie byłem jedynym mężczyzną, który obserwował to z wypiekami na twarzy. Nie mniejsze wrażenie robiła muzyka, z równie wielką ekspresją odgrywana przez zespół. Przed koncertem byłem bardzo ciekaw, jak wypadną utwory znane mi z płyty „Don’t Explain|”, a dokładniej rzecz biorąc solówki jedynego w swoim rodzaju Joe Baonamassy. Cóż, obawiałem się niepotrzebnie – gitarzyści nie tylko zagrali je perfekcyjnie, ale dodali do nich swoje trzy nuty, które pokazały jak fantastycznych wirtuozów mogliśmy obserwować. „Sinner’s Prayer”, „Chocolate Jesus”, „Something’s Got a Hold On Me” były mocne, szorstkie, a zarazem piękne i poruszające. Do tego „Spirt of God”, który sprawił, że mój ateizm poszedł w odstawkę i silnie zaangażowany chwaliłem Pana. Świeczki w oczach, zapalniczki w dłoniach, po prostu rewelacja! Świetne bluesowe kompozycje miały w sobie energię rocka i radość swingu. Nie pozostawało więc nic innego jak tylko tańczyć, szaleć i bawić się w najlepsze.

 

Nie tylko te silne akcenty robiły wrażenie, ale też ballady, które zabrzmiały na koncercie z równie dużą siłę oddziaływania. „I’ll Take Care Of You”, „With You Everyday”, czy wspomniany wcześniej „Crashing Down” poruszały do głębi, wzruszając i chwytając za serce. Momentami wydawało się, że Beth nie potrzebuje mikrofonu – jej mocny głos wręcz wgniatał w podłogę potwierdzając opinię o tym, że jest drugą Janis Joplin. Tak, jest – i nie ma co dyskutować. Rozglądając się dookoła mogłem zaobserwować zafascynowane występem twarze, które pragną, by to co dzieje się przed nimi nigdy się nie kończyło. Na pochwałę zasługuje elastyczność instrumentalistów – potrafili oni bowiem przerzucić się na odpowiednio nastrojone gitary, by muzyką podkreślać ujmujący nastrój, jaki swym pięknym głosem budowała Hart. Wszystko to uzupełnione było ciekawie kontrastującym z resztą utworów, akustycznym kawałkiem „By Her” i „Ugliest House on the Block”. Taki mały MDK Batory unplugged dorzucił nutkę country do tego pięknego zestawu. Na zakończenie mogliśmy jeszcze usłyszeć bis w postaci „Everything Must Change” i „Beddest Blues”. Cóż, wszystko co dobre szybko się kończy. Miałem wrażenie, jakby czas przestał istnieć i spędziłem w Chorzowie nie półtora godziny, ale kilka chwil.

Bardzo miło było usłyszeć, że artyści bawią się i cieszą równie dobrze, co publiczność. Beth pięknie wyrażała swoja wdzięczność, dziękowała za niezwykle ciepłe przyjęcie. Nie dziwi to, zważywszy na fakt, że przerwy pomiędzy utworami wypełniały radosne owacje, a partie solowe wywoływały gromkie wiwaty. Mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z  najlepszych koncertów, jaki dane mi było zobaczyć. Po raz kolejny Delta Art nie zwiodła serwując piękną dawkę bluesa. A Beth Hart potwierdziła, że jest najlepszą w tej stylistyce wokalistką. To, co mówiła o swoich występach w wywiadzie dla „Twojego Bluesa” stało się faktem – był to wieczór pełen miłości i magii.

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony 5kilokultury.pl – Napisany przez autora bloga.