Opowieści metafizyczne

Wino truskawkowe to opowieść, która odbywa się na trochę innym poziomie. Chociaż ma fabułę, głównego bohatera, ma nawet wątek kryminalny, toczy się jednak przede wszystkim w głowach postaci. W Żłobiskach zegar już dawno się zatrzymał, mamy więc dużo czasu żeby usiąsć z nimi i posłuchać przy winie truskawkowym o magii przenikającej to miejsce. 

Film, podobnie jak Opowieści galicyjskie Andrzeja Stasiuka, na podstawie których powstał, jest tak naprawdę zlepkiem ludzi i miejsc. Poszczególne historie udało się złożyć w jedną, zgrabnie osadzoną w świecie przedstawionym, umykającym wszelkim standardom rzeczywistości. Dariuszowi Jabłońskiemu, z pomocą współtworzącego scenariusz Stasiuka, udało się uchwycić klimat galicyjskiego miasteczka. Czas i mentalność stanęły tu kilkadziesiąt lat temu. Rozmowy prowadzi się przy butelce wina, milicja jest całkowicie nieefektywna, konflikty załatwia się metodami z początku poprzedniego wieku, a na komisariacie wciąż wisi orzeł bez korony. Tak naprawdę nikogo czas tutaj nie obchodzi. Bohaterom wystarczy jedynie wiedza, że pewne wydarzenia należą już do przeszłości, a teraźniejszość wydaje się ciągnąć w nieskończoność. To sprawia też, że film staje się ciut leniwy i nie każdemu będzie się to podobać.

Popegieerowską rzeczywistość w Żłobiskach poznajemy oczami nowego mieszkańca — policjanta, który postanowił wyjechać z Warszawy i znaleźć miejsce jak najbardziej oddalone od stolicy. Andrzej szybko przystosowuje się do tutejszej rzeczywistości, choć nieświadom jest konsekwencji niektórych swych decyzji. W pewnym momencie uświadamia sobie, że jest jedyną osobą w miasteczku, którą te konsekwencje tak naprawdę obchodzą. Nawet komendant wydaje się być niezainteresowany sprawą, o ile spełniony zostanie warunek wykrywalności. Tutaj każdy ma swoje sprawy i każdy ma swoją przeszłość, którą od czasu do czasu wspomina przy butelce wódki.

Świat przedstawiony może widzom przypominać ten ze Zmruż oczy Andrzeja Jakimowskiego. Jabłońskiemu udało się jednak całkowicie go odrealnić, nie nadając mu jednocześnie innego charakteru, poza tym magicznym. To sprawia, że film przesiąknięty jest zdarzeniami dalekimi od normalności, które wydają się jednak sprawy tłumaczyć w naturalny dla filmu i dla tego miejsca sposób. Nie dziwią nas pojawiające się tu duchy, ani niewyjaśnione ciągi wydarzeń. Historia opowiada się sama, trochę w Vonnegutowskim, chaotycznym stylu, a my jesteśmy w stanie przyjąć każde wytłumaczenie. Na magię składają się też bohaterowie — Lubica, w tej małej wiosce stwarzająca wrażenie anioła, czy Kościejny — postać wyjęta niemal z uwspółcześnionych Mickiewiczowskich Dziadów. Bohaterów Wina truskawkowego trudno lubić, lub też nie. Ich opowieści najzwyczajniej w świecie po prostu się słucha, nie angażując się w nie emocjonalnie, będąc jakby pod wpływem pitego przez postaci alkoholu. Być może dlatego film nie pozostawia widza z konkretną refleksją czy zestawem przemyśleń. Po obejrzeniu go natomiast pozostaje wrażenie przesiąknięcia odrobinę metafizycznym, galicyjskim klimatem.

To, co zostaje na dłuższy czas w głowie to przepiękne zdjęcia Tomasza Michałowskiego i genialna muzyka Michała Lorenca, które wspólnie stanowią o sile artystycznej strony filmu. Urzekają też zawarte w narracji detale, takie jak choćby wyraźnie zaznaczone pory roku. Wszystko to sprawia, że film magiczny jest nie tylko dzięki historii i sposobie jej opowiadania, ale także w warstwie audiowizualnej. I choć niektórzy mogą stwierdzić, że Wino truskawkowe jest jednorodne w smaku i trochę mdłe, to bez reszty przesiąknięte zostało galicyjskim aromatem, dzięki któremu świetnie słucha się historii opowiadanych w filmie.

Marta Kubacka

Wino truskawkowe

reżyseria: Dariusz Jabłoński

premiera: 8 maja 2009

produkcja: Polska, Słowacja

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.