Looptroop Rockers cię kochają!

Kolejny najazd Szwedów na Polskę zakończył się sukcesem. Looptroop Rockers dobrnęli do końca swojej kilkumiesięcznej trasy koncertowej występem w krakowskiej Fabryce. I to występem nie byle jakim, bo przepełnionym radosną, nieskrępowaną zabawą, świetną muzyką i atmosferą wzajemnej przyjaźni. Ale czy po tak sympatycznych, pełnych pozytywnej energii ludziach jak Looptroop Rockers można było spodziewać się czegoś innego?

 

Embee, Promoe, CosmicSupreme wpadli na scenę z taką energią, że od samego początku ich koncertu w wypełnionej po brzegi Fabryce można było zaobserwować tańczących i machających rękami entuzjastów hip-hopu. Scena eksplorowana była przez MCs w całej swojej rozciągłości – nie przypominam sobie, żeby w trakcie grania kolejnych numerów panowie choć przez chwilę stali w miejscu. Zaczęli od staroci, które, jak wspomnieli, uwielbiają wykonywać na swoich gigach, po czym płynnie przeszli do piosenek z najnowszej płyty Naked Swedes. Jakby tej różnorodności było mało, w pewnym momencie gig przeistoczył się w prawdziwy Koncert Życzeń z Looptroop Rockers! Obok wpisanych w setlistę kompozycji publiczność, zgodnie ze swoimi zachciankami, mogła usłyszeć choćby Feel So Good czy od dawna niewykonywany Bandit Queen. Okazało się również, że 26 lutego był okazją do świętowania 25. urodzin oświetleniowca Szwedów. Retorycznym pozostawię pytanie, czy tylko z racji swego święta solenizant spisał się aż tak dobrze – szaleństwa Promoe, Cosmica i Supreme podbite błyskami reflektorów robiły ogromne wrażenie. A skoro doczekaliśmy się imprezy urodzinowej, nie mogło zabraknąć słodkości, tu w postaci pysznego tortu upieczonego przez wegańskich mistrzów z Zielonego Talerza (nie znacie – sprawdźcie. Są lepsze niż te z… tradycyjnymi składnikami) oraz odśpiewanego kolejno po szwedzku i po polsku Sto lat. Niech mi ktoś powie, że nie chciałby tak spędzić swojej ćwiarteczki w pracy. Świetna perspektywa. No ale jak się pracuje u Looptroop Rockers…

Wróćmy jednak do muzyki. Jak wspomniałem, fani Looptroopów mogli czuć się niczym w raju. Stare, nowe, szybkie, wolne, na życzenie czy zaplanowane – wszystkie numery unosiły machające ręce i wywoływały tak pożądany przez wszystkich artystów hałas. Ponadto trzeba muzyków pochwalić za kontakt z publicznością – od czasu zeszłorocznego występu Hypnotic Brass Ensemble w katowickiej Hipnozie nie widziałem tak świetnej zabawy i luźnych nawijek z publiką. Artyści zapewniali, że przyjechali do Krakowa po to, by dzielić się miłością i wolnością, a te w piękny sposób pomagał im wysyłać otoczony instrumentami Embee. Ten niezwykle skromny człowiek jest perfekcjonistą i wizjonerem nie tylko w studiu, ale i podczas występów na żywo. Pady i laptop uzbrojone zostały w odpowiednio skonstruowany minidrumkit. Muzyk dwoił się i troił, grał i śpiewał, czego najlepszym przykładem mógł być The Builiding, który na żywo przypominał coś na kształt ska-rapu. Mimo że nie usłyszałem mojego ukochanego Ginger & Lemon, nie mogę stwierdzić, że obszedłem się smakiem – wszystko, co działo się tego dnia w Fabryce, rekompensowało każdy utwór, którego nie usłyszałem, a kocham. Teraz również wiem, że Looptroop Rockers kochają mnie. I ciebie, jesli słuchasz ich muzyki oraz wspierasz ich na koncertach lub poza nimi. Dobrze sie żyje z tą świadomością.

Dwa słowa o supportach. Spajku/Dziunek zaprezentowali się całkiem nieźle, szkoda jednak, że saksofon wykorzystany był tak skromnie. Folku/Śmiech popisali się bardzo dobrą, techniczną nawijką noszoną świetnymi bitami. Niestety mało kto może moje słowa potwierdzić lub im zaprzeczyć, zdecydowana większość przybyłych wybrała bifory ze znajomkami poza klubem. To nie tak, że ci muzycy nie potrafią przyciągnąć publiczności. To raczej ludzie mają w poważaniu underground, co moim zdaniem kłóci się z podstawami kultury hip-hopu, którą nieprzybyli tak właśnie wspierają. Dwa kolejne supporty – WOOFpaq solo oraz z kolegami ze składu Shoom grono odbiorców mieli znacznie większe. Cóż z tego? WOOFpaq prawie zagłaskał na śmierć chilloutowym do bólu reggae i nie może zaliczyć obu występów w Fabryce do najbardziej udanych. Shoom zaprezentowali się lepiej niż przed Everlastem, ale gdy słyszę nazwę Szum moje myśli wciąż pędzą do grupy Brylewskiego – 52um. Tak więc 26 lutego w Fabryce ci spośród polskich MCs, którzy mogli zrobić klimat i ponieść za sobą publikę, nie mieli jej, a ci, kórzy ją mieli, nie dali temu rady. Szkoda. Kupujcie polskie rap płyty, wspierajcie polski underground!

tekst: Tomasz Spiegolski zdjęcia: Justyna Kamińska

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony. Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.